Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysztof Wierzbowski: W Warszawie odżyłem

Krzysztof Wierzbowski: W Warszawie odżyłem

fot. Aleksandra Tarkowska

Siatkarze AZS-u Politechniki Warszawskiej walczą o ósemkę PlusLigi, a wygrana w tie-breaku z Jastrzębskim Węglem ich do tego przybliżyła. – W ostatnich meczach wszystko układa się tak, abyśmy byli w tej ósemce, nawet ten wspomniany tie-break. Więc szkoda by było, żebyśmy to zaprzepaścili – powiedział Strefie Siatkówki Krzysztof Wierzbowski.

Wasze spotkanie z Jastrzębskim Węglem miało dwie strony, z jednej – mocny start w waszym wykonaniu, a później jakby opadliście z sił. Trzeba przyznać, że było to wyjątkowo emocjonujące starcie i niewiele brakowało, aby to rywale byli w dobrych nastrojach.



Krzysztof Wierzbowski:Można to wszystko rozpatrywać różnie, jastrzębianie w drugiej części meczu zagrali lepiej. To są zawsze takie „naczynia połączone”. Dla nas najważniejsze jest to, że wygraliśmy spotkanie i wciąż gonimy tę ósemkę. Cieszy to tym bardziej, że zdobyliśmy punkty na bardzo ciężkim terenie, bo niejedna drużyna już tam poległa. To na pewno nas podbuduje, bo zostały nam dwa bardzo ważne mecze i ten cel jest coraz bliżej, wiemy, o co walczymy.

W tie-breaku pojawiły się jednak chwile zwątpienia? Szczególnie kiedy to Jastrzębski Węgiel prowadził 14:12…

No tak, ale na 90% byliśmy pewni, ze Michał zagra w tej akcji środkiem i tak też się stało. Fajnie, że Piotrek (Hain – przyp. red.) nie skończył tej akcji w końcówce, dla niego na pewno trochę gorzej. Obroniliśmy się, oni byli gdzieś z przodu. Chociaż tego tie-breaka to my zaczęliśmy lepiej, jastrzębianie swoją dobrą grą nas doszli i tak na dobrą sprawę to rywale powinni wygrać. Wszystko się jednak potoczyło po naszej myśli, w ostatnich meczach wszystko układa się tak, abyśmy byli w tej ósemce, nawet ten wspomniany tie-break. Więc szkoda by było, żebyśmy to zaprzepaścili.

Prowadziliście w meczu 2:0, końcowe rozstrzygniecie to dla was wygrane dwa punkty czy raczej zgubiony jeden?

Zdecydowanie wygrane, tak jak wspomniałem, w Jastrzębiu-Zdroju poległa już niejedna drużyna mocniejsza od nas. Ten jeden wygrany punkt, po niezłym początku, już był ważny, bo zbliżyliśmy się do naszego celu, a przy kolejnym już w ogóle mieliśmy z czego się cieszyć. O to tutaj chodziło, żeby cokolwiek stąd wywieźć, może nie zdobyliśmy maxa, ale sporo.

Wspomniałeś o końcówce fazy zasadniczej, rywalizacja o wymarzoną ósemkę może rozstrzygnąć się między wami i AZS-em Olsztyn. Kalendarz rozgrywek jest chyba jednak bardziej przychylny wam…

Nie zapominajmy jeszcze o bydgoszczanach, teraz czeka nas mecz z Łuczniczką Bydgoszcz i jeżeli przegramy, to właśnie bydgoszczanie będą mieć bliżej do tej ósemki, oczywiście zakładając, że AZS Olsztyn nie zdobędzie w tej fazie już żadnego punktu, bo tak naprawdę oni są z przodu i rozdają karty. Na pewno mecze mamy z drużynami będącymi w naszym zasięgu, prezentującymi siatkówkę na zbliżonym poziomie. To jednak nic nie zmienia, trzeba wyjść na boisko i wygrać w każdym kolejnym spotkaniu.

W tej fazie rozgrywek więcej mówi się o rywalizacji w czołówce, o tym kto zmierzy się z ZAKSĄ w wielkim finale. Myślisz że mimo to także zmagania dolnej części tabeli mogą być gwarantem niemałych sportowych emocji?

Szkoda, że w tym roku tak wygląda ta faza play-off. Proszę sobie wyobrazić, jaka by była walka, gdyby był normalny play-off. Trzy drużyny biłyby się mocno i do końca nic by nie było wiadomo. A do tego nasz najbliższy mecz z Łuczniczką Bydgoszcz mógłby wykluczyć jedną z drużyn z dalszej walki. Mimo wszystko i tak będzie mnóstwo emocji. Bo mamy o co walczyć, może to nie jest rywalizacja o mistrzostwo Polski, dla nas to krok do przodu, w PlusLidze jest 14 drużyn, więc zakończenie rywalizacji na 8. miejscu to już znaczy, że to wszystko idzie w dobrym kierunku, a ludzie, którzy się tutaj znaleźli, zrobili fajną robotę. Do tego jednak daleka droga, przegrana z Bydgoszczą zamknęłaby marzenia o ósemce.

Zdecydowałeś się na powrót do AZS-u Politechniki Warszawskiej, ta decyzja to też potwierdzenie, że dobrze się czujesz w tym zespole?

Niby tak, jednak patrząc na te mecze, które zagrałem, to tak naprawdę dostałem od Kuby (Bednaruka – przyp. red) trzy razy szanse, żeby wyjść w szóstce. I tak naprawdę nie wykorzystałem ich tak, jak sam bym tego oczekiwał. Gdzieś w szatni śmiejemy się, że jest u nas klątwa tego drugiego przyjmującego, bo ciężko utrzymać dobry poziom przez cały mecz. W Gdańsku wszedłem i zagrałem nieźle, natomiast ze Skrą Bełchatów ja rozpocząłem mecz w szóstce, w trakcie spotkania zmienił mnie „Łapa” (Łukasz Łapszyński – przyp. red.) i to on zagrał fajny mecz. I tak to u nas wygląda, fajnie, że w ostatnim meczu mu dobrze poszło, bo wreszcie któryś z nas rozegrał równo i dobrze cały mecz, na pewno dzięki temu Łukasz nabierze pewności, co jest szczególnie ważne przed meczem z Łuczniczką Bydgoszcz. A wracając do pytania – na pewno czuję się bardzo dobrze i nie wiem, czy jeszcze będę chciał zmienić miejsce.

Nie bez znaczenia jest też atmosfera w zespole…

Dołączając do tej drużyny, tak naprawdę odżyłem. Nie dość, że przeprowadziłem się do mojego miasta, po 4 miesiącach w Kielcach mogłem znów mieszkać z rodziną, to doszła do tego atmosfera w szatni. Złapałem nowy oddech i to jest naprawdę fajne. Trzeba się cieszyć, bo na pewno są drużyny, które takiej atmosfery nie mają. To jest aspekt, który trzeba docenić. Spędzamy ze sobą naprawdę bardzo dużo czasu i może u nas nie jest to aż tak widoczne, ale w przypadku zespołów grających w europejskich pucharach częściej zawodnicy widzą się ze sobą niż ze swoimi rodzinami. Więc ciężko jest wytrzymać tak długo bez zgrzytów, utrzymując tak dobrą atmosferę, a nam to się udaje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved