Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysztof Ignaczak: Ten sezon był trudny zarówno dla klubu, jak i środowiska

Krzysztof Ignaczak: Ten sezon był trudny zarówno dla klubu, jak i środowiska

fot. Sylwia Lis

– To nie jest tak, że zgodnie moimi słowami nagle do zespołu przyjdą zawodnicy, którzy powiedzą, że będą z klubem na śmierć i życie – mówi o zmianach w składzie Asseco Resovii Rzeszów jej prezes, mistrz świata z 2014 roku, Krzysztof Ignaczak.

To na pewno nie był dla pana łatwy start w roli prezesa. Ile przybyło panu siwych włosów przez ostatnie kilka miesięcy?




Krzysztof Ignaczak:
– Widzę, że mimo tego, że jestem młody duchem, to ciało stopniowo pokazuje mi, że jest inaczej. Nie wiem, na ile wpłynął na to ostatni stres, ale zdaję sobie sprawę z tego, że ten sezon był trudny zarówno dla klubu, jak i całego rzeszowskiego środowiska. W naszym mieście jest wiele osób, które kochają siatkówkę, lecz są również wymagające. Potrafią dodać łyżki dziegciu, krytykując klub. Powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, w przypadku Resovii się jednak sprawdziło. Choć miniony sezon można śmiało określić najgorszym od ponad dekady, to nasi kibice nas nie zawiedli. Na wszystkich meczach frekwencja była wysoka mimo tego, że nie byliśmy w tych rozgrywkach pozytywnym zaskoczeniem, jak Aluron Virtu Warta Zawiercie. Fani byli z nami w trudnych momentach, za co jestem im bardzo wdzięczny. Nie dziwię się jednak, że w czasie słabszej gry dawali upust swoim emocjom. Seria porażek z początku sezonu wymusiła pewne działania, stąd też moje pojawienie się w klubie w roli prezesa czy zmiana na stanowisku szkoleniowym. Zespół miał okresy bardzo dobrej gry, jak podczas Klubowych Mistrzostw Świata, które później przeradzały się w te nieco gorsze. Czy można jednym słowem określić jakoś naszą formę, skoro równie dobrze, jak wygrać z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, potrafiliśmy przegrać z MKS-em Będzin? Ostatecznie zajęliśmy siódme miejsce. Można powiedzieć, że te rozgrywki były dla nas nieudane i uważam, że muszę za nie przeprosić naszych kibiców, bo wiem, że oczekiwania i zapowiedzi były zupełnie inne. Ale takie jest piękno sportu – wygrywa drużyna, a nie pojedyncze osobowości.

Waszym sponsorem jest Asseco – firma, która przez wasz klub chce pokazywać się na arenie międzynarodowej. Jak ją przekonaliście, by nie straciła zaufania mimo siódmego miejsca zespołu w poprzednim sezonie?

– Lata działań w klubie pozwoliły wypracować wysoką stabilność współpracy z Adamem Góralem, który sponsoruje dużą część budżetu. Nie jest to człowiek, który podejmuje nagłe decyzje, one zawsze są przemyślane. Przez wyniki osiągnięte w tym sezonie zmieniła się koncepcja prowadzenia drużyny. Widzimy potencjał w Piotrze Gruszce, gdyż udowodnił, że siatkarze pod jego skrzydłami się rozwijają. Nie możemy obiecać kibicom, że zbudujemy skład, który w rok osiągnie złoty medal, ponieważ bylibyśmy szaleńcami. Możemy natomiast przyrzec, że będziemy walczyć, i że wykorzystamy potencjał do tego, by bić się o podium PlusLigi. Wiemy, że nie będzie to łatwe, ponieważ zespół czeka spora transformacja, a dotrzeć się może wyłącznie na boisku. Tym bardziej cieszę się, że mamy zaufanie wśród sponsorów, którzy wspierali nas w trudnych momentach. W przyszłym sezonie chcemy razem odbudować twierdzę Podpromie.

Chciał pan budować zespół na tych, którzy mają serce do Resovii. Łatwo było się pożegnać z Mateuszem Masłowskim, który jeszcze kilka sezonów temu podpisałby kontrakt z klubem na cale życie i chciał być jak pan?

– To była bardzo trudna decyzja, jednak muszę patrzeć na to, jaką jakość zawodnik daje drużynie. Trzymanie dwóch libero o podobnych umiejętnościach nie do końca jest właściwe, ponieważ w konsekwencji doprowadzi do tarcia – jeden będzie zadowolony mniej, drugi bardziej, a takich sytuacji chcieliśmy uniknąć. Postawiliśmy na Luke’a Perry, który mimo młodego wieku ma więcej doświadczenia na arenie międzynarodowej. Wydaje mi się, że dla Mateusza ten moment jest dobry, by pójść i spróbować czegoś innego. Nie zamykamy się jednak na współpracę w przyszłości; zresztą powiedziałem mu, że będziemy go bacznie obserwować i śledzić rozwój jego talentu.

Powiedział pan też: „W mojej głowie jest formuła drużyny, w której zawodnicy będą chcieli zostać na dłużej i nie będą jej traktować jako przystani, w której skasują pieniądze i się wyleczą”. Już z takimi nie pracujecie?

– To nie jest tak, że zgodnie moimi słowami nagle do zespołu przyjdą zawodnicy, którzy powiedzą, że będą z klubem na śmierć i życie. Dziś musimy wypić piwo, które sobie nawarzyliśmy. Pomału próbujemy wiązać ze sobą na dłużej siatkarzy, wokół których będziemy chcieli budować trzon drużyny. Nie uda nam się to jednak w pierwszym roku transferowym.

Z trenerem Cretu rozstaliście się w przyjaźni? W jednym z wywiadów powiedział, że nie wierzy się w klubie w jego pracę.

– Wierzyliśmy w jego pracę, jednak założyliśmy sobie pewne cele, których trener nie osiągnął. Jako profesjonalista podjął się roli szkoleniowca w bardzo trudnym czasie i pracował niezwykle sumiennie nawet kiedy wiedział, że nie przedłużymy z nim kontraktu. Mogę o nim mówić w samych superlatywach. Podkreślę raz jeszcze – w naszym rozstaniu nie chodziło o wiarę w jego pracę, a o inne elementy, o których nie chcę mówić publicznie. Sprowadzenie Piotra Gruszki było moją koncepcją. Może zwyczajnie bliżej mi do Gruchy niż do Gianniego? Nasz sposób wychowania jest dla mnie dowodem na to, że w wielu kwestiach myślimy o siatkówce podobnie. Wiem, że zatrudniając go w jakiś sposób ryzykujemy, ale jednocześnie wierzę w to, że tendencja do współpracy z zagranicznymi fachowcami powinna się odwrócić. Młodzi Polacy do tej pory nie mieli możliwości prowadzenia zespołów o większym budżecie, a przecież na własnej skórze bardzo często przekonywali się o tym, jak wygląda trenerska szkoła włoska czy inne zagraniczne. Całe szczęście wśród prezesów rośnie odwaga do zmiany tego kierunku myślenia o PlusLidze.

Jak wygląda kwestia współpracy z Kawiką Shoji? Chodziły plotki o rozwiązaniu kontraktu i próbie zatrudnienia drugiego polskiego rozgrywającego. Są wyssane z palca?

– Kawika zostaje. Faktycznie rozważaliśmy podpisanie jeszcze jednego rozgrywającego, ale wyłącznie przez to, że może nam zabraknąć zawodnika na tej pozycji podczas przygotowań do sezonu. Po rozmowach m.in. z Amerykaninem doszliśmy jednak do wniosku, że jest to człowiek, któremu bardzo zależy na tym, by u nas grać. Nasz nowy szkoleniowiec również nie może doczekać się współpracy z nim.

*cała rozmowa Sary Kalisz w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-05-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved