Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Konrad Mucha: System gry jest brutalny

Konrad Mucha: System gry jest brutalny

fot. Gwardia Wrocław

Konrad Mucha od pięciu sezonów występuje w klubie UKS Mickiewicz Kluczbork. W specjalnej rozmowie z oficjalnym portalem pierwszoligowych rozgrywek  opowiedział o walce z Tauron AZS Częstochowa o utrzymanie w 1. Lidze, podsumowuje długi i trudny sezon 2018/19. Ponadto zdradza tajniki swojej drugiej pracy jako trenera przygotowania fizycznego, a także skąd wziął się pomysł, aby otworzyć Akademię Rozwoju Mucha Volley. – Uwielbiam to co robię i choć czasem jest ciężko, to radość z tego, co się robi jest najlepszą nagrodą – mówi środkowy.

Zacznę od pytania o mecze z Tauron AZS. Przegraliście rywalizację o utrzymanie z częstochowską drużyną. Chyba bardzo trudno było pogodzić się porażką?



Konrad Mucha: Każda porażka boli, ale najbardziej bolą te, które decydują o być albo nie być. Z takimi porażkami najtrudniej się pogodzić. Tak naprawdę te mecze rozgrywa się przede wszystkim w głowach, a my tego nie wytrzymaliśmy. Oczywiście, że ciężko się z tym pogodzić…

Pierwsza dwa mecze we własnej hali przegraliście. Nadzieję w wasze serca wlała wygrana podczas trzeciego spotkania. Z kolei w czwartym niewiele zabrakło, aby doprowadzić do tie-breaka.

W play-out każdy mecz to była odrębna bitwa i inny scenariusz. Myślę, że kibicom te mecze mogły się podobać, bo sami stworzyli fantastyczną atmosferę. Dla nas było to olbrzymie obciążenie zwłaszcza psychiczne. Czasami o rezultacie decydują detale, a w tych meczach główną rolę odgrywała głowa.

Jakie były pierwsze myśli po porażce z AZS-em?

Pierwsza myśl, że szkoda pracy włożonej w cały sezon. Dziesięć porażek z rzędu na starcie ligi, odbijało się na nas przez całe rozgrywki. System gry jest brutalny. Kolejna myśl, która towarzyszyła nam po porażce, to że szkoda kibiców, którzy byli z nami przez ten cały czas i do końca w nas wierzyli. Z tego miejsca bardzo im za to dziękuję.

Teraz możemy już oficjalnie powiedzieć, że UKS Mickiewicz Kluczbork pozostaje w 1. Lidze. Stało się to w związku z wycofaniem się z PlusLigi Stoczni Szczecin i automatycznym awansem MKS-u Ślepsk Suwałki. Drugi sezon będzie lepszy?

Na pewno będziemy mądrzejsi. Dla nas była to ogromna lekcja na każdej płaszczyźnie – sportowej, organizacyjnej, marketingowej. Mieliśmy młody zespół, który cały czas się poznawał i docierał. W przyszłym sezonie będziemy mieli drużynę, która będzie mieszanką młodych zawodników, z tymi bardziej doświadczonymi.

Zaskoczyło pana zwycięstwo MKS-u Ślepsk Suwałki oraz drugie i trzecie miejsce na podium odpowiednio dla Stali Nysa i APP Krispol Września?

– Ten sezon 1. Ligi był bardzo wyrównany. Każdy mógł wygrać z każdym. W mojej ocenie, każdy zespół z pierwszej czwórki mógł być mistrzem. MKS Ślepsk zagrał kapitalne spotkania, więc oddajmy królowi to co królewskie, przy okazji panowie powodzenia w PlusLidze.

Sportowo zajęliście przedostatnie miejsce w tabeli. Na podstawie tego można powiedzieć, że to był zły sezon. Ale nie chcę mi się wierzyć, że nie było dobrych i miłych momentów?

– To był sezon pełen wzlotów i upadków. Walczyliśmy do końca o bezpieczny ligowy byt. Graliśmy całą drugą rundę z ostrzem na gardle. Na pewno kibice pamiętają wiele świetnych momentów, m.in. zwycięstwo ze Stalą Nysa, BBTS-em Bielsko-Biała, czy ogrom emocji w tie-breakach. Każda porażka czegoś uczy i bez nich nie ma szans na naukę pokory. To nieodłączna część sportu. Osobiście traktuję ten sezon jako kolejną lekcję nauki.

Miał pa okazję w tym sezonie dwukrotnie grać przeciwko drużynie swojego brata. Podchodziliście do tych spotkań jakoś inaczej?

– Osobiście nienawidzę tych meczów. Chce dla brata jak najlepiej, a on dla mnie. Mamy ze sobą rewelacyjne relacje i dlatego te mecze nie są łatwe. Musimy jednak pamiętać, że to nasza praca, więc na boisku nie ma sentymentów. Na szczęście tych meczów było mało.

Kilkanaście dni temu klub oficjalnie potwierdził, że zostaje pan w Kluczborku na kolejny sezon. Powiedział pan wtedy – „Tu jest moje miasto! Tu jest mój klub” – po 5 latach chyba trudno byłoby rozstać się z tym klubem i miastem?

– Zgadza się, tak powiedziałem i podpisuje się pod tym obiema rękami. Dla mnie ten klub, to coś więcej, niż tylko „przystanek” w swojej siatkarskiej przygodzie. Dostałem tu ogrom zaufania, wsparcia i wiary. Do tego poznałem wspaniałych ludzi. Kiedyś jeden z trenerów piłkarskich powiedział, że herb z przodu jest ważniejszy od nazwiska z tyłu. Ja się z tym utożsamiam. Dopóki temu klubowi będę potrzebny, to zostaje.

Niewiele osób wie, że oprócz tego, że jest pan zawodnikiem, to pełni również funkcję trenera przygotowania motorycznego. Opowie pan trochę o tym zajęciu?

– Są rzeczy, które nie muszą wychodzić na światło dzienne. Na co dzień pracuje w klubie fitness, gdzie nasz zespół trenuje przez cały sezon. To właśnie tam pomagam ludziom osiągać swoje małe marzenia. W klubie odpowiadam za rozwój fizyczny zawodników, by każdy był przygotowany do sezonu. Sport zmienia się z dnia na dzień i wiele czynników fizycznych może decydować o końcowym wyniku spotkania. Zawodnicy w zależności od poziomu wytrenowania i indywidualnych potrzeb mają rozpisane plany treningowe adekwatne do obecnego okresu treningowego, tak byśmy byli gotowi na obciążenia, które stawiają przed nami rozgrywki.

Poza tymi obowiązkami pracuje pan z młodzieżą. Praca z młodymi adeptami siatkówki daje chyba ogromną satysfakcję?

– Dużo pani o mnie wie… (śmiech), ale po raz kolejny ma pani rację. W UKS-ie prowadzę kadetów i juniorów. W tym roku udało się nam również otworzyć siatkarską Akademię Rozwoju Mucha Volley, gdzie trenują najmłodsi. Praca z młodzieżą przede wszystkim uczy, pozwala spojrzeć inaczej na siatkówkę. To są całkiem inne emocje, niż te które towarzyszą mi podczas meczu jako zawodnikowi.

Co jest najlepszego w tej pracy?

Dla mnie najlepsza i najważniejsza jest radość chłopaków z tego co robią. Do tego satysfakcja, że ktoś ci ufa. Cokolwiek bym nie wymyślił, ci chłopcy to chcą robić. Stworzyliśmy rewelacyjną więź i ta lokomotywa jedzie dalej.

Jak udaje się panu łączyć te wszystkie obowiązki?

– Uwielbiam to co robię i choć czasem jest ciężko, to radość z tego, co się robi jest najlepszą nagrodą.

Wakacje trwają w najlepsze. Ma pan jakieś plany na urlop? Siatkówka czy relaks?

– Razem z żoną uwielbiamy podróżować, poznawać inne kultury i nowych ludzi, ale w tym roku czeka nas najtrudniejsza i najlepsza podróż – rodzicielstwo.

Rozmawiała: Katarzyna Porębska

źródło: 1liga.pls.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-07-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved