Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > I liga M: 15. kolejka sypnęła niespodziankami

I liga M: 15. kolejka sypnęła niespodziankami

15. kolejka I ligi mężczyzn przyniosła kilka niespodziewanych wyników. Po raz pierwszy we własnej hali przegrali siatkarze Stali Nysa. Trzy punkty z Suwałk wywieźli siatkarze Gwardii Wrocław, natomiast po tie-breaku we Wrześni triumfowała Olimpia Sulęcin. W tabeli nie nastąpiły jednak znaczne roszady – na podium znajdują się Lechia, Stal i Krispol, zaś zestawienie zamykają Olimpia, Mickiewicz i AZS.

Gwardia Wrocław przerwała serię wyjazdowych porażek. Podopieczni trenera Piotra Lebiody zagrali bardzo dobry mecz przeciwko Ślepskowi Suwałki, dzięki czemu zgarnęli komplet punktów. Po pierwszym, granym na przewagi secie w dwóch kolejnych również nie brakowało walki. Wrocławianie po trzech partiach prowadzili 2:1. W czwartej odsłonie suwałczanie nie mieli argumentów, by zatrzymać rozpędzonych przyjezdnych i zdobyli jedynie 12 punktów. MVP spotkania wybrano Kamila Maruszczyka. – Jestem przekonany, że to był nasz najlepszy występ w obecnym sezonie. Takiego meczu jeszcze nie rozegraliśmy. Co prawda za pierwszym podejściem, przeciwko BBTS-owi Bielsko-Biała, też zdobyliśmy trzy punkty, ale to była zupełnie inna rzeczywistość. W Suwałkach pokazaliśmy grę zespołową, wtedy zwyciężyły jednostki – mówił po meczu na łamach mediów klubowych trener Gwardii Piotr Lebioda.



W czwartek rozegrany został również mecz pomiędzy AZS-em Częstochowa a MCKiS-em Jaworzno. Spotkanie nie stało na zbyt wysokim poziomie, obie drużyny często popełniały błędy. Chociaż goście prowadzili 2:1 w setach, w czwartym nie zdołali postawić kropki nad i. Częstochowian do zwycięstwa poprowadził Sławomir Stolc, który został wybrany MVP spotkania. Mimo porażki 2:3 beniaminek awansował na 8. miejsce, natomiast akademicy pozostali na ostatniej lokacie. – W czwartym secie mieliśmy na początku seta bodajże trzy punkty przewagi. Później trochę głupich błędów, mocniejszych zagrywek AZS-u i nas dogonili. Z czasem grało nam się ciężej, ponieważ wypuszczając przewagę, AZS uwierzył w zwycięstwo. Szkoda, że nie przycisnęliśmy mocniej rywali, bo była taka możliwość w tym czwartym secie. Gdybyśmy odjechali na cztery, pięć punktów, to myślę, że AZS by się nie podniósł i dowieźlibyśmy tę przewagę – stwierdził Mariusz Magnuszewski.

Serię sobotnich spotkań rozpoczął pojedynek pomiędzy AGH Kraków a KPS-em Siedlce. Gospodarzom nie udało się zrewanżować za porażkę w pierwszej części fazy zasadniczej. Mecz można podzielić na dwie części – w pierwszych dwóch nie brakowało zaciętej walki, oba rozstrzygnięte zostały dopiero po walce na przewagi. Zupełnie inna sytuacja była w dwóch kolejnych, które to od początku do końca kontrolowali siedlczanie. Krakowianom nie udało się urwać przeciwnikowi punktu, mimo dobrej postawy Mateusza Błasiaka i Daniela Gąsiora (obaj zdobyli po 16 punktów). Gra gości opierała się na zdobywcy 29 oczek – Bartoszu Kowalczyku. Nagroda MVP powędrowała natomiast do Jakuba Abramowicza. – Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Szczególnie, że w tym sezonie po raz pierwszy przywieźliśmy do Siedlec trzy punkty. Do tej pory udało się nam wygrać z Kluczborkiem, ale dopiero po tie-breaku 3:2. Życzyłbym sobie, żeby ten dobry wynik był prognostykiem na przyszłość i krokiem w dobrą stronę – powiedział dla oficjalnego portalu ligi Patryk Łaba, przyjmujący KPS-U.

Do niespodzianki doszło we Wrześni. Krispol nie wykorzystał atutu własnej hali. Gospodarze popełniali bardzo dużo błędów, nie wykorzystywali swoich szans. Olimpia mogła zgarnąć komplet punktów, ale ostatecznie o zwycięstwie decydował tie-break. W nim po początkowo wyrównanej grze efektowną serię zaliczyli goście, którzy triumfowali 15:10, a w całym meczu 3:2. 26 punktów dla przyjezdnych zdobył Maciej Kordysz, do którego powędrowała nagroda MVP. Wrześnianie mimo porażki utrzymali swoje miejsce w tabeli, sulęcinianie natomiast awansowali na 12. lokatę. – Był to mecz błędów i walki. Naprawdę twarda i męska siatkówka, a my po raz pierwszy wytrzymaliśmy to. Wielkie gratulacje dla zespołu – powiedział na antenie Radia Zachód Łukasz Chajec. – Myślę, że konsekwentna zagrywka pomogła nam odrzucić przeciwnika od siatki i odważna gra w ataku – dodał trener.

Ponownie postawić się rywalowi starali się siatkarze Mickiewicza Kluczbork. Beniaminek jednak tym razem nie zdołał urwać punktu Lechii Tomaszów Mazowiecki, chociaż miał szansę na doprowadzenie do tie-breaka. 18 punktów zdobytych przez Artura Pasińskiego i Mateusza Frąca jednak nie wystarczyły, bowiem po drugiej stronie siatki ponownie bardzo dobrze prezentowali się skrzydłowi – Wiktor Musiał (najlepiej punktujący meczu i MVP), Michał Błoński i Paweł Rusin. Tomaszowianie mimo problemów zdrowotnych i dużych obciążeń wywiązali się z roli faworyta. Komplet oczek pozwolił im powiększyć przewagę nad drugą w tabeli Stalą. Kluczborczanie natomiast spadli na przedostatnie miejsce. – Spodziewaliśmy się trudnego meczu, bo nie jesteśmy teraz w komfortowej sytuacji. Zagraliśmy trzeci mecz w tym tygodniu, brakuje sił i nie można było normalnie trenować. Dodatkowo staramy się łatać swoje problemy zdrowotne – przyznał Bartłomiej Rebzda. – Ekipa z Kluczborka radzi sobie coraz lepiej w lidze, wygrała kilka ostatnich spotkań, jest groźnym rywalem. Cieszymy się, że udało nam się obronić te trzy punkty – zaznaczył na antenie Radia FAMA trener tomaszowian.

Do niespodzianki doszło w Nysie. Stal po raz pierwszy w tym sezonie przegrała we własnej hali. Początkowo gospodarze grali spokojnie, górowali nad rywalami. Z czasem jednak częstochowianie wzmocnili zagrywkę, co pozwoliło im nabrać wiatru w żagle. Mimo zmian, po jakie sięgnął w trzecim secie trener Stelmach, ta odsłona również padła łupem Norwida. Chociaż siatkarzom z Nysy udało się doprowadzić do tie-breaka, po zaciętej walce mecz zakończył kiwką Bartosz Zrajkowski. Statuetka MVP powędrowała do libero Norwida – Kamila Dembca. – Jesteśmy lekko zmęczeni, bo już drugi miesiąc gramy po dwa razy w ciągu tygodnia – stwierdził Michał Makowski. – Jednak nie chciałbym się tym tłumaczyć. To pewnie jeden z powodów przegranej, ale nie jedyny. Zagraliśmy słabsze spotkanie, choć moim zdaniem lepsze niż to ostatnie w Suwałkach. Norwid faktycznie dobrze zagrywał, ale to wcale nie oznacza, że sami nie mogliśmy lepiej przyjmować – dodał w rozmowie z Nową Trybuną Opolską przyjmujący Stali.

Jako ostatni swój mecz rozpoczęli spadkowicze z PlusLigi. BBTS Bielsko-Biała we własnej hali nie dał szans Buskowiance Kielce. Kielczanie starali się walczyć. Po przegranym 21:25 pierwszym secie w drugim mieli kilka piłek setowych. Bielszczanie jednak obronili je i wygrali 26:24. Trzecia odsłona to tylko na początku gra punkt za punkt, w dalszej fazie gospodarze rządzili i dzielili na boisku, wygrywając do 14. Najlepszym zawodnikiem tego spotkania został Jarosław Macionczyk. Mimo zdobycia kompletu oczek BBTS nie zmienił swojego położenia w tabeli, ale obecnie do trzeciego Krispolu tracą tylko dwa oczka. – Mieliśmy swoje szanse, których nie wykorzystaliśmy. Mieliśmy dwie piłki setowe w drugim secie. Nie wiadomo, jakby ten mecz się potoczył, gdyby po dwóch setach był remis. Natomiast BBTS jest dobrą drużyną, której my się przeciwstawiliśmy. Nie ma co załamywać się tą porażką – ocenił na łamach mediów klubowych Piotr Adamski.

Zobacz również:
Wyniki i tabela I ligi mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved