Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Liga Siatkówki Kobiet, czyli rzecz o szukaniu dziury w stogu siana

Liga Siatkówki Kobiet, czyli rzecz o szukaniu dziury w stogu siana

Na początku od razu uprzedzę wszystkich, którzy już wykonali wdech w celu przychrzanienia się do tytułu – wiem, że dziury szuka się w całym, a w stogu siana igły. Rzecz w tym, że Igła w tym sezonie już swoje przecierpiał, więc po co go jeszcze mieszać do tytułu tekstu o LSK? Dość jednak dygresji, bo tu o ważne rzeczy się rozchodzi i nie ma co tracić czasu. 

Wczoraj cały świat obiegła szokująca informacja, że Wisła Warszawa została ukarana trzema ujemnymi punktami. Informacja obiegła, wróciła do punktu wyjścia, a zainteresowała tyle osób co zawsze. Szokująca w zasadzie też była o tyle, że tylko Wisłę ukarano, bo to by oznaczało, że wszyscy w LSK poza nią są już cacy. Po trzykroć hurra!



Wszyscy wiemy, że nie są, ale tylko Wisła nie zdołała zgromadzić odpowiednich papierów. W Warszawie jednak mają nieco większe problemy, niż przejmowanie się tym, czy wystartują do play-out z ostatniego miejsca, czy z jeszcze bardziej ostatniego miejsca. Zresztą nie oszukujmy się – decyzje PZPS w tym sezonie odbieram jako oswajanie siebie, klubów i opinii publicznej z karami. Kara dotyka raczej tych, którym nic ona nie zmienia albo tych, których ukaranie nie interesuje szerszego gremium. Poza tym mamy rok wyborczy, więc nieroztropnie byłoby jeździć prętem lwu po kratach, a tym bardziej walić go maczugą po łbie i czekać na jego opinię.

Zatem mamy karę dla Wisły – spektakularną, bo medialną. Oto bowiem z marnych dwóch punktów zgromadzonych na koncie klubu w trakcie sezonu, zrobiło się historyczne minus jeden. I to ponoć zmienia postać rzeczy. Serio, takie od wczoraj mam wrażenie. Twitter się rozgrzał – skandal, że taki zespół ma szansę wciąż się utrzymać. Dlaczego w ogóle ostatni zespół nie spada bezpośrednio? Kto to wymyślił? Jakim cudem w dwóch równoległych ligach (PlusLiga, LSK) panują odmienne zasady? Ot, standardowe hasła, które pojawiają się od jakiegoś czasu przy każdym niedzielnym obiedzie – kpina, hańba, wstyd, żenada…

Przetarłem oczy i obejrzałem się za siebie, czy przypadkiem nie jestem w jakimś show. Bo w końcu czym się różni Wisła z dwoma punktami od Wisły z jednym ujemnym? Czy to jakoś diametralnie zmienia rozpaczliwy krajobraz klubowy? Czy to się nagle stał sportowo słabszy zespół, że tydzień temu raczej nikt specjalnie nie apelował o bezpośredni spadek, a dzisiaj już „nie powinno tak być, że…” Wisła ma szansę się utrzymać i od początku sezonu było wiadomo, że ostatni zespół taką możliwość będzie miał. Widocznie prezesi PlusLigi i Ligi Siatkówki Kobiet wyszli z innych założeń. Ci pierwsi założyli, że ich klub i tak nie będzie ostatni, więc niech ten ostatni spadnie z hukiem, a nie zagraża jeszcze jednej ekipie, bo to już możemy być my. Ci drudzy doszli do wniosku, że jednak może paść na nich, zatem lepiej mieć koło ratunkowe. I bardzo im gratuluję – jednym i drugim, bo i jedno, i drugie rozwiązanie ma swoje podstawy. Nawet można zaryzykować stwierdzenie, że te w LSK jest lepsze, bo skoro mistrza wyłania się w play-off, to spadkowicza w play-out. I tu dochodzimy do sedna…

Dlaczego wszyscy się uczepili tej Wisły, że dokumentnie położyła sezon, a wciąż może zostać w lidze? Dlaczego nikt nie grzmi, że Chemik nie został jeszcze mistrzem? Przecież skoro to takie niesmaczne, że Wisłę i resztę dzieli przepaść, to popatrzcie na różnice punktowe w lidze. #VolleyWrocław ma obecnie 18 punktów przewagi nad warszawiankami i może jeszcze spaść z ligi. Hmm. PTPS Piła ma 32 punkty straty do Chemika i może zostać mistrzem Polski… I to już nie budzi niczyjego politowania.

Ja tam bardzo lubię chichot losu, więc chętnie zobaczę w przyszłym sezonie taki scenariusz: W lidze zmieni się regulamin i ostatnia drużyna będzie spadała bezpośrednio. Ostatnie dwa zespoły będzie na koniec sezonu dzielić różnica jednego seta. Wszyscy zaczną pisać, że to niesprawiedliwe, bo jak może taki ułamek decydować o spadku? Przecież gdyby wtedy w listopadzie sędziowie nie gwizdnęli czegoś (w sensie gwizdkiem, a nie że zajumali), to byłoby 26:24 i ten, który spada, by się utrzymał, koniecznie trzeba wprowadzić play-out…

Pewnie, że gdyby przed sezonem było wiadomo, że Wisła będzie furmanką w wyścigu wartburgów, to regulamin byłby taki, że spadłaby bezpośrednio. Jakby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved