Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Katarzyna Marcyniuk: Musiałyśmy zaryzykować

Katarzyna Marcyniuk: Musiałyśmy zaryzykować

fot. Tadeusz Szymański

Siatkarki Wisły Warszawa odniosły czwarte zwycięstwo z rzędu pod wodzą trener Ewy Cabajewskiej. Warszawskie syreny wyszły z poważnych tarapatów i choć przegrywały już 0:2 i w trzecim secie musiały odrabiać straty, to ostatecznie Enea Energetyk Poznań wyjechał ze stolicy tylko z jednym punktem. – Myślę, że wcześniej brakowało nam trochę takiego nastawienia, że musimy zrobić wszystko, aby piłka nie spadła nam w boisko. Walczymy o każdy centymetr boiska i tym wygrywamy – mówiła po meczu MVP tego spotkania, Katarzyna Marcyniuk.

Po dwóch przegranych setach pewnie mało kto wierzył w to, że od połowy trzeciej partii to spotkanie kompletnie zmieni swoje oblicze. Kiedy wy same uwierzyłyście w to, że Energetyk jest tutaj do pokonania?



Katarzyna Marcyniuk: – Powiem szczerze, że musiałyśmy w tym momencie zaryzykować. Cały czas wiedziałyśmy, że nic jeszcze nie jest stracone. Powiedziałyśmy sobie, że mecz zaczyna się od początku po tych dwóch setach i podejmowałyśmy maksymalne ryzyko w każdym elemencie. Starałyśmy się, aby każda piłka była w górze jak najdłużej, w obronie dotykałyśmy wszystkiego, co tylko mogłyśmy. W ataku jeśli tylko piłka była powyżej taśmy, to uderzałyśmy mocno. Udawało się tak zakończyć akcję przy jednej, drugiej piłce z kolei i tak gromadziłyśmy punkty. Faktycznie w trzecim secie było nam bardzo trudno dogonić rywalki, bo gdzieś na początku straciłyśmy przewagę, ale przełamałyśmy swoją niemoc i to jest najważniejsze. Później poszło już „z górki”. Jak mówi stare siatkarskie porzekadło – kto nie wygrywa 3:0, przegrywa 2:3.

W tie-breaku w kilku akcjach los wam sprzyjał, ale też byłyście niesione dopingiem kibiców, którzy w tym roku jeszcze nie mieli okazji oglądać swojej ukochanej drużyny w akcji…

To prawda, w tym roku jeszcze w hali na Bemowie meczu ligowego nie rozegrałyśmy, więc było to wymarzone otwarcie tego 2019 roku. Nasza własna hala w połączeniu z dopingiem kibiców też na pewno dużo nam dała, bo czułyśmy, że mamy wsparcie.

Wydaje się, że im większe zmiany i kłopoty w drużynie, tym wy gracie lepiej. Ani zmiany w sztabie szkoleniowym, ani przestawienie waszej kapitan Jowity Jaroszewicz na pozycję atakującej nie przeszkodziły wam w odniesieniu sukcesu. Był to dla was dodatkowy impuls?

– Zmian ciągle jest dużo w naszych szeregach – zarówno w sztabie, jak i na poszczególnych pozycjach, atakującej czy rozgrywającej. Niezmienne jest natomiast to, że atmosferę mamy świetną właściwie od samego początku sezonu. Zmiany, jak widać, wyszły nam na dobre, choć może nie każda z nich była planowana od początku do końca, a wynikały one bardziej z sytuacji, ale najważniejsze, że nasza gra się stabilizuje i idzie ku lepszemu. Myślę, że być może nadal szukamy rozwiązań, ale jeżeli wygrywamy, to te zwycięstwa budują drużynę i to jest najważniejsze. Treningi są bardzo dobrze poukładane. Widzimy, że wykonywane na nich ćwiczenia wychodzą nam na plus w warunkach meczowych.

Trudno jednak rozpatrywać wasze zwycięstwo z poznaniankami jako niespodziankę, bo w poprzedniej kolejce spotkań pokonałyście zespół WTS Solną Wieliczka, który również bardzo długo zajmował fotel lidera. W Wieliczce również wyszłyście z dużych opresji, a w pierwszej części sezonu takich meczów, w których odwracałyście losy spotkania, będąc pod ścianą, było niewiele…

– Myślę, że brakowało nam trochę takiego nastawienia, że musimy zrobić wszystko, aby piłka nie spadła nam w boisko. Walczymy o każdy centymetr boiska i tym wygrywamy. W tych dwóch spotkaniach nie miałyśmy nic do stracenia i gra na „maksa” zaprocentowała kolejnymi zwycięstwami.

Bardzo dużo punktów zdobyłyście dzięki mocnej zagrywce. Dostałyście takie polecenie, aby nie wstrzymywać ręki również i w tym elemencie?

– Mamy trudną zagrywkę, więc czemu by tego nie wykorzystać? W szczególności że znamy tę halę jak własny dom. W takim meczu jak ten zwycięstwo nie byłoby możliwe bez mocnej zagrywki, która była kluczowa dla losów tego pojedynku. Często taki jeden bezpośredni punkt zdobyty zza linii 9. metra pociąga za sobą kolejne i takie serie pozwoliły nam wyciągnąć wynik w trzecim secie.

Przed wami mecz Pucharu Polski, w którym podejmiecie we własnej hali ŁKS. To chyba dla was dogodny termin na rozegranie tego ćwierćfinału, bo po pierwsze jesteście „na fali”, a po drugie wasz udział w play-off też nie jest zagrożony. W zeszłych sezonach ten Puchar Polski raczej nie był traktowany przez Wisłę priorytetowo, teraz może być inaczej?

– Tak naprawdę zarówno dobry wynik w I lidze, jak i jak najdłuższy udział w rozgrywkach Pucharu Polski są dla nas priorytetem. Na pewno damy z siebie wszystko, bo ten mecz z ŁKS-em wcale nie jest dla nas mniej ważny od tego z poznaniankami. Mam nadzieję, że może uda nam się sprawić jeszcze jedną niespodziankę i wierzę, że wynik będzie zależał od tego, jak my się zaprezentujemy. A nuż widelec będziemy mogli kolejny raz być w takich humorach jak dzisiaj.

Rozegrałaś kolejny bardzo dobry mecz w barwach Wisły, zdobywając 26 punktów i atakując ze skutecznością 41%. Byłaś jednocześnie zawodniczką, która najczęściej przyjmowała zagrywki rywalek. Nagroda MVP i ostatnia zwyżka formy świadczą, że odnalazłaś swoją docelową pozycję, czy raczej jest to wymuszone problemami kadrowymi?

– Trudne pytanie. Trenuję to przyjęcie i dzięki temu czuję się pewniejsza w tym elemencie. Akurat nie wydaje mi się, aby ta zmiana pozycji w trakcie sezonu była w jakiś sposób wymuszona, po prostu dobrze czuję się na tej pozycji. Bardzo się cieszę, że zostałam wyróżniona, szczególnie w takim meczu. Motywuje mnie to do dalszej pracy i skupienia się nad większymi detalami, bo mam świadomość, że te czasami w mojej grze szwankują.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved