Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Katarzyna Sielicka: Sukces zrekompensował mi wszystkie niedogodności

Katarzyna Sielicka: Sukces zrekompensował mi wszystkie niedogodności

fot. Łukasz Krzywański

– Odebrałam wiele telefonów, po tym jak zdobyłyśmy wicemistrzostwo Polski. Grałam w wielu klubach i dlatego znajomi i przyjaciele z kraju spieszyli z gratulacjami. Ogromnie się cieszę, że dzięki występom w klubie z al. Unii tak wspaniale zostałam doceniona. To bardzo ważne dla mnie – mówi była już kapitan ŁKS-u Commercecon Łódź, z którym zdobyła srebrny medal mistrzostw Polski. Katarzyna Sielicka po sezonie zakończyła karierę sportową.

Na meczach kibice ŁKS-u śpiewają „na mistrza Polski przyszedł czas”. Pani z klubem z al. Unii jeszcze tego nie osiągnęła. Może decyzja o zakończeniu kariery jest przedwczesna?



Katarzyna Sielicka:Na pewno nie. To postanowienie bardzo dobrze przemyślane. Jestem zdania, że przy moim stanie zdrowia wywalczyłam już z ŁKS-em wszystko, co mogłam. Proszę nie zapominać też, że jak na wyczynowego sportowca mam już swój wiek.

Nie przesadzajmy, jest pani młodą kobietą...

– Twardo stąpam po ziemi i wiem, że już czas na sportową emeryturę. Sport zawodowy domaga się młodych, zdrowych i w pełni sprawnych zawodniczek. A mój stan zdrowia daleki jest od ideału. Jestem po wielu operacjach i dlatego uważam, że to odpowiedni moment, by powiedzieć pas.

Jak długo trwała pani przygoda z profesjonalną siatkówką?

– Czasu nie da się oszukać. Wychodzi na to, że jest to ponad dwadzieścia lat.

Czy decyzja o zakończeniu kariery dojrzewała u pani cały sezon?

– Już po poprzednich rozgrywkach skłaniałam się ku temu, aby poszukać sobie innego zajęcia. Już wtedy zdrowie się tego domagało. Dałam się jednak jeszcze namówić na rok życia przy siatce, w halach, na meczach i zgrupowaniach. Na pewno teraz tego nie żałuję. Osiągnięty przez drużynę sukces zrekompensował mi wszystkie niedogodności życia, jakie niosły ze sobą zdrowotne problemy profesjonalnej siatkarki. Często bolące plecy nie pozwalały zasnąć i nie było innego wyjścia, jak tylko eliminować to szalenie nieprzyjemne uczucie lekami. Nie mówiłam o tym wcześniej, by nie psuć doskonałej atmosfery w zespole. Wszak kapitan nie może być mięczakiem, rozpaczać i ubolewać nad swoimi dolegliwościami. Zaciskałam zęby i jechałam na kolejny mecz.

Jest zatem pani przykładem, że nie ma w sporcie rzeczy niemożliwych?

– Można tak chyba powiedzieć. Byłam bardzo twarda, cierpiałam, ale mocno chciałam grać. Na przekór lekarzom, którzy mówili, że mój stan zdrowia predysponuje mnie jedynie do siatkówki rekreacyjnej, zaciskałam zęby i walczyłam. Zależało mi bardzo na pokonaniu własnych słabości.

Powiedziała pani, że dała się namówić na jeszcze jeden sezon. A jak prezes Hoffman ponowi propozycję?

– Decyzja jest już nieodwołalna i żadne prośby jej nie zmienią. Było już oficjalne pożegnanie i dlatego nie ma już o czym mówić. To już zamknięty rozdział w moim życiu.

Jest pani wychowanką ŁKS-u…

– No właśnie, i od powrotu do ŁKS-u, a miało to miejsce w 2013 roku, a drużyna była w drugiej lidze, staram się dać temu zespołowi jak najwięcej. Ważne, że trafiłam na ludzi, z którymi aż się chciało góry przenosić. Łódzki Klub Sportowy to firma, którą zarządza wspaniały i profesjonalny prezes. On pokazał nam, że wiele możemy osiągnąć. Jego przywiązanie do klubowych spraw i barw ŁKS-u to zupełnie niedzisiejsza sprawa. Ten gatunek jest na wymarciu.

Czy przed sezonem spodziewała się pani, że staniecie do walki o mistrzostwo Polski?

– Zadanie, jakie postawiono przed nami, było jasne. Trzeba awansować do najlepszej czwórki sezonu. Znałam większość dziewczyn i wiedziałam, że zrobią wszystko, by tak się właśnie stało. Niezwykle ważne, że dopasowałyśmy się mentalne. Charaktery też się zgrały, toteż nie było trudno powalczyć o sukces. To była drużyna przez duże D, na boisku, ale także poza nim.

Była szansa, aby zdetronizować Chemika?

– Gdyby była, to na pewno byśmy to zrobiły. Niezwykle istotną sprawą był terminarz, który okazał się dla naszej drużyny fatalny. Przedstawiciele PZPS-u zakpili z ŁKS-u. Przecież niemal natychmiast po półfinałach musiałyśmy przystępować do wielkiego finału. Uważam to za skandal i wypaczenie idei sportowej rywalizacji.

Końcówka sezonu nie sprzyjała wam, było w drużynie wiele urazów…

– Rzeczywiście kontuzje pokrzyżowały nam plany i sprawiały, że w decydujących bojach trener miał mniejsze pole manewru.

Jest pani spełnioną zawodniczką?

– Zdecydowanie tak. Pewnie mogłabym osiągnąć w sporcie nieco więcej, ale liczne kontuzje pokrzyżowały mi plany. Z drugiej strony trzeba się cieszyć z tego, co udało się wywalczyć, a przecież nie było tego mało. Grając w Calisii Winiary Kalisz, sięgnęłam w 2005 roku po mistrzostwo Polski, mam też w kolekcji dwa Puchary Polski, dwa wicemistrzostwa kraju i trzy brązowe medale oraz krótki epizod (niestety przez kontuzje) w reprezentacji Polski.

Dwa lata ŁKS-u w ekstraklasie i jest wielki sukces. Co będzie dalej?

– Tego nie wiem. Wiele zależeć będzie od tego, jaki to będzie zespół. Chciałabym wierzyć w to, że ŁKS cały czas będzie się piął do góry i będę za to trzymała kciuki. Liczę, że także władze Łodzi docenią sukces i prezes otrzyma solidne wsparcie. Zasłużył na to! Wielki szacunek należy się też kibicom naszej drużyny, którzy w sezonie pokazali ogromny kunszt i na pewno są najlepsi w kraju.

Rozmawiał Jan Hofman – więcej w Expressie Ilustrowanym

źródło: Express Ilustrowany

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-05-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved