Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Kinga Drabek: Jesteśmy trochę złe na siebie

Kinga Drabek: Jesteśmy trochę złe na siebie

fot. lsk.pls.pl

Siatkarki E.Leclerc Radomki Radom po pięciosetowym pojedynku uległy kaliszankom w pierwszym meczu rywalizacji o 7. miejsce w LSK. – Pierwsza połowa fazy zasadniczej nie należała do najlepszych w naszym wykonaniu, dopiero później zaczęłyśmy się rozkręcać, ale było już za późno, by rzutem na taśmę załapać się do najlepszej szóstki. Jednak mimo wszystko jestem zadowolona z tego co uzyskałyśmy i jeszcze możemy wywalczyć w tym sezonie – mówiła po meczu Kinga Drabek, libero zespołu z Radomia.

Pierwszy mecz rywalizacji o 7. miejsce dla każdej z was był jak „mały finał” i widać to było zarówno po boiskowych reakcjach, jak i poziomie emocji towarzyszącemu temu spotkaniu. Stawką jest tutaj coś więcej niż tylko miejsce w tabeli?



Kinga Drabek: – Niestety kilka dziewczyn jest kontuzjowanych i może to też gdzieś było przyczyną naszej słabszej gry, trener nie miał do dyspozycji wszystkich zmian. Z mojej strony mogę zapewnić, że ja i wszystkie koleżanki z zespołu dałyśmy w tym meczu z siebie 100%. Rzeczywiście może to brzmieć tak, że niby jest to „tylko” siódme miejsce, ale dla nas i tak byłoby to spore osiągnięcie, zważywszy na to, że mierzą się tutaj dwa zespoły, które dopiero w tym roku awansowały do LSK. Ta rywalizacja to też walka o to, który z beniaminków pokaże się z lepszej strony w pierwszym sezonie gry na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Po raz pierwszy w tym sezonie miałyście okazję zagrać w meczu obsługiwanym przez kamery systemu challenge. Obserwując to spotkanie trzeba przyznać, że trenerzy bardzo chętnie korzystali z wideoweryfikacji, ale wprowadziło to dużo dyskusji i zamieszania. Jaki miało to wpływ na wasze zachowanie na boisku?

– Szczerze – nie podobało mi się to w ogóle i nie wiem czy w tym meczu było to akurat potrzebne. Cały czas patrzyłam pod nogi, na siatkę. Było dużo przestojów, przerw, co na pewno nie pomaga w grze, wybija przeciwnika. Może to niepopularne, ale jakoś nie jestem zwolenniczką wprowadzenia tego systemu, bo cały czas tylko obserwowałam, czy czasem ktoś nie popełnia błędu.

Na początku sezonu zapłaciłyście frycowe za debiut w LSK i bardzo długo trzeba było czekać, aż wejdziecie na swój poziom gry. Zgodzisz się z tym, że teraz szkoda przede wszystkim tej serii porażek, która przytrafiła wam się jeszcze w zeszłym roku?

– Też tak uważam i pewnie każda z dziewczyn to potwierdzi. Jesteśmy trochę na siebie złe, że tak późno zaczęłyśmy grać to, co powinnyśmy. Pierwsza połowa fazy zasadniczej nie należała do najlepszych w naszym wykonaniu, dopiero później zaczęłyśmy się rozkręcać, ale było już za późno, by rzutem na taśmę załapać się do najlepszej szóstki. Jednak mimo wszystko jestem zadowolona z tego, co uzyskałyśmy i jeszcze możemy wywalczyć w tym sezonie. Na pewno nie poddamy się i postaramy się jeszcze odwrócić losy tego play-off.

Radomka była też zespołem, w którym zaszło bardzo dużo zmian, rotacji na pozycjach. Pojawiły się Sara Sakradzija, Brittany Abercrombie, Shafagat Alishanova. Były też zawodniczki testowane przez klub, które ostatecznie nie dołączyły do drużyny. Czy w pewnym momencie nie zabrakło takiej stabilizacji, albo przyszła ona trochę za późno?

– Zabrakło stabilizacji. Bardzo dużo dziewczyn doszło do nas w trakcie sezonu. Ciężko jest budować zespół, kiedy okres przygotowawczy przepracowało się z innymi zawodniczkami. Kiedy one znikają, a pojawiają się nowe siatkarki trzeba znowu budować więzi i zgranie między dziewczynami.

W Radomiu dość asekuracyjnie wypowiadano się o celach na ten sezon, ale czy to ewentualne 7. miejsce przed sezonem by was usatysfakcjonowało?

– Założenia były takie, że chcemy dostać się do szóstki i uplasować właśnie na tej 6. pozycji. Osobiście przyznam, nie mam na co narzekać po moim ostatnim sezonie spędzonym w Dąbrowie Górniczej (uśmiech). Pod względem rezultatów jest to lepszy sezon. Tak właściwie aż do meczu domowego z bielszczankami wierzyłyśmy, że możemy spełnić swój cel. To był przełomowy mecz pomiędzy dwoma zespołami, które walczyły o grę w ćwierćfinale i okazało się, że jednak nie zasługujemy na tę szóstkę.

Trafiłyście też na bielszczanki, które w tym momencie były „w gazie”, a przecież niedługo później pojechałyście do Łodzi i pokonałyście zespół Budowlanych Łódź sprawiając dość dużą niespodziankę…

– Być może poczułyśmy się trochę luźniej po tym meczu z drużyną BKS-u. Zeszła z nas presja, nie miałyśmy nic do stracenia. Zagrałyśmy na fantazji i wszystko ułożyło się po naszej myśli.

To twój pierwszy sezon w Radomiu, dokąd trafiłaś po kilku latach gry w Dąbrowie Górniczej. W barwach tego klubu co prawda wystąpiłaś w rozgrywkach Ligi Mistrzyń, ale mimo wszystko chyba jednak walka o miano pierwszej libero w Radomce to jednak dla ciebie krok do przodu względem minionego sezonu…

– Debiutując w rozgrywkach Ligi Mistrzyń miałam 18 lat. Ciężko, żeby taka młoda dziewczyna była już pierwszą libero w meczach na tym poziomie. Wtedy tym pierwszym wyborem była bez wątpienia Izabela Lemańczyk. Muszę przyznać, że każdy mój sezon był trochę szalony (uśmiech). Zawsze miałam jednak szczęście do trenerów i zawodniczek, od których mogłam się wiele nauczyć. Uważam, że ten obecny sezon nie był najlepszym w moim wykonaniu. Wiem, że stać mnie na więcej i mam nadzieję, że pokażę to w przyszłym sezonie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved