Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Karol Kłos: Jeśli trener Heynen będzie chciał, to czemu nie

Karol Kłos: Jeśli trener Heynen będzie chciał, to czemu nie

fot. Łukasz Krzywański

Od pewnego zwycięstwa 3:0 nad MKS-em Będzin rozpoczęli mistrzowie Polski zmagania ligowe w nowym roku. Punkty są im niezbędne, gdyż po słabej pierwszej rundzie sezonu zasadniczego zajmowali dopiero szóste miejsce w tabeli, które z pewnością nie było dla nich satysfakcjonujące. Spotkanie w Sosnowcu podsumował Karol Kłos. – Spotkanie z MKS-em Będzin zagraliśmy bardzo równo, gdyż wszyscy byliśmy w pełni skoncentrowani. Bardzo się cieszymy z tego wyniku, gdyż to był dla nas ważny mecz, ważne trzy punkty. Do tej pory nie graliśmy dobrze na wyjazdach, więc robimy małe kroczki do przodu – powiedział.

Bełchatowianie praktycznie przez całe spotkanie kontrolowali jego przebieg. Wprawdzie w trzecim secie odskoczyli od swoich przeciwników dopiero przy stanie 17:17, jednak ich zwycięstwo nie było ani na moment zagrożone. Szczególnie rzucała się w oko skuteczność w elemencie bloku. W tym elemencie przyjezdni zdobyli aż 14 „oczek” przy zaledwie trzech gospodarzy. – Wszyscy zrobiliśmy wspólnie kawał dobrej roboty. Nie można powiedzieć, że wygraliśmy tylko blokiem. Może było tych bloków więcej, ale i w przyjęciu graliśmy bardzo dobrze i spokojnie. Przede wszystkim zagraliśmy równo i nie robiliśmy jakichś takich głupich błędów, co było kluczem do zwycięstwa – dodał Karol Kłos.



Sam rozmówca zagrał bardzo dobre zawody, zdobywając w sumie 15 punktów, z czego 9 w następstwie dobrego ataku, 4 blokiem oraz dodając do tego 2 asy serwisowe. Na fakt, że komisarz zawodów nie przyznał mu statuetki MVP, mogły mieć wpływ dwie niewykorzystane przechodzące piłki na czystej siatce. – Dobra obrona. Raz dobra obrona i drugi raz też dobra obrona. Nie mogę nic więcej powiedzieć. Chłopaki zrobiły dobrą robotę. Jakby odpuścili te piłki, to pewnie by wpadły, ale że nie odpuścili, to je wybronili. Czasem trzeba po prostu ukłonić się i powiedzieć: zrobiłeś dobrą robotę. Ja robiłem, co mogłem – skwitował z uśmiechem środkowy PGE Skry.

Ekipa dowodzona przez Roberto Piazzę do Sosnowca przyjechała tylko w dziesięcioosobowym składzie, gdyż kontuzje uniemożliwiły występ Mariuszowi Wlazłemu, Arturowi Szalpukowi, Robertowi Milczarkowi oraz Patrykowi Czarnowskiemu. Wobec powyższego w wyjściowej „szóstce” pojawili się Renee Teppan oraz Piotr Orczyk, którzy przyczynili się do zwycięstwa swojej drużyny. – Cieszy to, że ta drużyna to dźwiga. Spotkanie z będzinianami nie było łatwym meczem i widać było, że przeciwnicy też chcieli, ale my zagraliśmy równo i w pełni skoncentrowani od samego początku do końca. Zmiennicy chłopaków weszli i zrobili kawał dobrej roboty. Piotrek Orczyk świetny mecz, Renee Teppan to samo. Zresztą gdzie nie spojrzeć, to każdy fajną cegiełkę dołożył do wygrania tego spotkania. I tak powinniśmy podchodzić do każdego meczu. Zawsze będę powtarzał, że gra drużyna, a nie nazwiska. Mariusz Wlazły, Artur Szalpuk, Patryk Czarnowski czy Robert Milczarek to są świetni zawodnicy, ale jeżeli chce się walczyć o najwyższe cele przez tak długi sezon z tyloma spotkaniami, to trzeba mieć długą ławkę rezerwowych oraz zawodników, którzy jak przyjdzie taki moment, to pociągną drużynę. W tamtym roku wobec kontuzji Grzesia Łomacza świetnie spisywał się Marcin Janusz i tym się wygrywa. Wygrywa się drużyną, a nie jednostkami – powiedział Kłos.

Przed PGE Skrą Bełchatów szereg trudnych pojedynków nie tylko w PlusLidze, ale także w Lidze Mistrzów oraz Pucharze Polski. – Chcąc grać o najwyższe cele, nie ma łatwej drogi. Będziemy się skupiać na każdym meczu. Mam nadzieję, że część chłopaków wróci, bo trenuje nam się ciężko teraz, jak jesteśmy przerzedzeni, bo nie możemy tak naprawdę normalnie potrenować. Jak widać jednak, radzimy sobie jakoś i to jest pocieszające i mobilizujące przed kolejnymi spotkaniami – dodał reprezentant Polski.

Szóste miejsce po I rundzie sezonu zasadniczego sprawiło, że bełchatowianie nie byli rozstawieni przy losowaniu ćwierćfinałów Pucharu Polski. Los nie był dla nich łaskawy, gdyż trafili na niepokonaną w tym sezonie ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, co sprawiło, że któraś z tych drużyn nie zagra w fazie finałowej. – Nie ma się co oszukiwać, że trochę szczęśliwie weszliśmy do Pucharu Polski i możemy w nim dalej grać i walczyć. Trafiamy na ZAKSĘ. Fajnie, bo będzie to na pewno dobre i ciekawe spotkanie. Jeżeli chce się wygrać Puchar Polski, to trzeba wygrywać z każdym – stwierdził.

Mistrz świata z 2014 roku zrobił sobie w tym sezonie przerwę od sezonu reprezentacyjnego z uwagi na chęć podleczenia swojego zdrowia. Teraz jak sam twierdzi, czuje się bardzo dobrze i chciałby powalczyć o miejsce w kadrze. Zdaje sobie jednak sprawę, że po zeszłorocznym sukcesie jego kolegów stoi przed nim trudne zadanie. – Nie ukrywam, że myślę o tym, żeby znowu założyć biało-czerwoną koszulkę, ale na to trzeba sobie zasłużyć. I ten sezon jest po to żeby coś pokazać. Te najważniejsze mecze są przed nami, więc jeszcze jest czas, żeby doszlifowywać pewne rzeczy. Ciągle we mnie jest głód grania, więc jeżeli tylko trener będzie chciał, jeżeli na to zasłużę to czemu nie. Odpukać, czuję się świetnie, gram bez proszków przeciwbólowych, więc jeżeli tylko będę zdrowy i dostanę powołanie od trenera to bardzo poważnie go rozważę – zakończył.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved