Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysztof Ignaczak: Dostaliśmy po ryju

Krzysztof Ignaczak: Dostaliśmy po ryju

fot. Maja Kozłowska

– Niech się młodzi uczą, bo ja więcej żyć nie będę – zapowiedział, wspominając bój z Łuczniczką Bydgoszcz i swoją postawę Krzysztof Ignaczak. Jego Asseco Resovia Rzeszów przegrała jednak ostatnie spotkanie z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, tym samym spadając z pozycji wicelidera PlusLigi. – Życzmy teraz podopiecznym trenera de Giorgiego, by prali wszystkich dookoła i patrzyli jak równo puchnie – dodał libero mistrzów Polski.

Mówi się, że porażka jest sierotą, a zwycięstwo ma wielu ojców, ale w meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle było chyba odwrotnie. Wydaje się, że to właśnie przez niewymuszone błędy własne chociażby w polu serwisowym przegraliście spotkanie, w którym gospodarze byli do pokonania.

Krzysztof Ignaczak: – W tym spotkaniu przede wszystkim nie funkcjonowała nasza zagrywka, która zawsze jest elementem kluczowym w spotkaniach z  rywalami posiadającymi rozgrywających z prawdziwego zdarzenia, a za takiego uważany jest Benjamin Toniutti. Bez ryzyka w tym przypadku się nie wygrywa, a my nie dość, że mało ryzykowaliśmy, to większość serwisów psuliśmy, więc nie sprawiliśmy tym problemów kędzierzynianom. Proszę mi uwierzyć, naprawdę trudno jest zatrzymać w ofensywie zespół, który gra szybko i kombinacyjnie, co później stało się podwaliną naszych problemów. Jeszcze w pierwszej partii wszystko wyglądało nieźle, potrafiliśmy utrzymać pozytywne przyjęcie, grać strategicznie, a później to zdechło.



W waszej grze zdarzyły się momenty takie jak w czwartym secie, kiedy punkty traciliście seriami. Czy można dopatrywać się w tym pokłosia braków kadrowych, które dotknęły was na początku sezonu? Ich nie da się w większości załatać, bo zespół kreowany był pod określony system, a minione kontuzje najczęściej dają o sobie znać właśnie w kluczowych chwilach sezonu.

– Pokłosie, pokłosiem – Kłosa u nas nie ma i musimy sobie z tym radzić. (śmiech) Co do naszej gry to na pewno pozostawiała wiele do życzenia przez błędy, które dyskredytują nas na takim poziomie, jaki my powinniśmy prezentować. Pomyłki w zagrywce czy ataku w ogóle nie powinny mieć miejsca, a to właśnie pozwoliło kędzierzynianom na seryjne zdobywanie punktów. Spodziewaliśmy się, że na terenie ZAKSY będzie nam trudno wygrać, bowiem drużyna ta gra dobrą, zbilansowaną siatkówkę opartą o techniczne przyjęcie i rozegranie. Wydaje mi się, że niejeden team tu polegnie, ale mam nadzieję, że my tu wrócimy, by walczyć w finale.

Czy mierzycie się ze stygmatem Jastrzębskiego Węgla z poprzedniego sezonu, kiedy trawiony kontuzjami zespół ze Śląska nie potrafił do końca rozgrywek odnaleźć swojego rytmu gry, mimo iż walczył o czołowe lokaty?

– Chcieliśmy z Kędzierzyna-Koźla wywieźć punkty, dwa, może pełną pulę, a nie wracać z pustymi rękami. Teraz najważniejszym bojem jest dla nas sobotnie spotkanie z lubinianami. Wiemy, że musimy wygrywać wszystko, a szczególnie na wyjazdach, które wiązać się będą dla nas z wymagającymi przeciwnikami. Nie wykluczamy roszad na pozycjach w czołówce, po środkowym meczu przesunęliśmy się oczko w dół, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że w Hali Azoty będzie grała jeszcze Skra Bełchatów czy Lotos Trefl Gdańsk, więc życzmy teraz podopiecznym trenera de Giorgiego, by prali wszystkich dookoła i patrzyli jak równo puchnie.

Jak wielką w tej chwili rolę odgrywa rozgrywanie kilku meczów w tygodniu? Wszyscy się z nimi mierzą, godząc je jeszcze z Ligą Mistrzów, więc poziom stresu i zmęczenia jest równy, ale czy to nie przytłacza na tyle, że o wiele trudniej jest znaleźć w sobie zarówno pokłady mobilizacji, jak i te dodatkowe czynniki zaskoczenia, którymi wyrywa się punkty z rąk rywali?

– Zmęczenie rzecz jasna daje się we znaki. Wszystkie zespoły, które mierzą najwyżej w lidze, stykają się z grą na wielu szczeblach i są na to przygotowane. Od wielu sezonów wiemy, że nie będzie łatwo i po to buduje się kompletne drużyny, by móc czynić roszady. Liczba graczy wzrasta, ponieważ musimy sobie jakoś radzić z uciążliwymi terminami.

Z wszystkich stron słyszy się głosy mówiące o tym, że nie macie czasu na porządny cykl treningowy. Jak w czasie meczowego natłoku i braku czasu na wspólne ćwiczenia nie zgubić dobrych rzeczy, które zdołaliście wypracować wcześniej?

– Bez pracy nie ma kołaczy, więc cały czas trzeba dawać z siebie wszystko. Analizę tego, co dzieje się z drużyną, pozostawiamy jednak sztabowi szkoleniowemu. Mecz z ZAKSĄ na pewno dał nam obraz tego, co musimy zrobić, by polepszyć naszą grę. Kolejne dni wolne poświęcimy, by poprawiać elementy, które zawiodły, lecz nie zmienia to faktu, że to są wyświechtane zdania, które wszyscy mówią, bo po prostu tak działają w rzeczywistości. Nie spuszczamy głów, dostaliśmy po ryju w batalii z liderami tabeli, ale zbieramy się w sobie i w sobotę jedziemy do Lubina, by tam wygrać.

Przed sezonem byliście głównym pretendentem do tytułu mistrza, później zmieniło się to przez dyspozycję ZAKSY. Mecz z kędzierzynianami był tytułowany „małym finałem”, a jednak przez własne błędy go przegraliście. Jeśli faktycznie spotkacie się w boju o złoto, to jak najlepiej będzie wyrzucić z głów dwie dotychczasowe porażki z zespołem trenera de Giorgiego?

– Bardzo bym sobie życzył, żeby Resovia znalazła się w finale z nieosiągalną ZAKSĄ. Wydaje mi się, że wtedy to już będą zupełnie inne mecze i puścimy w niepamięć to, co było. Dokonamy analiz i będziemy wiedzieć, co musimy zrobić, aby być dobrze przygotowani na to, by wyjść zwycięsko z boju przeciwko kędzierzynianom.

Tak jak pan wspomniał, waszym kolejnym rywalem jest Cuprum Lubin, czyli zespół nierówny – w poprzedniej kolejce przegrał z BBTS-em z dołu tabeli. Co jest argumentem przeciwko takiemu teamowi? Własna solidność?

– Chyba twarda gra, ponieważ wiemy, że jest to groźny zespół, który potrafi zarówno wygrać, jak i przegrać z każdym. Trzeba postawić lubinianom trudne warunki, nie dać im rozwinąć skrzydeł. Szczególnie w kontekście indywidualności, które posiadają w swoich szeregach. Mam nadzieję, że uda nam się ich zatrzymać.

Pański ostatni występ z Łuczniczką chyba przeszedł do historii siatkówki. Spodziewał się pan, że z takim stażem będzie pan raz jeszcze przeżywał tak widowiskowe mecze?

– Powiem tak – niech się młodzi uczą, bo ja więcej żyć nie będę. (śmiech)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-02-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved