Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Laurent Tillie: W przyszłym roku kalendarz musi zostać zmieniony

Laurent Tillie: W przyszłym roku kalendarz musi zostać zmieniony

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Mamy najtrudniejszą ścieżkę z możliwych, bo w turnieju w Gdańsku zagramy z Polską, Słowenią i Tunezją, a awansuje z niego tylko jedna drużyna. Tunezja jest trochę słabsza, ale Słoweńcy to bardzo mocny zespół, którego wiele osób nie docenia. Nie mówiąc już o tym, że na waszym terenie będziemy musieli pokonać mistrzów świata, dodatkowo wzmocnionych Wilfredo Leonem, czyli najlepszym siatkarzem świata – mówi przed kwalifikacjami do igrzysk olimpijskich Laurent Tillie, selekcjoner reprezentacji Francji.

Co pan robił niedawno w Warszawie?



Laurent Tillie:Przyleciałem, by spotkać się z moim przyjacielem Stephanem Antigą. Chciałem zobaczyć, jak prowadzi treningi w ONICO Warszawa i obejrzeć na żywo w spotkaniach ligowych dwóch rozgrywających mojej reprezentacji – Antoine’a Brizarda i Benjamina Toniuttiego.

Na pewno chodziło tylko o to? W polskich mediach pojawiła się informacja, że od nowego sezonu razem z Antigą ma pan objąć odradzający się zespół Paris Volley.

– To nie jest prawda. W tej chwili jestem trenerem reprezentacji Francji i koncentruję się tylko na pracy z nią.

Która impreza z tegorocznych będzie dla was najważniejsza?

– Ta sama, co dla Polaków. Kwalifikacje do igrzysk w Tokio. Mamy najtrudniejszą ścieżkę z możliwych, bo w turnieju w Gdańsku zagramy z Polską, Słowenią i Tunezją, a awansuje z niego tylko jedna drużyna. Tunezja jest trochę słabsza, ale Słoweńcy to bardzo mocny zespół, którego wiele osób nie docenia. Nie mówiąc już o tym, że na waszym terenie będziemy musieli pokonać mistrzów świata, dodatkowo wzmocnionych Wilfredo Leonem, czyli najlepszym siatkarzem świata.

Nie widzi pan w tej chwili innego zawodnika na jego poziomie?

– Nie widzę.

A Earvin N’Gapeth z pana reprezentacji Francji?

– To taki paradoks – obaj występują na tej samej pozycji, są przyjmującymi, ale dzieli ich bardzo wiele. N’Gapeth lepiej gra w obronie, lepiej przyjmuje zagrywkę. Jest siatkarzem, który w każdej chwili dzięki swojemu talentowi odkrywa coś nowego. Leon z kolei jest od niego silniejszy fizycznie i podczas ataku uderza piłkę na większej wysokości. Poza tym genialnie serwuje. Gdy patrzy się na niego w polu zagrywki, wszystko wydaje się takie proste. Leon to dla mnie tak naprawdę atakujący. Uważam, że jest silniejszy niż wielu zawodników, występujących na tej pozycji. Powinniście się cieszyć, że taki człowiek dołącza do waszej drużyny narodowej. Nie sądzę też, by jego obecność pogorszyła relacje między kadrowiczami. Na miejscu zawodnika reprezentacji Polski myślałbym tak: „Przychodzi do nas geniusz. Wybitny zawodnik. Grając z nim, mamy większe szanse na zrealizowanie kolejnych sportowych marzeń”.

Wróćmy do N’Gapetha. To kontrowersyjna postać. Geniusz, ale i enfant terrible francuskiej siatkówki. Jest znany ze swoich pozaboiskowych występków. Trudno się współpracuje z takim siatkarzem?

– Earvin się trochę zmienił, choć wciąż jest jak młody chłopak, który uwielbia życie (śmiech). Musiałem się go trochę nauczyć, zmienić swoje podejście. Po pewnym czasie zrozumiałem, że kiedy N’Gapethowi proponuje się na treningach coś, co wydaje mu się schematyczne, on traci zapał. Staje się leniwy, niechętny do wykonywania ćwiczeń i to wpływa na cały zespół. Zacząłem więc wymyślać podczas zajęć coś innego. Pojawiły się różne gry, konkursy, nawet wyścigi między zawodnikami. I Earvin to bardzo polubił, co szybko przełożyło się na jego grę.

Wspominał pan o dwóch rozgrywających reprezentacji Francji, których ogląda w PlusLidze. Brizard to zawodnik ONICO Warszawa, a Toniutti gra w ZAKS-ie Kędzierzyn-Koźle. Według wielu ekspertów ten drugi jest najlepszym zawodnikiem na swojej pozycji na świecie. Brizard jest jeszcze przez kilka lat skazany na bycie rezerwowym?

– Niekoniecznie. Antoine od dwóch lat gra w mojej reprezentacji i niesamowicie się rozwija. Wie pan, po czym poznać, że ma się w drużynie dwóch świetnych rozgrywających? Widać to wtedy, gdy połowa zespołu chce występować z jednym, a druga połowa z drugim. Kiedy Antoine zaczynał grać w kadrze, wszyscy zawodnicy pragnęli grać tylko z Toniuttim. Podczas ostatnich mistrzostw świata zauważyłem, że coś się zmieniło. Brizard zaczął integrować dużą część grupy wokół siebie. Pod koniec turnieju widziałem wyraźnie, że prawie wszyscy zawodnicy wolą grać nie z Toniuttim, a z nim. To trochę, jak z Leonem i N’Gapethem – ta sama pozycja, ale różni siatkarze. Toniutti w ostatniej chwili potrafi wykonać ruch, który zupełnie myli przeciwnika. Ma elastyczny nadgarstek, jest świetny technicznie. Antoine wystawia piłkę wyżej, ale lepiej serwuje i blokuje. W obronie są porównywalni. To zaszczyt, że mam w drużynie dwóch takich rozgrywających.

Pomówmy jeszcze o innym problemie. Siatkarze w swoich reprezentacjach rozgrywają za dużo spotkań?

– Zdecydowanie tak. Niech pan sobie wyobrazi, że Polska w niedzielę, 29 września tego roku gra w finale mistrzostw Europy. To bardzo prawdopodobny scenariusz. Może nawet zmierzy się w nim z Francją (śmiech). A już dwa dni później, we wtorek, ci sami Polacy muszą w Japonii rozgrywać pierwszy mecz Pucharu Świata. Tak to na tę chwilę zaplanowano. To głupota i brak szacunku dla najlepszych zawodników świata, ale i dla ważnego turnieju, jakim są mistrzostwa Europy. W przyszłym roku kalendarz musi zostać zmieniony.

Rozmawiał Jakub Radomski – cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

 

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved