Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Karolina Portalska: Polska siatkówka nie idzie w dobrym kierunku

Karolina Portalska: Polska siatkówka nie idzie w dobrym kierunku

fot. Arkadiusz Kuć

Na niektórych portalach znajdziemy informację, że jest zawodniczką PTPS-u Piła, na innych zaś przeczytamy o tym, że zakończyła sportową karierę. Jak jest naprawdę i jakie plany na przyszłość ma młoda libero pochodząca z Olsztyna? – Postanowiłam sobie, że ten czas wykorzystam na odpoczynek, przede wszystkim psychiczny, zdystansowanie się od wszystkich problemów. Widzimy, co dzieje się teraz w naszej rodzimej siatkówce – mówi była zawodniczka Pałacu Bydgoszcz i Muszynianki Muszyna, złota medalistka mistrzostw Polski młodziczek, brązowa kadetek i srebrna juniorek, a także mistrzyni Polski U23 z 2017 roku.

 



Pod koniec czerwca pojawiła się informacja o tym, że zostałaś nową zawodniczką klubu z Piły. Z kolei tuż przed rozpoczęciem sezonu pojawiły się informacje o tym, że zakończyłaś sportową karierę. Jaka jest prawda i dlaczego do wspomnianego transferu właściwie nie doszło?

Karolina Portalska: – Przede wszystkim prawda jest taka, że ja zerwałam kontrakt z klubem ze względu na to, że nie wywiązywał się on ze swoich obowiązków. Absolutnie w żadnym momencie nie mówiłam ani nie przyszło mi przez myśl zakończenie kariery. Chodziło o to, że przez dwa miesiące pracy nie dostałyśmy żadnej wypłaty. Obietnice, które były składane przed sezonem w rozmowach między prezesem, menedżerem czy mną, nie zostały dotrzymane. Dziewczyny do tej pory nie mają uregulowanych zaległości. Zastanawiam się, jak to możliwe, że klub, który ma zaległości sięgające kilku lat otrzymuje licencje na grę na kolejny sezon. Nie chciałam wiązać się z klubem, widząc od środka, jak wygląda sytuacja i co się dzieje.

Czasu na szukanie nowego klubu już nie było…

– Kiedy zerwałam umowę, to pozostały już tylko dwa tygodnie do startu rozgrywek ligowych. Drużyny miały już skompletowane składy i trudno było znaleźć miejsce dla siebie. Nie było już gdzie tego miejsca szukać.

Jak poukładałaś sobie życie bez wyczynowego uprawiania siatkówki?

– Wróciłam do swojego rodzinnego miasta i mieszkam w Olsztynie. Studiuję WF z naprawdę fantastycznymi ludźmi, więc pozostałam przy sporcie. Na razie tak to wygląda, że czas zapewniają mi głównie różne aktywności: siłownia, basen i studia. Przede wszystkim chcę utrzymać swoją formę fizyczną, nie wyobrażam sobie nic nie robić. (uśmiech)

Rozumiem zatem, że nie zamierzasz zawieszać butów na kołku już w wieku niespełna 19 lat?

– Postanowiłam sobie, że ten czas wykorzystam na odpoczynek, przede wszystkim psychiczny, zdystansowanie się od wszystkich problemów. Widzimy, co dzieje się teraz w naszej rodzimej siatkówce. Nie tylko tej damskiej, ale też i męskiej, bo słyszeliśmy ostatnio o problemach Stoczni czy Chemika Bydgoszcz. Nie idzie to w dobrym kierunku, bo jeszcze kilka lat temu nie było to do pomyślenia, żeby klub podpisał kontrakt, nie mając na to środków. Tak czy inaczej ten sezon odpuszczam, jeżeli chodzi o zawodowe granie. Zobaczę, jaką decyzję podejmę za rok. Być może pomyślę o grze na parkietach I ligi, marzy mi się też wyjazd za granicę do klubu, który byłby w pełni profesjonalny.

Zeszły sezon był dla ciebie w pewnym sensie wyjątkowy, bo definitywnie zakończyłaś etap młodzieżowy swojej kariery i przeniosłaś się do Muszyny. Tam jednak byłaś wyborem numer dwa i niebyt często mogliśmy widywać cię na boisku.

– Powiem szczerze – w Muszynie nie miałam okazji do gry praktycznie w ogóle. Jednak… to był mój najlepszy sezon w życiu. Pomimo tego, że w meczach nie wychodziłam z kwadratu, to na treningach panował pełen profesjonalizm, a z dziewczynami zbudowałyśmy świetną atmosferę. Miałyśmy zapewnione perfekcyjne warunki, niczego nie brakowało. Wiedziałam, że tę rywalizację przegrywam, zwyczajnie Dorota (Medyńska – przyp. red.) jest ode mnie lepsza. Widziałam to przed sezonem, widziałam to na treningach, ale nie ubolewałam nad tym. Akceptowałam to, że gra lepsza, to dla mnie naturalne. Myślę, że sam sezon dał mi wiele, rozwinęłam się i czułam się tam świetnie.

Czyli wcale nie żałujesz, że po 4 latach opuściłaś klub z Bydgoszczy, który właściwie ukształtował cię jako siatkarkę?

– W Pałacu było inaczej, bo grałam tam całą młodzieżówkę, od młodziczki do juniorki. Tamten okres wspominam też bardzo miło, bo miałam na miejscu zarówno szkołę, jak i przyjaciół „z ławki”. Byłyśmy bardzo zżyte. Gra w juniorkach i kadetkach to były dopiero moje początki przygody ze sportem, więc wszystkie wyjazdy, obozy, medale – to było dla mnie duże przeżycie. Z Bydgoszczy miałam też bliżej do domu.

Trzeba przyznać, że libero jest chyba pozycją, na której najtrudniej jest przebić się i wyróżnić na tle młodych zawodniczek, które już mają wyrobioną renomę, takich jak Maria Stenzel, Kinga Drabek czy Monika Jagła, a to przecież tylko kilka przykładów. Nie obawiasz się o to, że przez to powrót na siatkarskie salony może być dla ciebie większym wyzwaniem?

– Pojawiło się bardzo dużo młodych zawodniczek, oczywiście nie tylko na mojej pozycji, ale chyba rzeczywiście taki największy „wysyp” dziewczyn dotyczył zawodniczek grających na libero. Trudno jest przebić się do lepszych klubów, bo te pozycje są pozajmowane przez lepsze dziewczyny. Choćby Marysia Stenzel już debiutowała w reprezentacji narodowej, niedawno też w Lidze Mistrzyń. Brawa dla niej, bo to jest niecodzienna historia, że tak młoda dziewczyna potrafiła już tak daleko zajść w swojej ścieżce rozwoju. Mnie po tym sezonie przerwy na pewno nie będzie łatwo gdzieś się „zakręcić” i znaleźć odpowiedni klub, ale jestem optymistką i jeśli nie w Polsce, to wierzę, że uda mi się to za granicą. Na razie ligi dopiero wystartowały więc jeszcze nic nie mogę powiedzieć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved