Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Katarzyna Skowrońska-Dolata postanowiła zakończyć siatkarską karierę

Katarzyna Skowrońska-Dolata postanowiła zakończyć siatkarską karierę

fot. Hinode Barueri

– Menedżer dzwonił wiele razy. W końcu powiedziałam, żeby już nie kusił. Propozycji było sporo, nie tylko z Europy, bo i z Brazylii, i z Azji. Być może jeszcze z chęcią zagrałabym w lidze japońskiej, gdzieś w okolicach Tokio. To fenomenalna perspektywa, ale byłoby to chodzenie po kruchym lodzie. A tego nie chcę. Chcę, by mnie zapamiętano jako dobrą siatkarkę – mówi w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Katarzyna Skowrońska–Dolata, która postanowiła zakończyć siatkarską karierę.

To już naprawdę koniec? Nigdy więcej nie zobaczymy pani na parkiecie?



Katarzyna Skowrońska-Dolata:Zrealizowałam swój plan. Po kontuzji, której doznałam w styczniu 2017 roku w lidze włoskiej, gdy zerwałam więzadło krzyżowe w prawym kolanie, wróciłam do grania. Nie skończyłam kariery w Bergamo, tak jak wcześniej zakładałam. Pod koniec rehabilitacji po kontuzji pojawiła się propozycja z Brazylii. Mój ukochany trener Ze Roberto namówił mnie do grania. Poleciałam więc tam i podpisałam umowę z Hinode Barueri. Nie nagrałam się jednak zbyt dużo w sezonie 2017/18, dlatego zdecydowałam się na kolejny. Było dużo zabawy, ale miałam też dobre wyniki. W życiu nie przypuszczałabym, że w moim wieku (37 lat – przyp. red.) będę w czołówce indywidualnych statystyk. Oczywiście chciałbym zdobyć więcej w lidze brazylijskiej, ale odpadłyśmy w ćwierćfinale. Czuję niedosyt, ale trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Wszyscy mnie chwalili po tym sezonie, ale myślę, że to jest idealny moment, by powiedzieć stop. Długo czekałam, by podjąć taką decyzję. Musiałam do tego dojrzeć.

Kiedy ostatecznie podjęła pani decyzję?

– Myślałam już o tym w trakcie sezonu w Brazylii. W klubie mówiłam, że nie chcę więcej grać. Wiedząc, że to ma być ostatni sezon, bardzo pragnęłam, żeby był świetny. To była moja dodatkowa motywacja. I taki był. Mam dobre geny i zdrowie dopisywało. Uczestniczyłam we wszystkich treningach i wydaje się, że mogłabym jeszcze przynajmniej dwa sezony grać na dobrym poziomie. Ale co jeszcze bym zdobyła? To, co miałam wywalczyć, już wywalczyłam. Spełniłam swoje marzenia. To jest więc idealny moment, by skończyć z siatkówką. Grając nadal, ryzykowałabym, że kolejny sezon nie byłby już taki cudowny. Po powrocie z Brazylii siedząc w Warszawie sporo o tym myślałam i wiem, że podjęłam dobrą decyzję.

Miała pani dużo propozycji?

– Tak. Menedżer dzwonił wiele razy. W końcu powiedziałam, żeby już nie kusił. Propozycji było sporo, nie tylko z Europy, bo i z Brazylii, i z Azji. Być może jeszcze z chęcią zagrałabym w lidze japońskiej, gdzieś w okolicach Tokio. To fenomenalna perspektywa, ale byłoby to chodzenie po kruchym lodzie. A tego nie chcę. Chcę, by mnie zapamiętano jako dobrą siatkarkę.

Z Polski też dzwonili?

– Była jedna fajna propozycja, ale od razu podziękowałam. Zachęcali, żebym chociaż została trenerem albo asystentem, ale też odmówiłam. Pamiętam, że nie byłam mistrzynią Polski, ale nie kusiło mnie, by wrócić do naszej ligi. Kiedyś mówiłam, że chętnie skończyłabym karierę w jakiejś drugiej lidze hiszpańskiej, może w Barcelonie, żebym mogła chodzić po muzeach, zwiedzać. Kto wie, może jak zatęsknię do grania, tak właśnie zrobię. Wrócę na rok. Tak jak zrobiła to Jaqueline Carvalho (słynna brazylijska siatkarka, dwukrotna mistrzyni olimpijska – przyp. red.), której znudziło się życie celebrytki.

Jeśli chodzi o obecną reprezentację, jak ją pani odbiera?

– Mamy utalentowane dziewczyny. Robią postępy. Miło mi, gdy patrzę na ich grę. Reprezentacja zagrała w turnieju finałowym Ligi Narodów. Nie spodziewałam się tego. Dla wielu dziewczyn to nowe doświadczenie. Madzia Stysiak ma dopiero 18 lat, a już dostaje szansę gry w pierwszej szóstce. Pamiętam, jak ja dostawałam takie szanse od trenera Andrzeja Niemczyka. Potrzeba nam takiej ofensywnej dziewczyny. 

Czego najbardziej brakuje reprezentacji?

– Na pewno doświadczenia. Zbyt często w końcówkach setów wstrzymują rękę. Wynika to z braku gry na co dzień, bo część z nich jest zmienniczkami w swoich zespołach. Może dlatego nie ma ryzyka w grze, atakowania na pełnej petardzie. Ogranie jest bardzo ważne. Ja po Szkole Mistrzostwa Sportowego poszłam nie do tego klubu, który dawał mi najwięcej pieniędzy, ale do niższej ligi. Wolałam zarobić mniej i grać niż być w lepszym zespole, ale nie „powąchać” boiska. Zrobiłam to z premedytacją. To nie była dla mnie ujma, że gram ligę niżej. Nabrałam doświadczenia i to było bardzo ważne. A wracając od obecnej reprezentacji, to nasza atakująca też jest zbyt eksploatowana. Brakuje drugiej „armaty” na skrzydle. Chciałabym widzieć bardziej zespołową grę tej drużyny. Szkoda, że nie udało się pokonać Serbek w kwalifikacjach olimpijskich, ale będzie jeszcze szansa na awans.

Dwa złote medale i występ olimpijski to największe pani sukcesy z reprezentacją Polski, a które sukcesy klubowe ceni pani najbardziej?

– Bez podziału na miejsca dołączyłabym jeszcze dwa mistrzostwa Włoch, pozostałe tytuły mistrzowskie w Chinach, Turcji i Azerbejdżanie. Kosztowały mnie dużo zdrowia i determinacji. Do tego klubowe mistrzostwo świata zdobyte z Fenerbahce Stambuł i medale w Lidze Mistrzyń, choć nie było złotych, ale nie zawsze można wygrywać. Sporo tego. Nikt mi tych sukcesów nie dał. Na wszystkie musiałam ciężko pracować. 

Porażki to… 

– Mistrzostwa świata. Nie byłyśmy dobrze przygotowane. Poza tym przegrane turnieje kwalifikacyjne do igrzysk. Trudno wracało się po nich do klubów. Dwa tygodnie chodziło się smutnym. Ale tych radosnych chwil było znacznie więcej. Moja historia jest bardzo kolorowa. Mogłabym o tym długo opowiadać.

Grała pani przez 22 lata, może czas pozostać w środowisku siatkarskim?

– Nie w dorosłej siatkówce. Bardziej interesowałaby mnie praca z młodzieżą, która dopiero zaczyna przygodę ze sportem i chłonie wszystko jak gąbka. Nabrałabym wówczas doświadczenia. Jestem gotowa na taką pracę w różnych miastach. To nie musi być w jednym miejscu. Można jeździć po Polsce. Ważne, by trafić na młodzież, która będzie chciała się uczyć.

Zanim zajmie się pani szkoleniem dzieci, jakie są plany na najbliższe tygodnie?

– Na razie zajmuję się sobą. Chciałbym zdać egzaminy na studia, o których zawsze marzyłam. Ale jeśli nie zdążę tego zrobić, bo trzeba mieć pokaźną teczkę z pracami, pójdę najpierw na warsztaty. Mam swoje projekty, którymi się obecnie zajmuję. Jak chociażby fotografia. Uwielbiam robić zdjęcia. Od dawna się tym zajmuję. Podobnie jak rysowaniem i malowaniem. To moja pasja od dziecka. Uwielbiam to robić, kocham być kreatywna. Kilka obrazów już namalowałam, ale oddałam je znajomym. Mam kolejne zamówienia i je realizuję.

Rozmawiali Edyta Kowalczyk i Ryszard Opiatowski – cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

 

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2019-08-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved