Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Krzysztof Dobek: Brąz chłopcy zdobyli serduchem

Krzysztof Dobek: Brąz chłopcy zdobyli serduchem

– Przełomowy był mecz ze Skrą Bełchatów, który rozgrywaliśmy po dotkliwej porażce z Chemikiem Bydgoszcz. W drugim secie przegrywaliśmy już 20:24. Wyciągnęliśmy jednak ten niekorzystny wynik, wygrywając sześć punktów z rzędu. Już wtedy wiedziałem, że sporo zwojujemy w tych mistrzostwach. Poza tym wielu obserwatorów turnieju finałowego zauważyło, że mamy bardzo charakterny zespół, grający serduchem – mówi po wywalczeniu przez kadetów Maratonu Świnoujście brązowego medalu MP trener Krzysztof Dobek. 

Długo musieliście czekać na sukces w mistrzostwach Polski w kategoriach młodzieżowych. W końcu ciężka i systematyczna praca została wynagrodzona brązowym medalem w kadetach…



Krzysztof Dobek:Przez ostatnich kilka lat byliśmy w czołówce, bo zajmowaliśmy czwarte, piąte miejsce w kategorii młodzika, szóste w ubiegłym roku w kadetach, ale jakoś nie mogliśmy przebić się do strefy medalowej. W końcu nam to się udało. Ten brązowy medal jest pokłosiem ciężkiej pracy nie tylko mojej, ale także kolegów – Janaszewskiego, Kulikowskiego, Gogola. Ukłony należą się też chłopakom. Od początku tego sezonu wpajałem im, że nie możemy skupić się tylko na awansie do turnieju finałowego, bo mamy szanse także powalczyć o medale.

A była szansa na coś więcej niż brązowy medal?

Cieszmy się z tego, co mamy. Teoretycznie można powiedzieć, że pojawiła się szansa na coś więcej. W meczu półfinałowym z Resovią graliśmy koncertowo prawie przez dwa sety. Znokautowaliśmy rywali w pierwszym secie, w drugim wysoko prowadziliśmy, ale coś zacięło się w naszej grze i rzeszowianie wygrali 3:1.

Czyli w meczu półfinałowym chłopcy mogli trochę przestraszyć się szansy na grę o złoto, która przed nimi się pojawiła?

Myślę, że nie. Wiara w zwycięstwo w tym meczu była bardzo duża. Zagraliśmy w nim całkiem inaczej niż w turnieju półfinałowym, kiedy u siebie też przegraliśmy z Resovią 1:3. Ale wówczas w pierwszym secie chłopcy byli bardzo przestraszeni. Dopiero później podjęli walkę z Resovią. Zobaczyli, że można z nią powalczyć. Dzięki temu w półfinale był całkiem inny obraz gry. W drugiej części drugiego seta Resovia wzięła sprawy w swoje ręce, zaczęła dobrze grać zagrywką. Odrzuciła nas od siatki, przez co pojawiły się problemy. W czwartej partii próbowaliśmy się jeszcze odbudować. Porobiłem dość ryzykowne zmiany. Zbliżyliśmy się nawet do rywali na 16:18, ale zabrakło nam chyba trochę siły w końcówce i została nam walka o brąz.

Pojedynek o brąz był rewanżem za porażkę z Chemikiem z początku turnieju?

Nie spodziewałem się, że Chemik będzie tak solidnym zespołem. Uważam, że grał on najrówniej w finałach spośród wszystkich ośmiu zespołów. Pierwszy mecz nam zdecydowanie nie wyszedł, choć mieliśmy w nim swoje szanse. W pierwszym secie było 22:23 i nie wyszła nam kolejna akcja. Rywale nas przełamali, a potem nie umieliśmy się już podnieść. Natomiast spotkanie o brąz chłopcy wygrali serduchem. Poza tym zrobiłem pewien ryzykowny manewr, przestawiając zawodników na inne pozycje. Miłosza Kruka z przyjęcia przestawiłem na środek, a dwa lata młodszego Michała Nowakowskiego wpuściłem na przyjęcie. Miny przeciwników były bezcenne, bo nie mogli zupełnie połapać się w ustawieniu. Wszystko nam się dobrze układało. Dopiero kontuzja wiodącego przyjmującego, Kacpra Skrobota, troszkę nas zgasiła, ale chłopak pokazał hart ducha, wracając na boisko pomimo bólu pleców. Po zwycięstwie w trzecim secie drużyna uwierzyła, że nikt nam już nie odbierze tego brązu.

Czyli możliwość przestawiania zawodników na poszczególnych pozycjach świadczy o tym, że są oni wszechstronnie szkoleni?

Oczywiście. Są to jeszcze na tyle młode dzieciaki, że nie powinny aż nadto przywiązywać się do jednej pozycji. Historia pokazuje wiele zmian pozycji przez zawodników o wiele bardziej doświadczonych. Nawet Wlazłego czy Kurka przestawiano z ataku na przyjęcie i odwrotnie. A to są młodzi chłopcy, którzy muszą szkolić się jeszcze na wielu płaszczyznach, co w przeszłości zadziała dla nich na plus. Zresztą nie były to jedyne roszady w tym turnieju. W finale mistrzostw Polski Mateusza Śmigla, który przez cały sezon grał na pozycji atakującego, przestawiłem na środek, bo taka była potrzeba. Zaprezentował się wyśmienicie. Czapka z głowy dla tego chłopaka.  

Który moment w trakcie turnieju był według pana przełomowy?

Przełomowy był mecz ze Skrą Bełchatów, który rozgrywaliśmy po dotkliwej porażce z Chemikiem Bydgoszcz. Pierwszego seta wygraliśmy, ale w drugim przegrywaliśmy już 20:24. Wyciągnęliśmy jednak ten niekorzystny wynik, wygrywając sześć punktów z rzędu. Już wtedy wiedziałem, że sporo zwojujemy w tych mistrzostwach. Dzień później ograliśmy wielokrotnego medalistę mistrzostw Polski w setach do 11 i 12, co utwierdziło chłopaków, że są mocni i mają potencjał na medal. Poza tym wielu obserwatorów turnieju finałowego zauważyło, że mamy bardzo charakterny zespół, grający serduchem. Niestety, nie mamy takich możliwości ściągania chłopaków z całej Polski jak Jastrzębski Węgiel czy Resovia. Skład opieramy na zawodnikach z naszego regionu, mając tylko dwóch chłopców spoza województwa.

Wspomniał pan już o Miłoszu Kruku, który wraz z Szymonem Bąkiem znajdzie się w szkoleniu centralnym. Czy są jeszcze jacyś inni zawodnicy, którzy mogą trafić do SMS-u w Spale i zahaczyć o reprezentacje młodzieżowe?

Obecnie ci dwaj zawodnicy są brani pod uwagę. Może pojawią się jeszcze jacyś fajni chłopcy, którzy trafią do szkolenia centralnego. Dla takich chwil się pracuje, mając satysfakcję, że ci chłopcy coś potem osiągają. Aczkolwiek chciałbym zaznaczyć, że mają oni jeszcze dużo pracy przed sobą. Może w przyszłości będziemy cieszyć się z ich sukcesów, podobnie jak z triumfów trenowanych przez Zdzisława Gogola Kubiaka i Ruciaka.

Ten medal będzie dla chłopaków dodatkową motywacją, żeby pracowali jeszcze ciężej na swój siatkarski rozwój?

Pokazaliśmy, że ciężką pracą można dojść do sukcesu. Przy okazji chciałbym zaapelować do trenerów z całego województwa, żeby jeszcze bardziej otworzyli się na współpracę. Ważne jest to, żeby utalentowani chłopcy wypływali, a nie ginęli w lesie i na poziomie gimnazjum kończyli swoją siatkarską przygodę. Dodatkowym smaczkiem dla dzieciaków jest fakt, że siatkówka w naszym regionie się odbudowuje. Na dobrej drodze do gry w PlusLidze jest Espadon. Musimy ze sobą mądrze współpracować. Oby w przyszłości nasza młodzież wzmacniała Espadon. Na pewno dogadamy się dla dobra rozwoju wojewódzkiej siatkówki, tworząc nowe projekty. 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved