Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Kamil Maruszczyk: Porażka byłaby nie do zniesienia

Kamil Maruszczyk: Porażka byłaby nie do zniesienia

fot. Gwardia Wrocław

– Była to walka i z przeciwnikiem, i z własnymi słabościami. To, co zrobiliśmy w tym pierwszym secie, to skandal i siatkarski kryminał. Odbiło się to też na początku drugiego seta, którego słabo zaczęliśmy. Dobrze, że się pozbieraliśmy, bo porażka w trzech setach, po tak oddanej pierwszej partii, byłaby nie do zniesienia. To mogłoby zatrzymać nasz pęd, który nabraliśmy na początku ligi – powiedział przyjmujący Gwardii Wrocław i MVP spotkania, Kamil Maruszczyk.

Kamil, przede wszystkim gratulacje dla ciebie. 31 punktów w spotkaniu na 69% skuteczności. To zdarza się bardzo rzadko. Świetny występ i zasłużona nagroda MVP.



Kamil Maruszczyk: – Dziękuję bardzo. Na pewno było to bardzo wymagające spotkanie pod względem wysiłku. W ataku bardzo fajnie się czułem, ale to się odbiło na moim przyjęciu. Bardzo trudno jest się skoncentrować na tych dwóch elementach i utrzymać je na wysokim poziomie. Muszę pracować nad tym, żeby w meczach, w których dostaję więcej piłek, to przyjęcie nie cierpiało. Stać mnie na to, bo były już spotkania, gdzie wyglądało to lepiej niż tutaj. Co do samego poziomu meczu to myślę, że naszym głównym problemem było przyjęcie. Na szczęście dobrze radziliśmy sobie na wysokiej piłce. Kolejnym problemem był brak rozruchu przed spotkaniem, a przestawienie się z hali przy ulicy Krupniczej na tak wielki obiekt jest dosyć wymagające. Najważniejsze jest jednak to, że trzy punkty wracają do Wrocławia.

Było to dość dziwne spotkanie. W pierwszym secie cały czas prowadzicie, w końcówce to AZS wygrywa. Drugi set to odwrotna sytuacja, a kluczem do zwycięstwa okazał się chyba ten morderczy trzeci set?

– Była to walka i z przeciwnikiem, i z własnymi słabościami. To, co zrobiliśmy w tym pierwszym secie, to skandal i siatkarski kryminał. Odbiło się to też na początku drugiego seta, który słabo zaczęliśmy. Dobrze, że się pozbieraliśmy, bo porażka w trzech setach po tak oddanej pierwszej partii byłaby nie do zniesienia. To mogłoby zatrzymać nasz pęd, który nabraliśmy na początku ligi. Cieszymy się, że po raz kolejny wygrywamy z własnymi słabościami. Mecz był szarpany, było w nim dużo walki, ale my potrafimy walczyć i udowodniliśmy to dzisiaj.

Kamil Maruszczyk, czyli chłopak, który wychował się na AZS-ie. Rok temu w barwach Norwida rozegrałeś bardzo dobry mecz przeciwko akademikom. Teraz przyjeżdżasz do Częstochowy i grasz jeszcze lepiej przeciwko klubowi swojego dzieciństwa. Takie spotkania wyzwalają w tobie dodatkowe emocje?

– Jak najbardziej! Lubię takie spotkania. Gdyby nie AZS, gdyby nie to, że ten zespół był wtedy na naprawdę wysokim poziomie, prawdopodobnie teraz nie grałbym w siatkówkę. Żałuję, że nigdy nie miałem szansy zagrać w Hali Polonia. To jest dla mnie świątynia siatkówki. Nawet zapach tej hali, gdy się tam wchodzi, wzbudza dodatkowe emocje. Jadąc tutaj, oglądałem jakieś stare akcje AZS-u, żeby się na to spotkanie zmobilizować. Jest to klub, który mam w sercu i czekam, aż wróci na należne mu miejsce.

W twojej karierze przewijały się tylko dwa miasta: Kraków i Częstochowa. Dlaczego teraz wybór padł na Wrocław?

– Głównym powodem mojego pobytu w Krakowie były studia. Chciałem spokojnie ukończyć naukę na AGH, dlatego Hutnik i właśnie AGH. Potem był krótki pobyt w Częstochowie, ale stwierdziłem, że te większe miasta bardziej mi służą. Naprawdę dobrze się czuję i zostałem świetnie przyjęty. Jest to bardzo otwarte miasto, gdzie ludzie są bardzo pomocni. Myślę, że to widać w mojej dyspozycji na boisku, bo nie potrzebowałem dużo czasu, żeby zadomowić się w Gwardii i świetnie się w tym klubie czuję.

Jako beniaminek byliście skazywani na walkę o utrzymanie. Póki co utrzymujecie się w czołówce ligi i wyrastacie na czarnego konia rozgrywek.

– Tabela na tę chwilę nie jest rzeczą istotną. Jesteśmy beniaminkiem, ale jeśli spojrzy się na nasz skład, to każdy ma doświadczenie ligowe. Michał Superlak występował w PlusLidze. Bartek Dzikowicz też rozgrywa już kolejny sezon w pierwszej lidze. Jest również Maciek Naliwajko, który wygrywał ligę razem z GKS-em Katowice. Każdy, kto jest w szóstce bądź jej okolicach, ma jakieś doświadczenie i również charakterologicznie to wszystko fajnie zagrało. Nie jesteśmy na tyle doświadczonym zespołem, żeby wygrywać mecze na stojąco, więc nadrabiamy walecznością i na każdym kroku to pokazujemy.

Jaki jest wasz realny cel na ten sezon? Walka o awans czy spokojne utrzymanie?

– Celem postawionym przez klub jest spokojne utrzymanie, czyli awans do fazy play-off, żeby nie martwić się w końcówce sezonu o baraże. Myślę, że liga jest tak wyrównana, że śmiało możemy zdziałać coś wielkiego. Nie użyję słowa „awans”, bo to nie jest tak, że wygra się ligę i jest awans. Jesteśmy w stanie utrzymywać się w czołówce ligi i po prostu chcemy wygrywać każdy kolejny mecz. Zobaczymy, co z tego będzie. Nie gramy tutaj dla pieniędzy. Nikt nam nie obiecywał złotych gór za konkretne miejsca, ale są tutaj ludzie, którzy chcą walczyć i to widać.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-10-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved