Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Jędrzej Brożyniak: Siatkówka plażowa w Polsce traktowana jest po macoszemu

Jędrzej Brożyniak: Siatkówka plażowa w Polsce traktowana jest po macoszemu

fot. Mickiewicz Kluczbork

– Ostatnio słyszałem, że po co robić awans do II ligi, skoro można kupić sobie miejsce za mniejsze pieniądze… – powiedział Jędrzej Brożyniak, który z Mickiewiczem Kluczbork awansował do I ligi, a najbliższe tygodnie poświęci grze na piasku. – Uważam, że siatkówka plażowa jest traktowana totalnie po macoszemu, liczą się tylko pary kadrowe, którym serdecznie kibicuję, a reszta niech się jakoś kręci – dodał.

Za wami długi sezon zwieńczony awansem do I ligi. Chyba nawet w najbardziej pozytywnych snach mało kto z was spodziewał się takiego zakończenia rozgrywek?



Jędrzej Brożyniak:Oczywiście, przed sezonem nikt nie zakładał, że awansujemy – naszym celem było powtórzenie wyniku z zeszłego roku, czyli awans do turnieju półfinałowego. Udało się to zrobić, więc mogliśmy bez większej presji podejść do kolejnych meczów i osiągnęliśmy coś, co przed sezonem wydawało się niemożliwe.

Przez turniej finałowy szliście jak burza do trzeciego seta meczu z zespołem z Ostrołęki. Co się w nim później stało? Jakbyś wytłumaczył nagłą niemoc? Tak dziwnie przegrany pojedynek mógł was nawet kosztować brak awansu…

– Faktycznie, do trzeciego seta meczu z zespołem z Ostrołęki radziliśmy sobie naprawdę dobrze, nie tracąc żadnego seta. Ciężko tu wytłumaczyć, co się stało, może odrobina dekoncentracji wkradła się w nasze szeregi. Na pewno po dwóch setach zaczęliśmy gorzej zagrywać, a nasz przeciwnik wręcz odwrotnie – odzyskał swój mocny serwis. Jednak wielokrotnie w tym sezonie wychodziliśmy z takich opresji, czy to w play-off z zespołem z Borowna, czy chociażby będąc praktycznie poza burtą w turnieju półfinałowym, w którym z drużyną z Białegostoku przegrywaliśmy 0:2 i 11:16 w trzecim secie. Tym razem niestety było odwrotnie, ale nikt nie załamywał rąk, bo wiedzieliśmy, że awans dalej mamy w swoich rękach.

Na koniec rywalizacji odwróciliście jednak losy meczu z MCKiS-em, co dało wam awans. To był najtrudniejszy pojedynek w całym turnieju?

– Na pewno był to nerwowy mecz, gdyż wiedzieliśmy, że tylko wygrana daje nam awans. Jednak jak już mówiłem, w tym sezonie zawsze walczyliśmy do końca i udowadnialiśmy, że nie ma takiego wyniku, z którego nie moglibyśmy wyjść.

W całym sezonie rozegraliście około 30 spotkań, ale był on bardzo rozwleczony w czasie. Doszło nawet do pewnego paradoksu, bo II-ligowcy jako ostatni zakończyli sezon na szczeblu centralnym. Jak oceniasz taką sytuację?

– Tych paradoksów jest dużo więcej… I to nie tylko w II lidze, ale musielibyśmy poświęcić temu osobną rozmowę. A to, że sezon II-ligowy trwa długo, to akurat standard. Dla przykładu zeszły sezon II-ligowca, który dotarł do turnieju finałowego, trwał ok 9,5 miesiąca. Ponadto II-ligowcy zazwyczaj dzielą swoją miłość do siatkówki z obowiązkami zawodowymi i tak przeciągnięty sezon nikomu nie pomaga. Kuriozum tego wszystkiego jest to, że np. w grupie 1 między rundą zasadniczą a pierwszą rundą play-off było około 2,5 miesiąca przerwy od ostatniego ligowego meczu. Ostatni mecz rundy zasadniczej odbył się 13 stycznia, a ćwierćfinał rozpoczął się 24 marca. My w swojej grupie w styczniu rozegraliśmy dwa mecze, a w lutym jeden. Kolejnym problemem jest to, że drużyny, które awansowały, mogą mieć spory problem, aby pozyskać wartościowych zawodników na niektórych pozycjach, gdyż rynek transferowy w tym okresie, czyli po zakończeniu turnieju finałowego, jest już mocno przerzedzony.

Czy rozwlekłość sezonu może wynikać z faktu, że PZPS do końca nie dba o II-ligowe rozgrywki? Zazwyczaj i tak gra w nich ten, kto chce, a duża liczba klubów chyba jeszcze bardziej obniża poziom na tym szczeblu.

– Wystarczy cofnąć się o kilka lat i zobaczyć, ile drużyn grało w PlusLidze, I i II lidze. Na szybko mogę policzyć: sezon 2011/2012 PLS – 10, I liga – 12, II liga 4 grupy po 10, co daje razem 62 drużyny, a obecnie mieliśmy PLS – 16, I liga 12 i II liga 6 grup średnio 10 drużyn, łącznie 88. Łatwo policzyć, ile więcej jest drużyn i jak bardzo musiało się to odbić na poziomie rozgrywek, ale ilość licencji się zgadza. Niestety wielokrotnie wygląda to tak, że drużyny, które chcą walczyć o wyższe cele, zaczynają prawdziwe granie dopiero od kwietnia, bo (nie ujmując nikomu) druga połowa tabeli niekoniecznie poradziłaby sobie w lokalnych ligach amatorskich. Kiedyś nie było takich różnic, a samo dojście do pierwszej czwórki w grupie było sporym osiągnięciem. Ostatnio słyszałem, że po co robić awans do II ligi, skoro można kupić sobie miejsce za mniejsze pieniądze…

Dodatkowo grasz w siatkówkę plażową, ale chyba trudno jest połączyć te dwie specjalizacje, bowiem terminy się na siebie nakładają? Myślisz, że kalendarz mógłby być inaczej ułożony i dostosowany do tego, aby siatkarze plażowi mogli grać też w hali?

– Na samym początku trzeba sobie zdać sprawę z istoty naszego problemu. Siatkówkę na polskim podwórku tworzą zawodnicy głównie II-ligowi, z reguły ludzie pracujący. Rzadkością są zawodnicy z I ligi i PlusLigi. Nie wspominam o parach kadrowych, gdyż one zazwyczaj przyjeżdżają tylko na turniej finałowy MP. Na turnieje z cyklu mistrzostw Polski jeżdżę od około 10 lat, a od siedmiu lat pracuję w Państwowej Straży Pożarnej i mimo wielu obowiązków dzięki kolegom z pracy, dowódcy i komendantowi nigdy nie zdarzyło się, żebym nie mógł pojechać na jakiś turniej z cyklu mistrzostw Polski, za co im serdecznie dziękuje. Jednak PZPS w tym roku zadbał o to, żeby było inaczej. W styczniu zauważyłem problem nałożenia się terminu rozgrywania pierwszego turnieju MP w plażówce i finałowego turnieju o awans do I ligi. Wysłałem więc pismo do prezesa PZPS-u i przewodniczących wydziału rozgrywek i siatkówki plażowej informujące o tym fakcie. Jednak wiedząc o tym pół roku wcześniej, panowie „ubolewali”, ale nie potrafili przesunąć choćby jednej kolejki ligowej z soboty na środę i przesunąć o 5 dni terminu turnieju finałowego o awans do I ligi. W związku z tym wraz z Adamem Parcejem (kolega z drużyny) nie mogliśmy wystartować w turnieju plażówki (byliśmy rozstawieni z naszymi partnerami jako pary R1 i R2, gdyż w zeszłym sezonie mieliśmy największy dorobek całego cyklu MP), co powoduje, że w następnym turnieju zmuszeni jesteśmy brać udział w kwalifikacjach, w których możemy trafić na siebie i wzajemnie się eliminować. Zdaję sobie sprawę, że są osoby przychylne siatkówce plażowej w PZPS-ie, które niestety nie mają siły przebicia, ale uważam, że wystarczyłaby odrobina dobrej woli i współpracy, aby taka sytuacja nie miała miejsca. Dlatego uważam, że siatkówka plażowa jest traktowana totalnie po macoszemu, liczą się tylko pary kadrowe, którym serdecznie kibicuję, a reszta niech się jakoś kręci. Na domiar złego przewidywalny termin rozegrania turnieju finałowego to 30.08-02.09!!! Czyli halowicze znowu będą już miesiąc w ciężkim okresie przygotowawczym przed sezonem, bo większość klubów zaczyna przygotowania na początku sierpnia. Może by tak wydłużyć rok do 14 miesięcy? Wtedy znalazłby się jeszcze czas na urlop…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-06-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved