Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > LOTOS Trefl po sezonie: Dalej w czołówce, ale jest niedosyt

LOTOS Trefl po sezonie: Dalej w czołówce, ale jest niedosyt

fot. Katarzyna Antczak

Drugi sezon LOTOSU Trefla Gdańsk z Andreą Anastasim w roli trenera nie przebiegł tak gładko, jak poprzedni. I choć blamażu nie było, a gdańszczanie spełnili przedsezonowe obietnice i znaleźli się w czołowej czwórce, to styl, w jakim wywalczyli miejsce w górze tabeli, pozostawił niedosyt zarówno wśród kibiców, jak i samych zawodników.

Po zdobyciu srebrnego medalu PlusLigi w sezonie 2014/2015 oczekiwania wobec siatkarzy z Gdańska były zgoła inne niż dotychczas. Gdańszczanie pokazali, że są w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi drużynami ligi i głośno mówiło się o tym, że na stałe chcą zagościć w ligowej elicie. Czekająca drużynę gra na kilku frontach pozwalała oczekiwać transferów, przynajmniej takich, które wzbogacą dość krótką ławkę rezerwowych. Przeciwnie, działacze za cel nadrzędny postawili sobie utrzymanie składu, który wywalczył wicemistrzostwo. Utrzymano całą żelazną szóstkę, jaka wygrała srebrny medal, do zespołu dołączyli tylko Miłosz Hebda i Karol Behrendt. Nieduże były też ubytki, z drużyną pożegnali się: Krzysztof Wierzbowski, Sławomir Stolc i Moustapha M’Baye. Drużynę do kolejnego sezonu przygotowywał oczywiście po raz kolejny Andrea Anastasi. Doświadczony Włoch już przed sezonem zapowiadał, że sukcesem będzie wywalczenie miejsca w czołowej czwórce.

Sezon gdańszczanie rozpoczęli od mocnego akcentu, dokładając do klubowej gabloty Superpuchar Polski wywalczony w meczu z Asseco Resovią Rzeszów. Trochę inaczej było w lidze. Tam na „dzień dobry” gdańszczanie stracili punkt w meczu z BBTS-em Bielsko-Biała. Tie-breaków w ich wykonaniu było więcej, a przy nowej formule rozgrywek każdy punkt był przecież na wagę złota. Podopieczni Andrei Anastasiego potrafili jednak ograć dwukrotnie ZAKSĘ (jako jedyna drużyna w lidze), późniejszego mistrza Polski i zdecydowanie najlepszą drużynę sezonu. Większość rozgrywek gdańszczanie spędzili na  czwartym miejscu w tabeli, chociaż były kolejki, po których znajdowali się oni bezpośrednio za plecami liderujących kędzierzynian i mieli, wydawało się, realne szanse na powtórzenie wyniku sprzed roku. Niestety, przegrane chociażby z akademikami z Olsztyna czy Warszawy, a także słaba końcówka sezonu w ich wykonaniu, porażki poniesione z depczącymi gdańszczanom po piętach drużynami z Radomia czy Lubina ostatecznie dały im po fazie zasadniczej miejsce zaraz za podium.



Jednocześnie LOTOS Trefl rozgrywał swoje mecze na europejskich parkietach. Siatkarze z Pomorza bez problemów wyszli z grupy. Choć rywale (poza naszpikowaną gwiazdami włoską Modeną, którą zresztą podopieczni Andrei Anastasiego pokonali) nie byli przesadnie wymagający, to wyjście z grupy w debiutanckim sezonie można uznać za sukces. Ciężej było za to w fazie pucharowej. Późniejszy zwycięzca tegorocznej edycji, Zenit Kazań, pozwolił sobie wyrwać tylko jednego seta i był dla gdańszczan przeszkodą nie do przeskoczenia. Podopieczni Andrei Anastasiego na 1/12 zakończyli swój debiutancki sezon w Lidze Mistrzów. Nie udało się również powtórzyć wyczynu sprzed roku i wygrać Pucharu Polski. Najpierw dość długo podopieczni Andrei Anastasiego męczyli się w ćwierćfinale z Czarnymi Radom. Później za mocna okazała się ZAKSA i tegoroczną edycję gdańszczanie zakończyli na półfinale.

Rundę play-off PlusLigi siatkarze z Pomorza zakończyli równie szybko, co ją zaczęli, będąc tłem dla świetnie dysponowanej Skry Bełchatów. Gdańszczanie zostali rozgromieni przez bardziej utytułowanego rywala, nie wygrywając w żadnym z trzech meczów nawet jednego seta. Partie, w których walka była wyrównana, można spokojnie policzyć na palcach jednej ręki. Oddać trzeba, że Skra osiągnęła szczyt formy w końcowej fazie sezonu, ale siatkarze z Gdańska z pewnością pomogli swoim rywalom, prezentując się poniżej możliwości.

Jak pokazały te rozgrywki, dość wąski skład mocno przeszkodził gdańszczanom w powtórzeniu sukcesu sprzed roku. Dużo więcej meczów do rozegrania, a także męczące zagraniczne podróże nie pozwoliły na utrzymanie dobrej dyspozycji zawodników pierwszego składu na przestrzeni całego sezonu. Tak było chociażby w przypadku przyjmujących. Wyraźnie zmęczeni po turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich byli Mateusz Mika i Sebastian Schwarz. Na dodatek borykali się z problemami zdrowotnymi, a Miłosz Hebda poza kilkoma błyskami nie był w stanie na dłuższą metę zagwarantować odpowiedniego poziomu. Nie można tego co prawda powiedzieć o rezerwowych rozgrywającym i atakującym. Wobec słabszej niż w pierwszym sezonie gry Marco Falaschiego i Murphy’ego Troya więcej szans na grę otrzymali Przemysław Stępień i Damian Schulz. Zarówno jeden, jak i drugi udowodnił, że jest w stanie grać pod presją mimo wciąż niedużego doświadczenia. Dobry sezon powtórzyli za to weterani ligowych parkietów Wojciech Grzyb i Piotr Gacek.

W kontekście kolejnego sezonu na razie w obozie LOTOSU Trefla sporo niewiadomych. Póki co potwierdzono odejście amerykańskiego atakującego Troya. Prawdopodobne jest pożegnanie również z Marco Falaschim i Sebastianem Schwarzem. Na Pomorze przeniesie się Michal Masny, bardzo doświadczony rozgrywający, który na pewno zagwarantuje odpowiedni poziom. Wiadomo również, że zespół wycofa się z gry w europejskich pucharach. Puchar CEV nie jest na tyle prestiżowy, jak Liga Mistrzów, a podobnie jak ona generuje w klubowym budżecie straty. Gdańszczanie zdają sobie sprawę, że ich finanse nie pozwalają na skompletowanie na tyle szerokiego składu, który pozwala na grę na kilku frontach. Jak pokazały poprzednie sezony, skupienie się na lidze przynosi im więcej zysków i splendoru.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved