Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Klaudia Gajewska: „ŁKS to jedna rodzina” to nie jest tylko pusty frazes

Klaudia Gajewska: „ŁKS to jedna rodzina” to nie jest tylko pusty frazes

fot. Michał Szymański

Klaudia Gajewska wprowadzała ŁKS do I ligi, by później na trzy lata opuścić łódzki klub próbując swoich sił grając w drużynach z Gliwic i Poznania. Jak sama przyznaje zawsze to ŁKS miał w jej sercu szczególne miejsce i dlatego też powrót i zdobycie mistrzostwa Polski wraz z „łódzkimi wiewiórami” nabrało dla niej szczególnego wymiaru. – Pierwszy rok był rzeczywiście trudny, bo skład był budowany z myślą o awansie, a nic z tego nie wyszło. Teraz przypominam sobie, że były takie momenty, gdzie niektórzy zaczynali już powątpiewać, czy to ma sen – wspomina środkowa ŁKS-u.

ŁKS, który dopiero co awansował do II ligi był dla ciebie pierwszym klubem poza rodzinną Łęczycą. To musi być wyjątkowe uczucie zdobyć mistrzostwo Polski w barwach zespołu, któremu tak wiele zawdzięczasz. Spodziewałaś się, że kiedykolwiek doczekasz się takiej chwili?



Klaudia Gajewska:Absolutnie tego się nie spodziewałam. W ogóle już pierwszym zaskoczeniem była dla mnie propozycja powrotu do Łodzi. Bardzo miłe było to, że ktoś o mnie pomyślał w kategoriach powrotu, tego, że mogę jeszcze coś dać temu zespołowi. Przychodząc do ŁKS-u wiedziałam jak budowana była ta drużyna z roku na rok i byłam świadoma tego, że będziemy grać o najwyższe cele. W tym sezonie była to grupa dziewczyn z ogromnymi aspiracjami i możliwościami, które pozwalały te aspiracje zaspokoić. Tak, zarówno podczas spotkania z kibicami, gdy przemawiał trener Masek zakręciła mi się łezka w oku, jak i po ostatnim meczu finałowym. Dla mnie zdobycie tego mistrzostwa to coś niesamowitego. Bardzo się cieszę, że udało mi się to zrobić właśnie z ŁKS-em, bo tak sobie teraz myślę, że z żadnym innym klubem nie byłoby to dla mnie możliwe.

Przychodząc do ŁKS-u, który wtedy był wicemistrzem Polski, miałaś świadomość tego, że będziesz rywalizować z najlepszymi w kraju. Czy nie obawiałaś się trochę tej konfrontacji?

– Nie, wręcz przeciwnie był to dla mnie duży bodziec motywacyjny. W końcu jeżeli rywalizować, to dlaczego nie z tymi najlepszymi. Zarówno Zuza, jak i Klaudia są reprezentantkami Polski, a Klaudia w tym sezonie przeszła samą siebie „wykręcając” kosmiczny wynik ponad 100 bloków. Dla mnie to zaszczyt, że mogę trenować z dziewczynami, które reprezentują najwyższy poziom w lidze. Do tego dochodzi też Ewa Kwiatkowska, każda z tych zawodniczek to dla mnie środkowa kompletna. My, mówię tutaj o zawodniczkach rezerwowych, musimy stwarzać godne warunki dla siatkarek z pierwszego składu. Na treningu nie możemy odstawać od swoich koleżanek, bo dla nich nie byłaby to żadna rywalizacja. Ja mam takie poczucie, że praca całego zespołu wpłynęła na to, że forma dziewczyn do samego końca była tak wysoka.

Choć byłaś zawodniczką rezerwową to było kilka takich meczów, w których udowodniłaś swoją wartość dla tego zespołu, tak było między innymi w konfrontacjach z radomiankami czy wrocławiankami. Szeroki skład i atmosfera ułatwiały wam wychodzenie z kryzysów. Który moment sezonu był, twoim zdaniem, najbardziej wymagający?

– Powrót z Włoch i mecz w Policach. Pasmo słabszych meczów nas trochę zdołowało. Potem przyszedł moment „resetu”, bo nadeszły święta. Każda z nas trochę się od tego zdystansowała i nabrała dystansu do tych wyników. Wróciłyśmy ze zdwojoną siłą, bojowym nastawieniem i przekonaniem, że uda nam się zrobić to, o czym marzymy. To zaczęło pomału procentować, a każdy kolejny mecz nas napędzał i utwierdzał, że zmierzamy w dobrym kierunku. Fajnie było wyjść na boisko w meczu z wrocławiankami, gdzie niestety dziewczynom przytrafiły się kontuzje i musiałam je zastąpić. Mam nadzieję, że nie zawiodłam. W ten sposób buduję zaufanie trenera, który widzi, że choć nie gram to jestem gotowa i gdyby zaszła taka konieczność to nie dam plamy czy nie stworzy się na siatce ogromna luka z tego powodu. To zaufanie jest kluczowe, widziałam po dziewczynach, że też we mnie wierzą i bardzo mocno wspierały mnie w moich poczynaniach, za co im dziękuję.

Jesteś doskonałym przykładem na to, że przywiązanie do klubu może procentować…

– Na początku było trudno, ja w ŁKS-ie zaczynałam swoją przygodę od II ligi. Potrzebne były dwa lata, by zapracować sobie na awans na zaplecze ekstraklasy. Pierwszy rok był rzeczywiście trudny, bo skład był budowany z myślą o awansie, a nic z tego nie wyszło. Teraz przypominam sobie, że były takie momenty, gdzie niektórzy zaczynali już powątpiewać, czy to ma sens. Przyszedł kolejny sezon, zrobiłyśmy awans, ja pozostałam na następny rok, który również świetnie wspominam. Potem odeszłam do Energetyka Poznań, gdzie nabrałam trochę doświadczenia, ale przede wszystkim też i pokory. ŁKS zawsze był w moim sercu, choć w tym poprzednim roku częściej wracałam do Łodzi na mecze piłkarzy, niż siatkarek, bo tak skonstruowany był terminarz I ligi. Fajnie, że znajomości, które zawiązałam w ŁKS-ie pierwszo- i drugoligowym przetrwały próbę czasu, bo do tej pory z wieloma dziewczynami się przyjaźnimy i spotykamy, plotkujemy (uśmiech). Za to jestem wdzięczna ŁKS-owi, bo na moim przykładzie widać, że często powtarzane przez kibiców zdanie „ŁKS to jedna rodzina” to nie jest tylko pusty frazes.

W poprzednich latach utarło się stwierdzenie, że kibic siatkarek ŁKS-u to kibic typowo „piłkarski”. Nawet jeżeli tak jest, to nie zmienia to faktu, że oprawy meczów finałowych zazdrości wam cała Polska. To najlepszy dowód na to, jakie korzyści może nieść wielosekcyjność klubu?

– Masz rację. Nieważne czy jest to kibic siatkarski czy piłkarski, wszyscy jesteśmy pod jedną banderą ŁKS-u. Przyświeca nam jeden cel, by jak najlepiej reprezentować ten klub. Wyjątkowe jest też to, że między nami a kibicami jest interakcja, tak jak podkreślał to na spotkaniu z okazji zakończenia sezonu, jest między nami taka „chemia”. Nic nie jest robione na siłę, my lubimy się z nimi bawić i świętować po meczach i oni z nami również.

Wyjątkowa jest także wasza reakcja na doping. Jak to jest możliwe, że hałas i wrzawa podczas meczów was nie „usztywniają”?

– Nas to nie paraliżuje, jest to nasz motor napędowy. Nawet trener czasami mówił nam, aby nie patrzeć się na trybuny, ale skupić się na swoim zadaniu. Nie da się jednak od tego uciec i zdarzało się, że patrzyłyśmy po trybunach i myślałyśmy sobie : „tydzień temu już o tej porze była już połowa hali, dlaczego jeszcze ich nie ma?” (uśmiech). To pokazuje, jak bardzo liczyliśmy na wsparcie kibiców. Myślę, że w tym momencie każdy klub w Polsce zazdrości nam takich kibiców.

Co dalej z Klaudią Gajewską, której pewnie trudno byłoby po takim sezonie rozstawać się z ŁKS-em?

– Rozmowy trwają. Zobaczymy co los przyniesie. Po takim sezonie mam wewnętrzny spokój i jestem dobrej myśli. Jestem bardzo zadowolona z tego sezonu, a zobaczymy co los da w kolejnych.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-05-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved