Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Jakub Popiwczak: Kadra mnie nakręca

Jakub Popiwczak: Kadra mnie nakręca

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Jestem tak podekscytowany byciem częścią reprezentacji Polski, że mógłbym spędzić w tej roli cały czas do dnia inauguracji ligi. Spełniają się rzeczy, o których marzyłem jako dzieciak i jeśli się da, chciałbym się z nich nigdy nie budzić – powiedział libero reprezentacji Polski Jakub Popiwczak.

Dałeś powody do zaufania sztabowi trenereskiemu. Twoją grę doceniło wielu ekspertów.



Jakub Popiwczak: Odkąd gram, jestem wobec siebie aż nadto krytyczny i analizuję, co zrobiłem nie tak. Ale mimo to jestem szczęśliwy, że wyszło tak dobrze. Mam poczucie, że zrobiłem wszystko, by wykorzystać swoją szansę. Byłem skupiony, zaangażowany i w efekcie solidny na boisku. Trener też dał mi do zrozumienia, że jest zadowolony, choćby tym, że o ile w czasie meczów miał – jak zawsze – mnóstwo uwag indywidualnych, to mi po prostu dał grać. Odebrałem to jako plus. Proszę się domyślić, jakie znaczenie ma dla takiego młodego gracza, że otwieram później internet i czytam pochwały na swój temat. Bycie docenionym to największa nagroda, zresztą nie tylko w sporcie. Swoją drogą, to spadło na mnie nagle, bo w Iranie i Chinach nie działały media społecznościowe.

Gdy trener ingeruje za bardzo w grę, to wkurza? W Iranie, szczególnie w meczu z gospodarzami, Vital Heynen był chwilami ważniejszą postacią w meczu od was.

– Taka jednak była potrzeba, bo niestety kilka razy naszym zdaniem sędziowie popełniali błędy. To naturalne, że Vital chciał interweniować, jeśli też zauważył, że decyzja była inna niż powinna. Całe szczęście, że mieliśmy wsparcie systemu challenge. Wiem, że prowadzenie meczu, gdy z trybun słyszy się przeraźliwe buczenie i gwizdy, nie jest łatwe, ale trudno przyjąć bez protestu, gdy sytuacje rozstrzygano mylnie na naszą niekorzyść. Niemniej to, co robił trener z Irańczykami, było pomocne, bo… taki mieliśmy plan. Wiedzieliśmy, że przed swoją publicznością i w meczu z podtekstami oni wyjdą na nas do bólu zmotywowani. Że będą nas chcieli roznieść 3:0, nakręcając się każdą kolejną piłką, dlatego ustaliliśmy wcześniej, że jak tylko się da, spróbujemy spowalniać tempo gry. A to drobne kłótnie z sędziami, a to wycieranie parkietu, a to jakieś drobne utarczki. Chodziło o to, by nie pozwalać na zbyt płynny przebieg meczu.

Potem za to Irańczycy spowolnili was. A konkretniej podróż powrotną do hotelu. 

– Kto nie zagrał nigdy w Iranie, nie zrozumie, czym może być siatkówka. Całe życie myślałem, że dla Polaków ten sport jest jak religia, ale od paru dni wiem, że te granice da się jeszcze przesunąć. Proszę sobie pomnożyć klimat meczów w Spodku razy kilkanaście. Na trybunach w Urmii było jak na derbach piłki nożnej. Ogłuszający ryk, wrzask, był nawet gniazdowy, który krzyczał jedno, a potem odpowiadała cała hala. W lokalnej etykiecie jest też chyba tradycja, że wywoływani siatkarze wstają z rozgrzewki na kilka minut i zaczynają bawić się razem z tłumem. Coś niezwykłego. Obiekt ma najwyżej pięć tysięcy miejsc, a można było odnieść wrażenie, że osób jest dwa razy więcej. Ktoś powiedział nam, że zainteresowanych meczem było 200 tys. fanów. To tyle ludzi, ile mieszka w Kielcach albo Toruniu! I kiedy ten tłum nie dostał biletów do środka, i tak zgromadził się pod halą. Po meczu z Iranem droga, którą w poprzednich dniach pokonywaliśmy w dziesięć minut, zajęła nam półtorej godziny. Ostatnie kilkaset metrów do hotelu jechaliśmy przez godzinę, jakbyśmy dostali się w sam środek manifestacji. Policjanci starali się torować nam drogę, ale było to bardzo trudne. Ludzie wspinali się sobie na barana, żeby zrobić nam zdjęcia. Skandowali jakieś rzeczy, świecili w nas laserami i pokazywali różne gesty.

Czego nie umiesz z elementów, które potrafią Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek? Trudno wejść w ich buty?

– To są buty mistrzów świata, jednych z najlepszych siatkarzy na swojej pozycji. Jak patrzę na Pawła, to widzę gościa, który nie ma słabych dni. Ja raz lepiej bronię, raz lepiej przyjmuję, kiedy indziej w ogóle średnio się czuję. A on wychodzi na boisko i niezależnie od stawki meczu wszystko przychodzi mu tak lekko i naturalnie, jakby od niechcenia. Gra pięknie, powtarzalnie, byłby pewny, nawet jakby się go w środku nocy zerwało z łóżka i ustawiło do odbioru piłki. Trudno to nazwać, ale chciałbym, żeby kiedyś ktoś na mnie patrzył tak, jak ja patrzę na niego.

Cały wywiad Michała Chmielewskiego w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-06-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved