Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jakub Popiwczak: Jestem tu już piąty sezon

Jakub Popiwczak: Jestem tu już piąty sezon

fot. Łukasz Krzywański

– Trzeba podchodzić pozytywnie do życia. Czemu mam się przejmować czymś, co może się nigdy nie zdarzyć? Rzecz jasna w głowie często pojawiają się jakieś czarne scenariusze, ale staram się nimi nie przejmować – mówi libero Jastrzębskiego Węgla, Jakub Popiwczak.

Jak to jest mieć 20 lat i być najstarszym stażem w szatni?



Jakub Popiwczak:Świetnie! Jestem tu już piąty sezon i naprawdę cieszę się, że gram w Jastrzębskim Węglu i dane mi było przeżyć to, co przeżyłem. Pamiętam zarówno drużynę gwiazd, jak i czas, kiedy nagle okazało się, że klub ma ogromne problemy finansowe. Czasem żartuję, że mimo 20 lat mogę każdemu z kolegów powiedzieć, że muszą za mnie nosić sprzęt. (śmiech)

Znam dwie wersje tego, w jaki sposób trafiłeś do Jastrzębskiego Węgla. Według pierwszej miałeś wystąpić w roli prześladowcy drużyny prowadzonej przez trenera Jarosława Kubiaka. Druga mówi z kolei o dobrym występie na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Krakowie.

– Obie są prawdziwe i uzupełniają się wzajemnie. W lutym 2012 roku, kiedy grałem na wypożyczeniu w Spartakusie Jawor, zmierzyliśmy się w 1/8 finału mistrzostw Polski juniorów z zespołem z Piły, prowadzonym przez trenera Kubiaka. Dostaliśmy po głowie, ale mnie udało się zdobyć chyba ze trzydzieści punktów. Choć byłem zawodnikiem przegranego zespołu, otrzymałem tytuł MVP, co zdarza się bardzo rzadko. Kilka miesięcy później miała miejsce wspomniana olimpiada w Krakowie, gdzie wystąpiłem z kadrą Dolnego Śląska. Trener Kubiak pracował już wtedy w Akademii Talentów JW. Musiałem wówczas wpaść jemu lub Leszkowi Dejewskiemu w oko, bo jeden z nich wypytywał o mnie moich rodziców, którzy siedzieli na trybunach. Jako jedyni dopingowali Dolny Śląsk, więc trudno było ich nie zauważyć.

Podobno byłeś wówczas już po rozmowach z AZS-em Częstochowa.

– Nawet przeszedłem testy! Ale, mówiąc szczerze, potraktowano nas tam mało zachęcająco. Tymczasem zaraz po turnieju w Krakowie do Legnicy zadzwonił… sam prezes Zdzisław Grodecki. Nie ukrywam, że zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Przecież dopiero co oglądałem go w telewizji! Jednak rodzice niechętnie zareagowali na propozycję przejścia do Jastrzębia. Ale kiedy w końcu zgodzili się na spotkanie z przedstawicielami klubu i zobaczyli, w jaki sposób to wszystko ma funkcjonować w Akademii Talentów, praktycznie bez mojej wiedzy przetransferowali mnie na Śląsk. Usłyszeli nawet, że „jak dobrze pójdzie, to Kuba szybko trafi do pierwszego zespołu”, ale akurat tę obietnicę potraktowali jako, nazwijmy to, lekką propagandę.

Tymczasem po kilku tygodniach trafiłeś do drużyny trenera Lorenzo Bernardiego, a trzy miesiące później zaliczyłeś debiut w wyjazdowym klasyku z Resovią. Pełne trybuny, telewizja, a ty grasz kapitalne zawody. Wymarzona sytuacja. Musiałeś się uszczypnąć?

– Nie było na to czasu, bo te piłki za szybko latały. (śmiech) Przeskok był kosmiczny, to było jak film. Pamiętam, że powiedziałem wtedy Marcinowi Fejkielowi w wywiadzie, że jestem „dzieckiem szczęścia”. Przecież dopiero co grałem w kadetach, a tu nagle dzielę szatnię z Michałem Łasko czy Michałem Kubiakiem! Dano mi szansę i myślę, że w miarę dobrze ją wykorzystałem. Dzięki temu zostałem w Jastrzębskim Węglu jako drugi libero i przez te kilka lat miałem okazję uczyć się od znakomitego zawodnika i świetnego człowieka – Damiana Wojtaszka.

Trener Kubiak wyrażał opinię, że dla ciebie ten przeskok był zbyt duży.

– Miał rację i wielokrotnie mi o tym mówił. Na dłuższą metę nie byłem wówczas jeszcze gotowy do gry na takim poziomie. Rzeczywiście, ten mecz w Rzeszowie mi wyszedł. Ale w dwóch kolejnych zaliczyłem „padakę”. Wiedziałem, co muszę nadrobić i nad czym należy pracować. Trener wałkował to ze mną setki razy i podkreślał, że jeśli cokolwiek zaniedbam, to prędzej czy później to wyjdzie.

Jak radziłeś sobie z tym przeskokiem? To przecież nie tylko kwestia meczów, ale też treningów z gwiazdami, szkoły…

Nie było łatwo. Miałem wprawdzie indywidualny tok nauczania, ale kiedy przeszedłem na siedem treningowych dni w tygodniu w zespole seniorów, to wieczorami padałem na twarz. To był ogromny skok nie tylko z powodu jakości zajęć, ale też pod kątem psychicznym. Na treningach w juniorach mogłeś coś zaniedbać, czasem trener coś zauważył, ale ci odpuścił, bo wiedział, że masz jeszcze czas na rozwój. Natomiast w ekipie PlusLigi nie mogło być o tym mowy. Nie miałeś prawa do rozkojarzenia. Przychodzisz na trening i masz nad sobą nie tylko szkoleniowca, ale i gwiazdy siatkówki, przy których nie wypadało nie dawać z siebie wszystkiego. Człowiek miał wiele batów nad głową i zdawał sobie sprawę, że każdy błąd może się źle skończyć.

A nie masz wrażenia, że występy w Jastrzębskim Węglu trochę przyhamowały twoją przygodę z młodzieżową reprezentacją Polski?

– Każdy chce reprezentować swoją ojczyznę. To najwyższe wyróżnienie. Nie będę ukrywał, że trochę przeżywałem fakt, iż nie otrzymałem powołania do kadry U23. Jednak nie jestem przecież jedynym młodym libero w Polsce. Jest Kacper Piechocki czy Mateusz Czunkiewicz. Taki był wybór selekcjonera i muszę to zaakceptować. Na pewno jednak nie mam poczucia, że winnym tej sytuacji jest klub, w którym gram. Uważam, że jeśli będę naprawdę dobry, to powołanie prędzej czy później trafi do Jastrzębia.

Słyszałem, że mocno przejęliście się odejściem Scotta Touzinsky’ego. Na czym polegał ten jego amerykański fenomen?

– Przypomnij sobie wiecznie uśmiechniętą i najbardziej pozytywnie nastawioną do życia osobę, jaką znasz. A następnie pomnóż przez sto. Taki jest Scott i dlatego był „dobrym duchem” drużyny. Gość nigdy nikomu nie powiedział złego słowa! Wszystko mu się podobało! Jeśli się wściekał, to wyłącznie na siebie. I ten zawsze uśmiechnięty człowiek pewnego dnia wychodzi na środek szatni i… nie wie, co powiedzieć, tylko z trudem hamuje łzy. To nas wszystkich po prostu kompletnie rozbiło. Po raz pierwszy uczestniczyłem w takim wydarzeniu, gdy komuś w taki sposób kończy się bardzo ważny etap w jego życiu. Dla mnie było to szczególnie trudne, bo z uwagi na różnicę wieku Touzinsky był dla mnie takim siatkarskim „tatą”. Czasem spotykasz kogoś, o kim od początku wiesz, że będzie między wami chemia. Tak było ze Scottem.

Cały wywiad w serwisie jasNet.pl

źródło: jasnet.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved