Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Książka brazylijskiego siatkarza już w księgarniach

Książka brazylijskiego siatkarza już w księgarniach

To biografia, w której Giba nie ukrywa przed czytelnikami absolutnie niczego. W swojej książce jest do bólu szczery, przyznając się m.in. do palenia marihuany w przeddzień meczu, chęci uderzenia Bernardo Rezende podczas jednego ze spotkań oraz bójki w dyskotece tuż przed wyjazdem na igrzyska olimpijskie do Sydney. Autobiografia „Giba. W punkt” właśnie trafia do księgarni w całej Polsce, przeczytajcie kolejny fragment!

Przypominamy o specjalnym kodzie rabatowym do wykorzystania na www.labotiga.pl/giba:



– z kodem STREFAGIBA rabat 25%
– cena po obniżce: 27,68 zł
– rabat nie obowiązuje na pakiety (cena książki w pakiecie jest już obniżona)

Fragment książki:

Koniec 2002 roku był trudny. Moje pierwsze małżeństwo z fizjoterapeutką Fabiane Pereirą, z którą ożeniłem się 7 maja 2000 roku, właśnie się skończyło. Byłem w bardzo słabej formie psychicznej. Na parkiecie też nie prezentowałem 100 procent możliwości i nie grałem tak, jakbym chciał. Poznałem pewną Włoszkę z Ferrary. 14 grudnia tamtego feralnego roku zostałem zaproszony na imprezę. Ale jak miałbym wyjść z domu, skoro następnego dnia gramy mecz?
– Nie idę – powiedziałem jej. – Ale ty możesz iść, będziesz się dobrze bawić.
– Wykluczone. Jeśli ty nie idziesz, zostaję tutaj z tobą. W porządku?
Tak naprawdę w tamtym momencie chyba potrzebowałem wyjścia na imprezę. Żeby się zrelaksować, zabawić, chociaż na trochę przestać myśleć o problemach, o przeszkodach i przeciwnościach, które pojawiały się na każdym kroku. Ale nie tamtego dnia. To nie był odpowiedni moment. Tak więc zostaliśmy u mnie w domu. Spędziliśmy miło noc, leżąc w łóżku, oglądając film, pijąc wino. Myślami byłem gdzieś daleko.
– Masz coś przeciwko? – zapytała, pokazując papierosa z marihuaną.
– Nie, nie mam.
I rzeczywiście tak było, chociaż dla sportowca to całkowicie zabronione. Miała marihuanę w torebce. Chciała iść na imprezę i tam zapalić, ale została ze mną w domu. Zakręcony od emocji i myśli, uległem pokusie. Poczułem się świetnie. Ulga. Problemy zostały w tyle. Zapomniałem, że za kilka godzin mam mecz. Nie pamiętałem nawet o igrzyskach olimpijskich, a tym bardziej o reprezentacji Brazylii. Było to jednak krótkotrwałe doznanie. Został po nim niepokój, który towarzyszył mi przez kilka dni, od chwili kontroli antydopingowej. Wiedziałem, że jej wynik będzie pozytywny. Nie dało się od tego uciec. Czas płynął, a ja spodziewałem się, że w ciągu tygodnia wszystko ujrzy światło dzienne i bomba wybuchnie. Ale nie wybuchła. Minęło 15 dni i nie było żadnego sygnału. „Badanie nic nie wykazało” – pomyślałem. Nie miałem się z kim podzielić swoimi obawami. Nigdy przed nikim nie mogłem się zdradzić, że w przeddzień meczu paliłem marihuanę.
Następnego dnia ciężko mi było wyrzucić to z głowy. Rozgrywany o szóstej wieczorem mecz okazał się o wiele trudniejszy, niż się spodziewaliśmy. Padwa, nasz rywal, zajmowała dopiero 13., przedostatnie miejsce w tabeli, podczas gdy my byliśmy na szóstym. Poza tym graliśmy przy wsparciu naszych kibiców, blisko tysiąca sześciuset osób. Ale nie ułatwiło nam to życia. Przeciwnie. Wygraliśmy pierwszy set, przegraliśmy drugi, trzeci znów był dla nas, a czwarty dla nich. Zwyciężyliśmy dopiero w tie-breaku. Opuszczałem parkiet jako zawodnik, który zdobył najwięcej punktów dla naszej drużyny – 18. Gustavo Endres, kolega z reprezentacji, został MVP, most valuable player, czyli po prostu najlepszym graczem spotkania. Ale podczas meczu nie byłem w 100 procentach skoncentrowany na tym, co działo się na parkiecie.
Na początku trzeciego seta, kiedy przygotowywałem się do przyjęcia zagrywki, zobaczyłem, jak do hali wchodzi komisja antydopingowa. Była to jedna z nielicznych chwil, kiedy na boisku znajdowałem się tylko ciałem, a myślami gdzie indziej. Przyjechali, żeby skontrolować 12 zawodników. I na tym właśnie polegał problem: znajdowałem się wśród nich. Nie było jak uciec.

O książce:Giba
Był jednym z najlepszych przyjmujących w historii siatkówki. Ale niewiele brakowało, by świat w ogóle o nim nie usłyszał. Zanim trzy razy zdobył mistrzostwo świata i został mistrzem olimpijskim, pokonał wiele przeszkód. Kiedy zachorował na białaczkę, lekarze przygotowywali się na najgorsze, a niespodziewane wyzdrowienie zgodnie nazwali cudem. Podobnie jak przeżycie upadku z drzewa, po którym na lewą rękę założyli mu 150 szwów…
Podczas gdy jego rówieśnicy ganiali za piłką, on wolał w samotności odbijać ją rękami. Mimo że trenerzy próbowali wmówić mu, że jest za niski na siatkarza, ani myślał się poddać. Dopiął swego, zostając sportowcem, którego pokochała cała Brazylia.
W autobiografii Giba po raz pierwszy opowiada o sekretach swojej kariery: dopingowej wpadce, nietypowej kontuzji, której nabawił się w łóżku, i ofercie z ligi polskiej. Odkrywa też kulisy wielkiej reprezentacji Brazylii, zdradzając, za co z drużyny wyrzucony został Ricardo, jak Canarinhos ustawili mecz z Bułgarią i ile butelek szampana dostali od Polaków po wygranej w finale mistrzostw świata.
Szczera, barwna, pełna anegdot i nieznanych historii książka. „Giba. W punkt” to pozycja, obok której żaden fan siatkówki nie może przejść obojętnie!

Autor: Giba, Luiz Paulo Montes

Tytuł oryginału: Giba neles!
Tłumaczenie: Barbara Bardadyn
Data wydania: 6 lipca 2016
Cena okładkowa: 36,90
Format: 140 x 205 mm
Liczba stron: 256 tekst i 8 zdjęcia
ISBN: 978-83-7924-668-7

źródło: inf. prasowa

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2016-07-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved