Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Kamil Maruszczyk: W tej hali i w takiej atmosferze nie wypadało zagrać słabo

Kamil Maruszczyk: W tej hali i w takiej atmosferze nie wypadało zagrać słabo

fot. Marcin Kiejpasz

– Nie wiem, jak to wyglądało z boku, ale wewnątrz tego organizmu, jakim jest drużyna, czuć było pewność siebie. Były zacięte końcówki, w pierwszych dwóch setach był stan 20:20 na tablicy wyników, ale nie było paniki, nerwów. Parę razy pokazywaliśmy już, że nawet po przegranym pierwszym secie potrafiliśmy się podnieść, więc nie panikujemy w końcówkach, bo wiemy, że jeden stracony set nie oznacza niczego złego – powiedział Kamil Maruszczyk, przyjmujący Gwardii Wrocław.

Gratuluję zwycięstwa. Szybko poprawiliście swoją grę i zaprezentowaliście się w tym meczu znacznie lepiej niż tydzień temu w Częstochowie.



Kamil Maruszczyk: – Potrzebowaliśmy tego. Ja mam bardzo złe wspomnienia, jeżeli chodzi o te pierwsze kolejki po świętach. Pamiętam, że podobny wynik spotkał nas w barwach Norwida w Krakowie, gdzie pojechaliśmy i przegraliśmy 0:3. Cieszę się, że udało się szybko w tym styczniu obudzić i że nie zostajemy z tyłu. Wiadomo, że drużyna z Częstochowy na pewno nie zasługuje na miejsce, które zajmuje, bo ma naprawdę superzawodników. Coś tam od początku nie funkcjonowało jak należy. Ale musimy wygrywać mecze z drużynami, które są na samym dole tabeli, jeżeli chcemy myśleć o byciu w czwórce.

Zapisałeś na swoim koncie kolejny dobry mecz, ale co z twoim zdrowiem? W meczu z Norwidem można było odczuć, że brakowało cię na boisku.

– Ze zdrowiem jest lepiej. Mam tutaj superopiekę Filipa Zająca – fizjoterapeuty, który wie, co robi. Zajmujemy się też moim problemem, nie tylko leczymy skutki, a przyczyny, dlatego troszkę okres świąteczno-noworoczny mnie ominął. Nie zdążyłem się wykurować na mecz z Norwidem, który dla mnie był w jakiś sposób istotny, bo nie dość, że się tam wychowałem, to jeszcze grałem rok temu. Zawsze fajnie pokazać się u siebie. A czy mnie brakowało? W jakimś stopniu na pewno, ale byliśmy w tamtym dniu w takiej formie, że nie wiem, czy pomógłby nam Michał Winiarski za najlepszych lat. Tamten mecz już był, musimy to potraktować jako frycowe po świętach, które zapłaciliśmy i idziemy do przodu.

W sobotę Akademicy postawili wam trudne warunki w pierwszych dwóch setach i chyba niewiele zabrakło, żeby ten mecz nie skończył się w trzech partiach.

– Nie wiem, jak to wyglądało z boku, ale wewnątrz tego organizmu, jakim jest drużyna, czuć było pewność siebie. Były zacięte końcówki, w pierwszych dwóch setach był stan 20:20 na tablicy wyników, ale nie było paniki, nerwów. Parę razy pokazywaliśmy już, że nawet po przegranym pierwszym secie potrafiliśmy się podnieść, więc nie panikujemy w końcówkach, bo wiemy, że jeden stracony set nie oznacza niczego złego. W tej hali i w takiej atmosferze nie wypadało zagrać słabo.

Nie mieliście gdzieś z tyłu głowy, że być może był to wasz ostatni mecz w tej hali?

– Myślę, że w jakimś stopniu na pewno. Padł rekord frekwencji. Z jednej strony wiadomo, że jest to hala, która infrastrukturalnie nie pasuje do poziomu rozgrywek i trzeba sobie to jasno powiedzieć, ale przynajmniej jakaś jest. Ja tęsknię za halami, które miały swój klimat, jak Polonia, stare hale w Nysie czy Kędzierzynie-Koźlu. Atmosfera była wspaniała. O wiele bardziej wolę grać w takich obiektach niż hangarach, w których słychać, jak zawodnicy krzyczą na boisku, a kibiców nie słychać, bo są rozproszeni po wielkim obiekcie. Jeżeli to był ostatni mecz w tej hali, to fajnie, że udało się wygrać. Zrobiliśmy wszystko, żeby wspomnienia z tej hali były jak najlepsze, ale z drugiej strony bardzo szkoda ze względu na atmosferę. Myślę, że za pięć lat ludzie będą pamiętać mecze we Wrocławiu, a nie na przykład, z całym szacunkiem, mecze w Częstochowie czy Wrześni. To jest coś, co wyróżnia ten klub i to jest fajne.

Teraz nie macie zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo jako jedna z niewielu ekip już w środę zagracie w Siedlcach.

– Bardzo dobrze. Lubimy dużo grać. Tak naprawdę nikt nie lubi tylko trenować. Dobrze też, że mamy mecz wyjazdowy i już we wtorek możemy jechać, bo są zawirowania z obiektem. Może lepiej będzie wyjechać, skupić się wyłącznie na meczu, bo tutaj nie wiadomo, czy przejście do nowej hali odbyłoby się w płynny sposób. Myślę, że odcięcie się od tego wszystkiego dobrze nam zrobi.

Od tego sezonu można śledzić statystyki w I lidze, powstają rankingi indywidualne. Ty jesteś w czołówce kilku z nich, ale czy w ogóle zwracasz na to uwagę? Ma to dla ciebie jakieś znaczenie?

– Myślę, że tak. Jest to po to, żeby co jakiś czas na to zerknąć. Wiadomo, to nie jest piłka nożna, że ja wezmę piłkę i będę strzelał z trzydziestu metrów, żeby mieć jak najwięcej bramek. Można powiedzieć, że to taki deser. Na boisku się o tym nie myśli, bo ja atakuję z tych piłek, które mam od rozgrywającego. Nie mówię mu, żeby dał mi więcej, bo i tak wygramy, a ja sobie nabiję punkty, tak to nie funkcjonuje. Na pewno fajnie, że można później zobaczyć, utwierdzić się w przekonaniu, że to, co się robi, robi się dobrze. Ogólnie pierwsza liga poszła troszkę do przodu, jeśli chodzi o sprawy marketingowe i medialne, Myślę, że to dobry kierunek i oby tak dalej.

Od dłuższego czasu jako zespół utrzymujecie się w środku tabeli. Uważasz to za dobre miejsce dla Gwardii?

– W jakimś stopniu odzwierciedla to możliwości organizacyjno-sportowe, ale gdybyśmy grali w tej hali fazę play-off i bylibyśmy rozstawieni w pierwszej czwórce, czyli mielibyśmy dwa pierwsze mecze u siebie, to ja, gdybym nie był zawodnikiem, tylko patrzył na to z boku i grał u bukmachera, to bym obstawił, że Gwardia te spotkania wygra. Co się zdarzy później… Ta liga jest naprawdę wyrównana, każdy wygrywa z każdym, my jako zawodnicy, ten szkielet może nie starszych, ale tych, którzy już pograli w I lidze, nie gramy po to, żeby mieć szóste czy siódme miejsce. Już takie lokaty mieliśmy i na pewno podczas każdego meczu gramy, żeby wygrać. Jak w kwietniu spojrzę na klasyfikację końcową i zobaczę Gwardię na siódmym miejscu, to powiem, że niby wyszło fajnie, klub zadowolony, bo taki był cel, nie było w tym roku planów podbijania PlusLigi, ale osobiście uznam, że ten wynik jest w najlepszym wypadku przyzwoity.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved