Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Korneliusz Banach: Gra w ZAKSIE była moim marzeniem

Korneliusz Banach: Gra w ZAKSIE była moim marzeniem

fot. Aleksandra Twardowska

Po trzech latach spędzonych w pierwszym zespole ZAKSY Kędzierzyn-Koźle Korneliusz Banach żegna się z klubem, którego jest wychowankiem. Siatkarskiego fachu uczył się od Pawła Zatorskiego, ale przyszedł czas, by pojawić się na boisku w większym wymiarze czasu. – Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym nawet, że będę miał szanse reprezentować mój ukochany klub, któremu kibicowałem od dziecka i zdobywać z nim najwyższe trofea – mówi gracz, który tłumaczy też przyczyny słabszej formy kędzierzynian w końcówce sezonu.

Nie wygraliście żadnego trofeum i oddaliście tytuł mistrzowski Skrze Bełchatów. Uważasz ten sezon za stracony?



Korneliusz Banach:Niestety tak się ten sezon potoczył, że nie zdobyliśmy żadnego trofeum i na pewno nie było łatwo nam się z tym wszystkim pogodzić. Po ostatnich dwóch latach na tronie przegrany finał był dla nas czymś nowym i ciężko jest się przyzwyczaić do myśli, że nie jesteśmy już mistrzami Polski, ale taki jest sport. Nie uważam jednak tego sezonu za stracony. Na pewno wiele nas to nauczy na przyszłość, da nam dużo doświadczenia, a wicemistrzostwo Polski, jak się spojrzy na to w tym momencie, wcale nie jest złym wynikiem.

Sezon rozpoczęliście znakomicie, wygrywając siedemnaście kolejnych meczów z rzędu. Tę serię przerwała dopiero Asseco Resovia. Porażka oczywiście jest wkalkulowana w sport, ale czy to był moment, kiedy zaświeciła wam się lampka, że coś nie gra?

– Początek sezonu był bardzo dobry w naszym wykonaniu. Seria zwycięstw w lidze, dobry występ na Klubowych Mistrzostwach Świata, ale w końcu przyszła pierwsza ligowa porażka z Resovią. Po niej nikt z nas nie brał pod uwagę, że coś zmienia się na gorsze. To było przed Pucharem Polski i byliśmy w trochę innym treningu przez pewien czas, gdyż szykowaliśmy formę na wspomniany turniej. Trzeba też powiedzieć, że Resovia zagrała wtedy naprawdę dobre spotkanie.

Ale w tym roku te zwycięstwa rodziły się w większym bólu niż w poprzednich dwóch latach, gdy zdominowaliście ligę. Dlaczego?

– Myślę, że pierwsza połowa sezonu była w naszym wykonaniu bardzo dobra i często graliśmy w stylu, do jakiego przyzwyczailiśmy kibiców i samych siebie. Druga była faktycznie dla nas cięższa. Zwycięstwa nie przychodziły tak łatwo, ponieśliśmy też więcej porażek. Ciężko powiedzieć, dlaczego tak się potoczył ten sezon, pracowaliśmy cały czas ciężko, mieliśmy bardzo dużo spotkań, praktycznie graliśmy cały czas, co trzy dni, co nie było łatwe. Mieliśmy więcej problemów zdrowotnych niż w poprzednich sezonach – tych większy i tych mniejszych. Nie chcę jednak szukać żadnych usprawiedliwień. Walczyliśmy z całych sił na tyle, na ile mogliśmy, zostawiliśmy dużo zdrowia i serca na boisku, jednak nie starczyło to, by obronić tytuł.

Przyczyny waszej słabej końcówki wielu kibiców upatrywało w graniu nieustannie jedną szóstką. Andrea Gardini raczej nie dawał zbyt wielu szans rezerwowym. Czy trener tłumaczył wam, dlaczego w meczach ze słabszymi rywalami pod koniec rundy zasadniczej nie stawiał na zmienników?

– Ciężko mi się wypowiadać na temat decyzji trenera. Taką miał filozofię, wizję prowadzenia zespołu i nie mnie to oceniać. Na pewno każdy z nas liczył na więcej otrzymanych szans na przestrzeni sezonu. Staraliśmy się cały czas ciężko pracować na treningach dla dobra drużyny, a jak już otrzymywaliśmy szanse, to pokazywać się na boisku z jak najlepszej strony i pomagać odnieść zwycięstwo.

Mimo wszystko w końcówce sezonu straciliście formę. Nie wszyscy zawodnicy wytrzymali trudy sezonu.

– To prawda, końcówka sezonu nie była dla nas łatwa. Nie prezentowaliśmy się na boisku tak, jak byśmy chcieli. W półfinale drużyna z Olsztyna postawiła nam bardzo trudne warunki, zagraliśmy dwa bardzo długie i trudne spotkania. W finale, mimo że przegraliśmy oba spotkania, mieliśmy swoje szanse i okazje, żeby przechylić szalę w poszczególnych setach na swoją korzyść. Nie udało nam się to, ale trzeba przyznać, że drużyna z Bełchatowa była bardzo dobrze przygotowana do tych finałów i zasłużyła na te zwycięstwa. Jeśli chodzi o trudy sezonu, to tak jak wcześniej wspomniałem, zagraliśmy mnóstwo spotkań i na pewno odbiło się to na naszej kondycji fizycznej. Kontuzja Sama Deroo też miała na pewno duży wpływ na to wszystko, bo po miesiącu całkowitego rozbratu z siatkówką, po nieprzyjemnej kontuzji, której skutki odczuwał w późniejszym okresie, ciężko mu było wrócić do pełni formy w niedługim czasie.

Nie jest tajemnicą, że po trzech latach w seniorskiej drużynie ZAKSY opuszczasz Kędzierzyn-Koźle. Jak będziesz wspominał ten okres?

– Zapamiętam go do końca swojego życia jako jeden z najlepszych. Poznałem świetnych ludzi, znakomitych siatkarzy i trenerów. Mogłem uczyć się i zbierać doświadczenie od najlepszych. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym nawet, że będę miał szanse reprezentować mój ukochany klub, któremu kibicowałem od dziecka i zdobywać z nim najwyższe trofea. To zawsze było moim największym marzeniem i cieszę się, że udało mi się je spełnić.

Który moment wspominasz najlepiej?

– Tak naprawdę to ciężko stwierdzić, bo tych pięknych momentów przez trzy lata było bardzo dużo. Ale chyba najlepiej smakowało pierwsze mistrzostwo zdobyte na Podpromiu w niesamowitym stylu.

W takim razie gdzie zobaczymy cię w przyszłym sezonie? Zostajesz w PlusLidze, czy rozważasz wyjazd za granicę?

– Na tę chwilę jeszcze nie wiem, gdzie będę grał w przyszłym roku, ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie wszystko się okaże. Tak naprawdę to wszystkie opcje biorę pod uwagę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-05-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved