Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Kamila Witkowska: Trzeba nastawić się na twardą walkę

Kamila Witkowska: Trzeba nastawić się na twardą walkę

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Liga Siatkówki Kobiet wkroczyła w decydującą fazę i przed nami pierwsze starcia półfinałowe. W niedzielę w Rzeszowie Developres podejmować będzie ŁKS Łódź, a potyczka obu ekip budzi wiele emocji, gdyż te rywalizowały już o najważniejsze cele w ubiegłym sezonie. – Najważniejsze to dobrze zacząć u siebie z pozytywnymi nastrojami, kiedy kibice są po naszej stronie, bo w Łodzi na pewno będzie się nam ciężej grało. Nie ma co ukrywać, ale w Łodzi są kibice, którzy pochodzą z różnych środowisk nie tylko siatkarskich i jest to często doping niekulturalny. To słychać na boisku i gdzieś tam w głowach się kotłuje. Kluczową rzeczą jest zacząć rywalizację od zwycięstwa w Rzeszowie, bo wówczas będzie się nam nieco łatwiej grało w Łodzi – uważa środkowa rzeszowskiego zespołu, Kamila Witkowska.

W niedzielę zaczynacie rywalizację play-off od pierwszego półfinałowego starcia z ŁKS-em Commercecon Łódź. Przychodzi czas najważniejszych meczów w sezonie?



Kamila Witkowska: Tak przychodzi czas, na który tak długo czekałyśmy, żeby walczyć o to, co sobie założyłyśmy na początku sezonu. Czekamy na tę rywalizację, trenujemy i ćwiczymy też naszą mentalność, bo bardzo duży sukces musimy odnieść w tym elemencie.

W rundzie zasadniczej LSK wygrałyście dwukrotnie z ŁKS-em, podobnie było w półfinale Pucharu Polski. Przewaga psychologiczna jest po waszej stronie, ale rywalizacja w play-off to jednak coś zupełnie nowego i to, co było wcześniej, już się nie liczy.

Dokładnie. Teraz każdy będzie chciał wygrać wszystko, co się da. To będzie na pewno zupełnie inny mecz od tych poprzednich. Trzeba zapomnieć o tym, co było w rundzie zasadniczej, i nastawić się na twardą walkę. Każdy będzie grał pod delikatną presją, bo każdy chce przejść do finału. Wiemy, jak to wygląda – jak się przegra półfinał, to się przegrywa wszystko. Każdy więc postawi wszystko na jedną kartę, żeby te mecze wygrać i być w finale.

Zaczynacie rywalizację meczem u siebie, co na pewno jest handicapem, ale też na pewno jest presja, bo w przypadku porażki na kolejny mecz jedzie się z nożem na gardle?

No tak, ale to może być w dwie strony. Najważniejsze to dobrze zacząć u siebie z pozytywnymi nastrojami, kiedy kibice są po naszej stronie, bo w Łodzi na pewno będzie się nam ciężej grało. Nie ma co ukrywać, ale w Łodzi są kibice, którzy pochodzą z różnych środowisk nie tylko siatkarskich i jest to często doping niekulturalny. To słychać na boisku i gdzieś tam w głowach się kotłuje. Kluczową rzeczą jest zacząć rywalizację od zwycięstwa w Rzeszowie, bo wówczas będzie się nam nieco łatwiej grało w Łodzi.

Ta dłuższa przerwa w oczekiwaniu na półfinałowego rywala z rytmu was nie wybije? Co prawda miałyście sparingi z Chemikiem Police, ale takiego regularnego grania o stawkę nie było…

Myślę, że nie, bo te sparingi nam sporo dały i pozwoliły, że ten system meczowy w jakiś sposób utrzymać. Mam nadzieję, że to się przełoży na mecz z ŁKS-em, bo grałyśmy z Chemikiem, który jest najmocniejszy w lidze. Kontrolna rywalizacja na pewno dała nam sporo do myślenia, ale przede wszystkim był to bardzo dobry sprawdzian i trening. Mam nadzieję, że pozytywnie się to przełoży na mecze półfinałowe.

Czy na tym etapie można czymś jeszcze zaskoczyć rywalki?

Jeżeli gra się tyle spotkań, to myślę, że żadnego zaskoczenia nie będzie. Taktyczne wykonywanie swoich zadań musimy cały czas utrzymywać i przede wszystkim koncentracja. Sporą role odgrywać będzie zagrywka. Jak uda się nam odrzucić rywalki od siatki, to będzie łatwiej się grało. Blok mamy całkiem niezły na wysokich piłkach, więc myślę, że to może być kluczowe na to spotkanie.

W tej rywalizacji z ŁKS-em od ubiegłego sezonu zawsze coś się dzieje i emocje są ogromne. W ubiegłym sezonie przegrałyście wygrany – wydawać by się mogło – już decydujący mecz półfinałowy. W tegorocznym półfinale Pucharu Polski, prowadząc bardzo wysoko, o mały włos nie przegrałybyście kluczowego seta. Czy można się spodziewać teraz takich „cudów”?

Mam nadzieję, że nie, chociaż te mecze będą już na innym poziomie ze względu na emocje, bo one są o ogromną stawkę, a takie spotkania zawsze się gra ciężko. Oba zespoły będą pod presją, choć wydaje mi się, że rywalki pod nieco większą, bo nie wygrały z nami w tym sezonie. Mam nadzieję, że to się przełoży i będziemy grały swoją siatkówkę. Pierwsze punkty mogą być nerwowe, ale ważne, żeby to opanować, szybko z tego wyjść i grać to, co potrafimy najlepiej. Cały sezon za wyjątkiem jakiś drobnych wpadek na wysokim poziomie i mam nadzieję, że utrzymamy go do końca. Zostało naprawdę miesiąc grania i ważne jest utrzymanie formy, bo techniki nie da się już za dużo poprawić.

W ubiegłym sezonie również rywalizowałyście w półfinale z ŁKS-em Commercecon, ale pewnie już to wymazałyście z głowy, tym bardziej, że teraz macie już inną drużynę?

Zgadza się, mamy zupełnie inny zespół, ja zresztą jestem też już w innej roli. Mam nadzieję, że będę mogła pomóc zespołowi na tyle, na ile potrafię. Liczę, że zagramy to spotkanie bardzo zespołowo, a jeżeli któraś z nas nie będzie akurat dyspozycyjna, to koleżanka, która za nią wejdzie, po prostu stanie na wysokości zadania i mam nadzieję, że to też będzie klucz do sukcesu.

W niedzielne popołudnie zapowiada się też rekord frekwencji na Podpromiu?

Ma być już więcej miejsc przeznaczonych dla kibiców i mamy nadzieję, że będą one wypełnione. Godzina jest taka, że często się śmiejemy, że to „czas do kotleta” , ale liczymy, że przyjdą całe rodziny i trybuny będą pełne. To są mecze o dużą stawkę i przykro byłby grać, gdyby kibice nie dopisali. Dość mocno ten mecz jest rozreklamowany i mam nadzieję, że ludzie przyjdą choć z ciekawości zobaczyć, jak wygląda żeńska siatkówka w Rzeszowie.

Z tą frekwencją nie powinno być źle, skoro od pewnego czasu na mecze rundy zasadniczej przychodziło regularnie po 2,5 – 3 tys. widzów, co pokazuje, że coś z zainteresowaniem kobiecej siatkówki w Rzeszowie ruszyło…

To nas bardzo cieszy. Pamiętam w ub. sezonie jak to było, często pustki na trybunach, chociaż była też Liga Mistrzyń. Teraz trybuny się coraz bardziej zapełniają, kibice nas dopingują, co na pewno dodaje nam skrzydeł. Mam nadzieję, że kiedyś Podpromie będzie na naszych meczach wypełnione tak, jak to miało miejsce na meczach Asseco Resovii, bo na pewno w takiej sytuacji gra się dużo lepiej. Fajnie, jak trybuny żyją na meczach.

Wobec słabego sezonu siatkarzy Asseco Resovii to Developres jest teraz oczkiem w głowie kibiców w Rzeszowie.

Tak, ale to właśnie pokazuje, jaki my mamy, nie wiem czy tylko Polacy, stosunek do tego, jak zespół gra, czy jak zawodnik w danym sporcie osiąga sukcesy lub nie. Prawda jest taka, że każdemu mogła się powinąć noga. Przykro było patrzeć, kiedy Resovia grała nie najlepsze spotkania, kibice mówili różne nieprzyjemne rzeczy, zamiast wspierać i być na dobre i złe. O ile przy kilku pierwszy spotkaniach jeszcze tacy są, ale później już trybuny świecą pustkami, gdzie przed samym sezonem były wykupione karnety niemal na całą halę.

źródło: lsk.plps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-04-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved