Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Katarzyna Kociołek: Zawsze to Kinia „przeszkadzała” mi w zdobyciu złota, teraz było odwrotnie

Katarzyna Kociołek: Zawsze to Kinia „przeszkadzała” mi w zdobyciu złota, teraz było odwrotnie

fot. FIVB

Katarzyna Kociołek i Kinga Kołosińska w Krakowie zdobyły mistrzostwo Polski. Turniej żeński obfitował w niespodzianki, ale rozstawiona z „1” eksportowa para reprezentacyjna stanęła na wysokości zadania i nie straciła w całych zawodach ani jednego seta. Dla Kingi Kołosińskiej to 7. tytuł mistrzowski z rzędu, Katarzyna Kociołek po raz pierwszy stanęła na najwyższym stopniu podium tej imprezy. – Tak naprawdę co roku przyjeżdżałam na turniej finałowy mistrzostw Polski po to, aby zdobyć ten złoty medal. Zawsze Kinia mi w tym przeszkadzała! (uśmiech) Tym razem wręcz przeciwnie, bo w końcu mogłyśmy zagrać razem i to Kinga pomogła mi zdobyć mistrzostwo Polski – powiedziała Katarzyna Kociołek.

Zdobywając siódme mistrzostwo Polski z rzędu, stajesz się niekwestionowaną królową plaży. Pojawiły się nawet głosy, że jesteś takim talizmanem, bo każdy, kto występuje z tobą w parze, ma poniekąd złoto „w kieszeni”…



Kinga Kołosińska: Tak to akurat wychodzi. (uśmiech) Rok temu po raz pierwszy występowałam w mistrzostwach Polski wraz z Jagodą, zdobyłyśmy złoty medal w Mysłowicach. W tym roku z Kasią udała nam się ta sama sztuka, wcześniej z Moniką (Brzostek – przyp. red.) sięgałyśmy po ten tytuł 5 razy… Utrzymuję tę passę i mam nadzieję, że będzie ona trwała jak najdłużej.

Przez turniej w Krakowie przebrnęłyście z Kasią jak burza, ale w finałowym spotkaniu Kinga Legieta z Aleksandrą Wachowicz były bardzo bliskie, by urwać wam seta.

Kinga Kołosińska: – Grałyśmy z dziewczynami wcześniej o czwórkę i wygrywałyśmy bardzo wysoko. W pewnym momencie nawet prowadziłyśmy 18:3, więc tutaj Kinga z Olą stwierdziły, że nie mają nic do stracenia. W pierwszym secie finału grały bardzo dobrze, szczególnie w polu zagrywki, wpadło nam wiele asów. Cieszę się, że byłyśmy w stanie opanować nerwy w końcówce i wygrać rywalizację na przewagi. Później jakby tego następstwem był fakt, że w drugiej partii kontrolowałyśmy grę.

Miałyście receptę na zagrywki z wyskoku Oli Wachowicz? To jeden z największych atutów tej zawodniczki, która została wybrana najlepiej zagrywającą zawodniczką Plaży Open i to w dużej mierze dzięki nim pierwszy set wymknął się wam spod kontroli.

Kinga Kołosińska: Kilka razy rzeczywiście zagrała piłkę „po sieci”, były to bardzo nieprzyjemne zagrywki. Ola jest zawodniczką, która nie tylko potrafi serwować dobrze, ale też dość regularnie. Jeśli się wstrzeli, to trudno jest przyjąć taką piłkę. Myślę, że dzięki temu, że grałyśmy spokojnie, przyjmując czasami nad siebie i cierpliwie czekając na swoją szansę, wygrałyśmy kluczową, premierową odsłonę.

W zeszłym sezonie rozpoczęłyście współpracę, ale tak naprawdę sezon 2017/2018 jest pierwszym, w którym razem rywalizujecie w turnieju World Tour niemal co tydzień. Dotychczas wasz najlepszy rezultat to miejsce tuż za podium, ale często plasujecie się w czołowej 10. Jak podsumowałabyś ten sezon?

Kinga Kołosińska: – Myślę, że z miesiąca na miesiąc widać postęp, gramy coraz lepiej i zajmujemy też wyższe lokaty. Nasza gra jest coraz stabilniejsza. Dążymy do tego, aby poniżej pewnego poziomu nie schodzić. W następnym sezonie chciałybyśmy go utrzymać i spokojnie plasować się w pierwszej 10.

Jesteście obiema zawodniczkami, które są raczej ofensywnie usposobione i podział ról nie jest u was w parze tak klarowny, jak to było pomiędzy Kingą i Moniką. Jakie są atuty każdej z was?

Katarzyna Kociołek: Myślę, że akurat na tym turnieju naszą mocną stroną była zagrywka i to nią wyrządziłyśmy rywalkom najwięcej szkód. Staramy się cały czas pracować nad grą w obronie, a Kinia dodatkowo świetnie spisuje się w bloku. Zagrałyśmy najlepiej, jak potrafimy, pokazałyśmy na co nas stać i mam nadzieję, że udowodniłyśmy, że zasługujemy na to złoto.

Dla Kingi jest to znana sytuacja, ale ty po raz pierwszy występowałaś podczas mistrzostw Polski w roli tej, która nie może, a musi. Kamień spadł ci z serca?

Katarzyna Kociołek: Można tak powiedzieć, że „musiałyśmy”, bo byłyśmy faworytkami tego turnieju. Nie było jednak takiej presji, ja osobiście nie odczuwałam tego tak mocno. Tak naprawdę co roku przyjeżdżałam na turniej finałowy mistrzostw Polski po to, aby zdobyć ten złoty medal. Zawsze Kinia mi w tym przeszkadzała! (uśmiech) Tym razem wręcz przeciwnie, bo w końcu mogłyśmy zagrać razem i to Kinga pomogła mi zdobyć mistrzostwo Polski. Wydaje mi się, że dobrze grało nam się tutaj w Krakowie i co tu dużo mówić… jest to dla mnie świetny wynik i osiągnięcie.

Taki miły akcent na koniec sezonu jak zdobycie mistrzostwa Polski jest chyba dla was budujący, szczególnie po bardzo pechowych dla was mistrzostwach Starego Kontynentu…

Kinga Kołosińska: Niestety z powodu kontuzji nie rozegrałyśmy na mistrzostwach Europy nawet jednego pełnego meczu. Była to dla nas docelowa impreza, do której przygotowywałyśmy się przez cały sezon. Pechowo właściwie w niej nie wystąpiłyśmy. Mam nadzieję, że za rok będzie zupełnie inaczej, mamy mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy i tam pokażemy na co nas stać.

Pierwszy rok występujecie też w roli kadrowej „1”. Można powiedzieć, że był to taki trochę przejściowy sezon?

Katarzyna Kociołek: Troszkę tak, był to czas na dotarcie się i przyzwyczajenie się do siebie. Dla mnie też na znalezienie wspólnego języka z trenerem (Srdjan Veckov – przyp. red.),  bo tak naprawdę dla nas też jest to pierwszy rok współpracy. W przyszłym roku może być już tylko lepiej i na pewno powalczymy o to, aby zakwalifikować się na igrzyska, bo to jest cel długoterminowy.

Swoje pojedynki wygrywałyście często wyraźnie, z dużą przewagą, ale turniej żeński obfitował w wyrównane spotkania. Jak waszym zdaniem prezentowały się pozostałe zespoły na tych finałach?

Katarzyna Kociołek: – Wydaje mi się, że generalnie poziom w kraju jest trochę wyższy, a na pewno się wyrównał. Jest więcej gry „zagranicznej”, mniej plasów, a więcej mocniejszych zbić. Rzadziej ogląda się przebijanki, których kiedyś było bardzo wiele. Jest też więcej par kadrowych, które wywalczyły tutaj poza nami również drugie i trzecie miejsce.

Skoro wywołany został temat kadry, to w tym roku jest ona wyjątkowo szeroka i otwarta dla młodych zawodniczek.

Kinga Kołosińska: – Nie zapominajmy, że w kadrze są też młode dziewczyny. Takie, które mają po 20 kilka lat. Z roku na rok będą grały coraz lepiej, bo będą miały okazję do coraz częstszych występów na arenie międzynarodowej. Myślę, że za 2-3 lata to one będą podnosić poziom nie tylko tych zawodów, ale też naszej siatkówki plażowej. Trenerzy zabiegali o to, aby pojawiły się następczynie moje i Moniki. To powinno się udać, są dziewczyny wysokie i z bardzo dobrymi parametrami. Obyśmy za parę lat mogli dzięki temu mieć kilka par na dobrym, światowym poziomie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-09-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved