Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Klaudia Kaczorowska: Musimy zrobić wszystko, aby wygrać w Rzeszowie

Klaudia Kaczorowska: Musimy zrobić wszystko, aby wygrać w Rzeszowie

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Siatkarkom Developresu Rzeszów nie udało się „odczarować” łódzkiej Atlas Areny i tym samym to w Rzeszowie rozstrzygną się losy brązowego medalu Ligi Siatkówki Kobiet. Podopieczne Lorenzo Micellego szczególnie w pierwszym secie mogły wykorzystać swoje szanse, ale ostatecznie wyjechały z Łodzi z zerowym dorobkiem wygranych partii. – Każdy jest zmęczony. Zarówno my możemy odczuwać trudy sezonu, jak i prawo do tego ma każda z dziewczyn, która gra w tej lidze. My jeszcze dodatkowo występowałyśmy w Lidze Mistrzyń, więc mamy w nogach troszkę więcej tych meczów. Trudno, tego już nie zmienimy, niestety ta hala jest jaka jest. Przegrałyśmy w Atlas Arenie wszystkie mecze, jakie tylko mogłyśmy. Nie myślimy już o tym, jedziemy do siebie i musimy zrobić wszystko, aby wygrać w Rzeszowie – powiedziała po drugim spotkaniu o brązowy medal, Klaudia Kaczorowska.

Rzeszowianki z pewnością nie będą dobrze wspominać tegorocznych wypraw do Atlas Areny. Broniące brązowego medalu siatkarki Developresu przegrały tutaj zarówno z drużyną ŁKS-u, jak i Budowlanymi w rundzie zasadniczej, dodatkowo poniosły tutaj również porażkę z finalistkami LSK podczas walki o miejsce w Final Four Pucharu Polski. Podopieczne Lorenzo Micellego jechały jednak do Łodzi z zaliczką wygranego spotkania i chęcią zakończenia sezonu oraz świętowania zajęcia trzeciego miejsca w lidze. Od samego początku jednak dominowały gospodynie. Obie ekipy brały udział w rozgrywkach Ligi Mistrzyń i okupiły ten sezon wieloma kontuzjami. W drużynie Budowlanych zabrakło Hany Cutury, po rzeszowskiej stronie zaś od jakiegoś czasu nie oglądamy kontuzjowanej Agaty Sawickiej. Na domiar złego wśród rzeszowianek z mniejszymi problemami zdrowotnymi zmagały się także dwie liderki tej drużyny, czyli Adela Helić oraz Helene Rousseaux. Już w pierwszym secie sobotniego starcia rzeszowianki musiały gonić wynik, w czym pomógł im system challenge. Mały impas przeżywała serbska atakująca, dlatego też na boisku pojawiły się Julia Andruszko i Klaudia Kaczorowska. W trzecim secie włoski szkoleniowiec postawił wszystko na jedną kartę, zdecydował się na dość eksperymentalne ustawienie i na boisku od pierwszego gwizdka pojawiła się rzadziej eksploatowana w tym sezonie Kaczorowska. Gdy wydawało się, że to rzeszowianki przejmują inicjatywę, przyjmująca po jednym z ataków upadła na boisko i dość długo się z niego nie podnosiła. Szybko postawił ją na nogi sztab medyczny Developresu i Kaczorowska mogła kontynuować grę. – To było tylko chwilowe, wszystko powinno być ok – uspokajała po meczu była reprezentantka Polski.

Ostatnie mecze play-off wszystkie zespoły zmuszone są rozgrywać w szaleńczym tempie, co najbardziej odczuwają same zawodniczki, które często nie są dysponowane na 100% swoich możliwości. – Każdy jest zmęczony. Zarówno my możemy odczuwać trudy sezonu, jak i prawo do tego ma każda z dziewczyn, która gra w tej lidze. My jeszcze dodatkowo występowałyśmy w Lidze Mistrzyń, więc mamy w nogach troszkę więcej tych meczów. Trudno, tego już nie zmienimy, niestety ta hala jest jaka jest. Przegrałyśmy w Atlas Arenie wszystkie mecze, jakie tylko mogłyśmy. Nie myślimy już o tym, jedziemy do siebie i musimy zrobić wszystko, aby wygrać w Rzeszowie. Wydaje mi się, że decydująca będzie zagrywka – oceniła Klaudia Kaczorowska. Zmęczenie dało o sobie znać szczególnie w pamiętnym meczu decydującym o miejscu w półfinale, w najgorszym dla rzeszowianek momencie. Zespół ŁKS-u potrafił wykorzystać słabość rywalek i odwrócić losy półfinałów, choć przegrywał już w swoim secie ostatniej szansy sześcioma punktami. Ta porażka bardzo zabolała rzeszowską ekipę. – Końcówka meczu z drużyną ŁKS-u to poza dobrą grą łodzianek, nasz ogromny pech. Ten czwarty set wyglądał tak, jakby nam ktoś nagle odebrał całą siłę i przekazał ją rywalkom. Nam odcięło prąd i straciłyśmy przez to szansę na grę w finale. Nie zwieszamy jednak głów, na szczęście nie gramy teraz już co dwa dni. Do środy tego czasu na przygotowanie się jest troszkę więcej – powiedziała urodzona w Trzciance siatkarka.



Czy w Łodzi rzeszowianki mogły mieć więcej do powiedzenia? – Na pewno była szansa. Myślę, że przebieg meczu został zdeterminowany przez pierwszego seta. Gdybyśmy wygrali tę końcówkę to mecz mógłby równie dobrze zakończyć się wynikiem 3:0 na naszą korzyść – stwierdziła Kaczorowska. W pierwszym secie dość często włoski trener korzystał z możliwości challenge’u, który dla siatkarek dostępny jest od fazy play-off i niemal zawsze jego wątpliwości okazały się trafione. – W niektórych momentach te emocje są skrajne. Trzeba pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi, maszyny nie podejmą za nas decyzji. Nieraz widziałam, nawet oglądając mecz w telewizji, że zbliżenie nie zawsze rozwiewa wątpliwości, ale na pewno w wielu sytuacjach to pomaga – zauważyła zawodniczka, dla której jest to już drugi sezon w Rzeszowie.

Na trzeciego seta rzeszowianki wyszły w dość niekonwencjonalnym ustawieniu, na ataku zagrała Belgijka, Helene Rousseaux, a lukę w przyjęciu zapełniła właśnie Kaczorowska. – W trakcie sezonu nie przypominam sobie, abyśmy zaczynały seta w takim ustawieniu. Za przyjęcie zawsze odpowiadały Jelena Blagojević i Helene Rousseaux. Musimy próbować wszystkich wariantów, to są ostatnie mecze, nie mamy już nic do stracenia. To była dopiero pierwsza próba takiej rotacji, być może okaże się to bezcenne w kontekście decydującego spotkania – przyznała Kaczorowska. Decydujący o medalu mecz zostanie rozegrany w środę, 2 maja.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved