Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Joanna Wołosz: W tym sezonie wracam do kadry

Joanna Wołosz: W tym sezonie wracam do kadry

– Tak. W tym sezonie wracam do kadry zgodnie z tym, co ustaliliśmy z trenerem rok temu, gdy decydowałam się na przerwę – mówi rozgrywająca Imoco Volley Conegliano, Joanna Wołosz. Jej zespół wygrał w Łodzi z ŁKS-em w ramach rozgrywek Ligi Mistrzyń. – Nie odpuścimy żadnego meczu, przez ostatni miesiąc naprawdę nieźle się prezentujemy, a przed nami kolejne cele – dodaje siatkarka mistrza Włoch.

Czy według pani los był łaskawy dla reprezentacji Polski podczas losowania grup mistrzostw Europy? Traficie m.in. na Italię. 



Joanna Wołosz:Myślę, że nasza grupa jest w porządku. Na pewno najtrudniejszy mecz czeka nas przeciwko Włoszkom, bo to znakomity zespół. Z kolei Belgijki nie są tak mocne, jak w poprzednich latach. O terminie losowania dowiedziałam się dzień wcześniej, bo teraz mamy bardzo napięty kalendarz i ciągle tylko sprawdzałam daty kolejnych spotkań w Serie A, Lidze Mistrzyń czy Pucharze Włoch. 

Dzień przed losowaniem pani drużyna wygrała w Łodzi z ŁKS-em w meczu Ligi Mistrzyń, a mecz obserwował selekcjoner Jacek Nawrocki. Była okazja do rozmowy na temat powrotu do kadry?

– Tak. W tym sezonie wracam do kadry zgodnie z tym, co ustaliliśmy z trenerem rok temu, gdy decydowałam się na przerwę.

Cieszy się pani, że dostałyście szansę gry w kwalifikacjach olimpijskich i weźmiecie udział w sierpniowym turnieju?

– Oczywiście. Szkoda tylko, że trafiłyśmy do grupy z mistrzyniami świata Serbkami, ale zobaczymy, jak to będzie. Trzeba wierzyć w awans. Nawet dwa lata temu po porażce z Serbią w nieszczęsnym turnieju kwalifikacyjnym do mistrzostw świata mówiłam, że z taką drużyną zawsze można wygrać ten jeden mecz na dziesięć. Choć obecnie to najlepsza drużyna na świecie i nikt nie ma co do tego wątpliwości.

Na zgrupowanie kadry przyjedzie pani po drugim sezonie w lidze włoskiej. Obecne rozgrywki układają się dla Conegliano inaczej niż poprzednie zakończone mistrzostwem?

– Jest tak samo trudno, bo w Serie A nie można rozegrać meczu na pół gwizdka czy na 70 procent możliwości. Rywal od razu to wykorzysta. W tym sezonie przegrałyśmy zresztą po tie-breaku nawet z zespołem z Brescii, która nie jest w czubie tabeli i ma młodsze zawodniczki. To było jak policzek. Wydaje mi się, że jesteśmy dojrzalszym zespołem niż rok temu i wiemy, jak dobrze przygotować się do meczu i nie robić nic na wariata. 

Tak samo niespodziewana była wasza porażka 0:3 z ekipą ze Schwerina w fazie grupowej Ligi Mistrzyń.

– To był dla nas bardzo zimny prysznic i przez długi czas miałyśmy kaca moralnego. Dobrze, że wyszłyśmy z tego dołka fizyczno-mentalnego, który nas wtedy dopadł. Nie odpuścimy żadnego meczu, przez ostatni miesiąc naprawdę nieźle się prezentujemy, a przed nami kolejne cele. Za dwa tygodnie turniej finałowy Pucharu Włoch i teraz to jest dla nas kluczowa impreza.

Do meczu w Lidze Mistrzyń z ŁKS Łódź przystępowałyście z ostatniego miejsca w grupie.

– Przyjechałyśmy do Łodzi z nożem na gardle, wiedząc, jaka jest nasza sytuacja i że najlepiej wygrać 3:0. Tak też się stało, ale nie lekceważyłyśmy rywalek, bo kiedy tylko trochę się odpuści przeciwko łodziankom, to one łapią swój rytm i bardzo trudno się przeciwko nim gra. Początki setów nie były łatwe, ale kiedy wrzucałyśmy kolejne biegi, szło nam coraz lepiej.

Była okazja, żeby spotkać się w Polsce z najbliższymi?

– Przed meczem miałyśmy bardzo napięty grafik, więc odcięłam się od wszystkich, bo nie przyjechałam tu na wakacje. Z rodzicami widziałam się dopiero po meczu.

Rozmawiała Edyta Kowalczyk – więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved