Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Jóna Vigfúsdóttir: Polonia na Islandii jest dosyć liczna

Jóna Vigfúsdóttir: Polonia na Islandii jest dosyć liczna

fot. CEV

Dla siatkarek reprezentacji Islandii turniej eliminacyjny do mistrzostw świata był nie lada gratką. Choć Islandkom nie udało się zdobyć w Warszawie nawet seta, to zwłaszcza starcie z Cypryjkami w kontekście nadchodzących Igrzysk Małych Państw miało niebagatelne znaczenie. – Te rozpoczynają się już w kolejny weekend. Myślę, że dobrze się stało, że mogłyśmy tutaj w Warszawie zobaczyć w akcji Cypryjki, bo tak naprawdę minęły dwa lata, odkąd z nimi grałyśmy. Przypomniałyśmy sobie trochę, jak gra ta drużyna – powiedziała Jóna Vigfúsdóttir, kapitan i przyjmująca islandzkiej ekipy. Opowiedziała również o tym, jak wygląda siatkówka w tym kraju i zdradziła kilka ciekawostek dotyczących kraju lodu i ognia.

Mecz z reprezentacją Cypru był jedynym meczem w tym turnieju, w którym rzeczywiście spotkałyście się z równorzędnym rywalem. Pokazał to drugi set, gdzie prowadziłyście już 21:12, by ostatecznie ulec Cypryjkom 24:26…



Jóna Vigfúsdóttir: Tak, szczerze mówiąc, nie potrafię wyjaśnić, co się wtedy stało. Znamy Cypryjki, właściwie kiedyś dość często mierzyłyśmy się z tą reprezentacją. Powinnyśmy wygrać ten mecz, uważam, że jesteśmy lepszą drużyną, dlatego czujemy się trochę zawiedzione.

Na Torwarze przede wszystkim jednak zebrałyście ogromną lekcję od zespołów, które należą do europejskiej czołówki. Taka okazja nie przytrafia się wam chyba zbyt często?

Rzadko mamy taką możliwość, by w tak krótkim czasie móc zebrać tyle doświadczenia i nauki. Wiedziałyśmy, jakie są nasze umiejętności, dlatego też nieprawdą byłoby stwierdzenie, że przyjechałyśmy tutaj coś ugrać, to nie o to chodziło. Na pewno jednak grając przeciwko zespołowi z Cypru, oczekiwałyśmy po sobie więcej. Potraktowałyśmy ten turniej jako bardzo wymagającą sesję treningową, bo w naszych najśmielszych planach nie mogłyśmy myśleć o próbie dostania się na mistrzostwa świata.

Priorytetem dla reprezentacji Islandii są Igrzyska Małych Państw Europy…

Te rozpoczynają się już w kolejny weekend. Myślę, że dobrze się stało, że mogłyśmy tutaj w Warszawie zobaczyć w akcji Cypryjki, bo tak naprawdę minęły dwa lata, odkąd z nimi grałyśmy. Przypomniałyśmy sobie trochę, jak gra ta drużyna. Cypryjki dysponują dobrą grą w defensywie i prawdę powiedziawszy, są zespołem wyższym, niż je zapamiętałam. (uśmiech) Nie jestem aż tak bardzo zdenerwowana samym faktem, że tutaj przegrałyśmy. Po prostu nie zagrałyśmy tak, jak potrafimy, w przeciwnym wypadku wynik byłby zgoła inny.

Mogłabyś troszkę przybliżyć naszym czytelnikom, jakie miejsce zajmuje w Islandii siatkówka? Jedyne, co wiemy, to że nie jest ona tak profesjonalna, jak w Polsce…

Nie, zdecydowanie nie. Na Islandii są może trzy kluby, w których utrzymuje się profesjonalny stosunek do siatkówki. Ja akurat tam nie gram, ale reszta moich koleżanek z reprezentacji już tak. Liga nie jest zbyt silna, a w rozgrywkach bierze udział sześć ekip. Nie da się, uprawiając siatkówkę, wyżyć na Islandii, nie ma z tego żadnych pieniędzy. Właściwie to nawet przyjeżdżając tutaj, każda z nas musiała za to zapłacić z własnej kieszeni. My po prostu czerpiemy radość z samej gry, stąd nasze zupełnie inne nastawienie na tym turnieju. Mamy nadzieję, że nasz poziom gry jednak również się poprawi, samo dotarcie do drugiej rundy kwalifikacji to był dla nas duży krok naprzód. Stąd też nasza radość pomimo tego, że nie udało nam się tutaj wygrać nawet jednego seta.

Jak długo przygotowywałyście się do tego sezonu?

Trenujemy razem od trzech tygodni, dlatego nie jesteśmy jeszcze w takiej formie, w jakiej powinnyśmy być. To jednak przyjdzie z czasem, na razie jest to wyczuwalne, że nie grałyśmy ze sobą zbyt długo. Z tego powodu ten turniej był dla nas dobrą okazją, by wzajemnie lepiej się rozumieć na boisku.

W piątek każda z drużyn miała do dyspozycji jeden dzień wolny od rozgrywek. Jak go wykorzystałyście?

Poszłyśmy na zakupy. (uśmiech) Byłyśmy bardzo zaskoczone tym, jak niskie są ceny w Polsce. Rozmawialiśmy też przy okazji z wieloma ludźmi i każdy z nich był dla nas bardzo miły. Bardzo nam się tutaj spodobało. Pierwszego dnia musiałyśmy troszkę się przystosować do wyższych temperatur, ale teraz już to minęło. Właściwie wydaje mi się, że dobrze bym się tutaj odnalazła. (uśmiech) Mam nadzieję, że przy okazji kolejnych eliminacji czy turniejów znów odwiedzimy Polskę.

W hali na Torwarze w każdym z waszych meczu dopingowała was dość duża grupka fanów. Znacie się?

Tak, nie jest to moja rodzina, ale tak, znam każdego z nich. Siatkarskie środowisko na Islandii jest bardzo małe, dlatego nietrudno jest utrzymywać kontakt. To bardzo miłe.

Jako jedna z nielicznych siatkarek w reprezentacji Islandii zdecydowałaś się opuścić swój kraj i obecnie grasz w Szwecji…

– Grałam w europejskich klubach, będąc jeszcze młodszą zawodniczką, w Niemczech i Szwajcarii. Potem wróciłam do domu, ale wypadłam troszkę z formy i dlatego po roku gry na Islandii przeniosłam się do ligi szwedzkiej. Jest to dla mnie takie pośrednie rozwiązanie, bo owszem, jest to kraj, gdzie siatkówka stoi na niższym poziomie niż w krajach Europy Południowej czy Zachodniej, ale też z drugiej strony na wyższym niż na Islandii. Teraz staram się szukać innych alternatyw i być może mi się to uda.

Z tego co wiem, na Islandii nietrudno jest spotkać Polaków, jest to niecałe 5% społeczeństwa na wyspie. Miałaś z nimi jakiś kontakt przed przylotem do Warszawy?

Tak, rzeczywiście Polaków na Islandii jest całkiem dużo. Może jest to faktycznie około 5%, ale nie jest to trudne, bo nas jest bardzo mało (uśmiech), około 300 000 ludzi. Znam wielu Polaków, którzy mieszkają na Islandii. Mam o nich dobrą opinię, wydaje mi się, że są to bardzo pracowici ludzie, czerpiący dużą radość z życia w naszym kraju.

Zmieniło się to po kryzysie finansowym, który dotknął islandzką gospodarkę w 2008 roku?

Wydaje mi się, że tak. Zdecydowanie nie był to dobry czas na to, by żyć w Islandii. Zapewne wielu z nich zdecydowało się wrócić do ojczyzny w tym trudnym okresie…

Gdybyś miała wymienić elementy charakterystyczne dla Islandii, co by to było?

Ojej, wszystko. Najbardziej typowe są chyba gorące źródła. Kiedy bierze się prysznic, oczywiście również korzysta się z wody gruntowej, która pachnie jak jakieś świństwo. (uśmiech) Nie znam chyba nikogo, komu zapach tej wody by się spodobał. Z drugiej strony, z tego samego źródła czerpiemy energię, która dzięki temu jest bardzo tania. Na Islandii je się też głowy owiec czy jądra baranów.

Podobno na Islandii żyje więcej owiec niż ludzi…

Tak, to prawda, prawie trzy razy więcej. (uśmiech)

Ludzie mieszkający w Islandii, mimo bardzo mroźnego klimatu, uznawani są za jedną z najszczęśliwszych nacji świata. Jakie jest tego podłoże?

Nie mam pojęcia. Myślę, że trochę się to zmieniło, bo moi dziadkowie prowadzili naprawdę ciężkie życie i myślę, że obecnie Islandczykom żyje się trochę łatwiej, lżej.

Skoro wspomniałaś już o swojej rodzinie, czy rzeczywiście jest tak, że na Islandii każdy zna każdego?

U nas pokrewieństwo stanowi problem. Każdy jest z kimś powiązany, mówi się, że każdy Islandczyk jest ze sobą powiązany na przestrzeni sześciu generacji. Obecnie próbuję znaleźć chłopaka, który nie jest ze mną spokrewniony i nie jest to łatwe zadanie. (uśmiech) Ciekawostką jest też fakt, co pewnie wielu już zauważyło, że nasze nazwiska pochodzą od imion ojców. Mój tata nazywa się Vigfus, a ja jestem jego córką (dóttir to po islandzku córka – przyp. red), stąd moje nazwisko, Vigfusdóttir.

Z czym od dziś będzie ci się kojarzyła Polska?

– Teraz Polska będzie mi się kojarzyła z tym turniejem. Głównie dlatego, że jeśli chodzi choćby o Serbki, to znam wszystkie te zawodniczki. Nie osobiście, ale jestem takim siatkarskim maniakiem. (uśmiech) To dla mnie niesamowite przeżycie zmierzyć się z zawodniczkami, które uważam za gwiazdy.

Przeczytałem, że jedną z najpopularniejszych przekąsek na Islandii było kiedyś polskie prince polo, a napojem coca-cola. To prawda?

Jest w tym trochę prawdy. (uśmiech) Wydaje mi się, że mamy coraz więcej fast foodów, ale podobnie dzieje się chyba w całej Europie. Powoli stajemy się chyba Ameryką…

Islandia kojarzy się jednak z miejscem, gdzie można trochę odpocząć od zgiełku zachodniego świata. Rzeczywiście można tu znaleźć mniej zaludnione rejony?

Nadal na Islandii można bardzo ławo znaleźć miejsce, góry, gdzie można się wyciszyć. Ja pochodzę z bardzo małego miasta, położonego daleko od stolicy. Poza Reykjavikiem na Islandii jest może jedno większe miasto, Kopavogur, gdzie mieszka w okolicach 50 000 ludzi, jest za to naprawdę dużo mniejszych miasteczek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-05-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved