Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > K. Strasz: Nastawiamy się na ciężką przeprawę

K. Strasz: Nastawiamy się na ciężką przeprawę

fot. Katarzyna Antczak

Siatkarki ŁKS-u Łódź w czwartek nie zdołały powstrzymać rzeszowianek przed odniesieniem kolejnego zwycięstwa. Przed beniaminkiem jednak arcyważny mecz w Sopocie. – Każdy będzie chciał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, dlatego nastawiamy się na ciężką przeprawę, musimy zrobić wszystko, by wyeliminować nasze błędy, popełniamy ich mnóstwo, część z nich jest kwestią niedogadania. Dużo pracy przed nami, a mamy tylko dwa dni przerwy pomiędzy meczami. Oby udało nam się w tym czasie zregenerować i wyciągnąć wnioski – powiedziała Krystyna Strasz, libero zespołu, która od początku listopada dba o jakość przyjęcia w łódzkiej ekipie.

Po udanym meczu w Ostrowcu Świętokrzyskim i przerwanej serii porażek wydawało się, że u siebie jesteście w stanie sprawić niespodziankę. Jesteś zawiedziona tym, że mecz z Developresem miał mimo wszystko jednostronny przebieg?



Krystyna Strasz: Myślę, że na pewno jestem zawiedziona, bo chciałyśmy wyrwać rywalkom jakieś punkty, a myślę, że mogłyśmy nawet pokusić się o zwycięstwo. Musimy wyeliminować nasze błędy własne, które były naszą zmorą także w Ostrowcu Św., gdzie na szczęście nie przeszkodziło nam to w wygranej. Tutaj jednak przy przeciwniku z wyższej klasy okazało się, że taka gra to za mało, by napsuć krwi rzeszowiankom.

Dołączyłaś do zespołu dopiero w drugiej połowie listopada i musiałaś wprowadzić się do tego zespołu, to nie była komfortowa sytuacja..

– Przede wszystkim miałam długą przerwę od siatkówki i to było kluczowym elementem, który zaważył na mojej grze. Musiałam w dwa tygodnie nadrobić praktycznie pół roku nieobecności na boisku. To było najtrudniejszym zadaniem. Jeśli chodzi o zespół, to są w nim bardzo fajne, zgrane już ze sobą dziewczyny. Trzeba było się jedynie dopasować, dostosować do nich. Myślę, że ten pierwszy etap mam już za sobą, teraz pozostaje mi zająć się tą drugą częścią, czyli wspólną walką o jak najlepszy wynik.

Przychodząc do ŁKS-u, każdy ocenia cię przez pryzmat dotychczasowych osiągnięć, występów w reprezentacji Polski. Masz mniejszy margines błędu niż pozostałe zawodniczki?

– Być może tak jest, ale ja staram się podchodzić do wszystkiego tak spokojnie, jak tylko mogę. Na treningach robię „swoje”, chcę jak najszybciej dojść do swojej formy, gwarantującej pewną i stabilną grę. Wiem, że tej pracy jest jeszcze dość dużo przede mną. Myślę, że z każdym meczem będzie coraz lepiej.

Przez wiele lat występowałaś w zespole z Dąbrowy Górniczej i to właśnie z tym klubem jesteś kojarzona. Jak czujesz się w Łodzi?

– To dla mnie bardzo duża zmiana, przemeblowanie w życiu, którego do tej pory nigdy nie miałam, cały czas byłam blisko swojego domu. Na początku sezonu nie wiedziałam, czy będę wracała do gry w ekstraklasie czy nie, a decyzję podjęłam w pierwszych dniach listopada. Muszę się przyzwyczaić do tego, że wszędzie są korki, zawsze trzeba wyruszyć dużo wcześniej. Troszkę mi zajmie, zanim poznam miasto, nauczę się jeździć bez GPS-u. (uśmiech) Jeśli chodzi o zespół, to z niektórymi dziewczynami znałam się wcześniej, z pozostałymi już też mam dobry kontakt, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Mówi się, że w Atlas Arenie trudno jest znaleźć punkty odniesienia, a dla zawodniczki grającej na pozycji libero orientacja i przewidywanie tego, gdzie upadnie piłka, są bardzo ważne. Jak ci się układa gra w tak dużej hali?

– Kiedy trenuje się tutaj codziennie, na pewno jest to łatwiejsze niż dla zespołu, który przyjeżdża tutaj tylko na mecz, a zwykle trenuje w mniejszym obiekcie. My często trenujemy w hali przy ul. Skorupki, ale te 2-3 treningi wcześniej przed meczem w Atlas Arenie są dla nas dużym ułatwieniem.

Kolejne spotkanie rozegracie w Sopocie, gdzie powinno być wam łatwiej o ligowe punkty…

– Jest to zespół w naszym zasięgu, będziemy chciały w starciu z sopociankami zdobyć punkty. To drużyna młoda i waleczna, jeśli pozwolimy im grać swoje, rywalki na pewno zrobią wszystko, aby zwyciężyć. Musimy narzucić swoje tempo gry, a nie tak jak to było w ostatnich meczach – dać się rozegrać przeciwniczkom.

Jesteście beniaminkiem Orlen Ligi, sopocianki z kolei są najmłodszą drużyną ekstraklasy. Mecz z „atomówkami” będzie tym, w którym nerwy będą rozdawać karty?

– Możliwe, że tak, bo zarówno dla nas, jak i dla sopocianek każdy punkt w tabeli jest na wagę złota. Każdy będzie chciał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, dlatego nastawiamy się na ciężką przeprawę, musimy zrobić wszystko, by wyeliminować nasze błędy, popełniamy ich mnóstwo, część z nich jest kwestią niedogadania. Dużo pracy przed nami, a mamy tylko dwa dni przerwy pomiędzy meczami. Oby udało nam się w tym czasie zregenerować i wyciągnąć wnioski, bo jak się okazuje, w każdym spotkaniu mamy kłopoty z troszkę czymś innym.

W dole tabeli Orlen Ligi jest wiele zespołów, które prezentują zbliżony poziom. To nietypowa sytuacja, bo zazwyczaj mieliśmy do czynienia z 1-2 drużynami, które odstawały od pozostałych. O czym to świadczy?

– Trudno mi powiedzieć, jak wpływa to na jakość rozgrywek. Z perspektywy kibica to chyba dobrze, bo nie ma zespołu, który jest jedynie drużyną do bicia. Każdy walczy i stara się zdobywać tyle punktów, ile tylko może. Myślę, że dobrze, że tak to się układa.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-12-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved