Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Lonneke Sloetjes: To nobilitujące, gdy jest się pierwszym w „grupie śmierci”

Lonneke Sloetjes: To nobilitujące, gdy jest się pierwszym w „grupie śmierci”

fot. cev.lu

Siatkarki Vakifbanku Stambuł pokonały w trzech setach łodzianki, choć w drugiej partii goniły wynik ze stanu 11:16. Podopieczne Giovanniego Guidettiego pozostają niepokonane w „grupie śmierci”. W Atlas Arenie nie udało się zatrzymać ani Ting Zhu, ani Lonneke Sloetjes i Mileny Rasić. – Nigdy nie organizowaliśmy Final Four, tylko dlatego, że chcemy korzystać z tego, że gramy tutaj z silnymi drużynami. Z tego punktu widzenia świetnie się złożyło, że znaleźliśmy się w grupie, w której nie możemy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Na szczęście jak do tej pory uniknęłyśmy jakichkolwiek wpadek. Nie ukrywam, że to również nobilitujące, kiedy jest się pierwszym w „grupie śmierci” – mówiła holenderska atakująca Vakifbanku, Lonneke Sloetjes.

W meczu w Łodzi miałyście właściwie tylko jeden słabszy moment, z którego wyszłyście obronną ręką. Co możesz powiedzieć o waszej grze po tym spotkaniu?



Lonneke Sloetjes: – Myślę, że po tym jak stosunkowo łatwo wygrałyśmy pierwszego seta, nasza dalsza gra była już przede wszystkim kwestią utrzymania koncentracji. Wiedziałyśmy o tym, ale mimo wszystko widać było, że na kilka piłek gdzieś nam to skupienie odeszło i później trudno było wrócić i nadgonić wynik. Z drugiej strony jestem bardzo zadowolona, że potrafiłyśmy pozbierać się w trudnym momencie. Niezależnie od tego, że jesteśmy w lekkim „dołku”, kiedy trener zaczyna nas motywować, krzyczeć, potrafimy wykonać kawał dobrej roboty i powrócić do lepszej gry. Cieszy to, że nie poddałyśmy tego seta, cały czas walczyłyśmy o zwycięstwo. To świetne uczucie, kiedy ta sztuka się udaje i jest to cecha, której zdecydowanie trzeba się nauczyć, grając na najwyższym poziomie. Nawet jeżeli rywal nie jest najsilniejszą drużyną na świecie, to trzeba skupić się na własnym zadaniu.

W rozgrywkach Ligi Mistrzyń wygrywacie mecz za meczem, tymczasem w Turcji musicie bić się o każdy punkt i obecnie plasujecie się na drugiej pozycji. To dość śmiała teza, ale można tak pół żartem, pół serio powiedzieć, że to gra w europejskim pucharze jest dla was łatwiejsza…

– Jest łatwiejsza, kiedy Ecaczibasi w niej nie występuje, to na pewno. (uśmiech) Muszę jednak przyznać, że nie jest to prawda, bo w Lidze Mistrzyń poziom też stale rośnie. Szczególnie włoskie drużyny są bardzo dobre, widziałam kilka spotkań ekip Conegliano czy Novary. Wygrana Imoco Volley Conegliano z Fenerbahce jest zresztą na to dowodem. W Turcji po prostu jest kilka zespołów, które wybijają się ponad przeciętną i są naprawdę mocnymi drużynami. Podobna sytuacja ma miejsce w Lidze Mistrzyń.

Dinamo Kazań, wasz rywal zza miedzy, czyli Galatasaray, to drużyny, które chcą w Lidze Mistrzyń walczyć do samego końca. Czy ucieszyłyście się, kiedy dowiedziałyście się, że przyjdzie wam już na tym etapie mierzyć się z zespołami ze światowego topu?

– Oczywiście, jest to z korzyścią dla nas. Nasz trener, Giovanni Guidetti chce, aby każdy nasz mecz stał na wysokim poziomie. Nigdy nie organizowaliśmy Final Four tylko dlatego, że chcemy korzystać z tego, że gramy tutaj z silnymi drużynami. Z tego punktu widzenia świetnie się złożyło, że znaleźliśmy się w grupie, w której nie możemy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Na szczęście jak do tej pory uniknęłyśmy jakichkolwiek wpadek. Nie ukrywam, że to również nobilitujące, kiedy jest się pierwszym w „grupie śmierci”.

Pozostał wam do rozegrania już ostatni mecz fazy grupowej. Nie byle jaki, bo z drużyną ze Stambułu. Kolejne derby – kolejne siatkarskie święto w stolicy Turcji?

– Mam taką nadzieję. W Stambule jest to trudne do przewidzenia, bo często hala jest zapełniona do ostatniego miejsca, a czasami nie ma też prawie nikogo. (uśmiech) Dla nas natomiast jest to z pewnością wielkie wydarzenie, bo będziemy walczyć o utrzymanie tego pierwszego miejsca w grupie. Znamy się oczywiście świetnie, wiemy o zawodniczkach Galatasaray bardzo dużo, analizowaliśmy ich grę już wielokrotnie. Właśnie dlatego ten mecz może być interesujący, bo znamy się jak łyse konie.

Czy trudniej będzie obronić tytuł niż wygrać Ligę Mistrzyń po raz trzeci?

– Zawsze trudno broni się tytułu. Być może niektórzy zadowoliliby się tym i powiedzieliby sobie, że rok temu już sięgnęliśmy po to trofeum, nie ma więc aż tak dużej presji, by to powtórzyć. My jednak nie należymy do takich zespołów. Na początku sezonu zawarłyśmy między sobą układ, że nie odpuścimy. Mamy wielkie ambicje, każda z nas ma wysokie cele. Oczywiście jest to trudne zadanie, ale to robimy na co dzień, to nasza praca.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved