Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jakub Jarosz: Na wynik składa się wiele czynników

Jakub Jarosz: Na wynik składa się wiele czynników

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Na razie bardzo dobrze czuję się w roli kapitana GKS-u Katowice. Jest mi dobrze w tym środowisku. Cieszę się, że gram i nie mogę się doczekać kolejnych spotkań. Chcę robić to, co robiłem do tej pory. Nie wiem, co będzie dalej. Możliwe, że po zakończeniu kariery zawodniczej zostanę przy dyscyplinie jako trener – mówi w wywiadzie dla TVP Sport Jakub Jarosz, obecnie kapitan GKS-u Katowice.
 
Szczyt kariery przeżył pan w wieku 22 lat?



Jakub Jarosz:Mistrzostwa Europy 2009 nie były szczytem możliwości, choć grałem wtedy bardzo dobrze. Wydaje mi się, że prezentowałem się lepiej jeszcze dwa, trzy lata później. Nie określiłbym jednak siebie jako zawodnika, który przeżywał wielkie „fale wznoszące”. Raczej przez wiele lat prezentuję może nie fenomenalny, ale na pewno stabilny poziom. Wielu to docenia i dzięki temu znajduję zatrudnienie. Nie czuję, że gram gorzej niż kilka lat temu. Na wynik składa się wiele czynników. Wydaje mi się, że gram tak samo dobrze, jak kiedyś.

Londyn boli najbardziej?

– Tak, bo to była moja jedyna szansa na medal olimpijski w karierze. Nie gryzie mnie to jednak mocno, ponieważ nie mam poczucia, że coś zawaliłem. Gdybym nie przygotował się zgodnie z zaleceniami i nie przykładał się do gry, a potem „dał ciała” w czasie meczu, to pewnie miałbym żal. Nie mam go jednak, bo wiem, że zrobiliśmy wszystko, by wygrać. Samo doświadczenie wspominam jak normalny turniej, który trwał bardzo długo. Odczuwaliśmy sporą tęsknotę za domami. Pamiętam też szaleńczą rozgrzewkę przed meczem z Australią. Spóźniliśmy się na mecz. Wpadliśmy do hali, szybko się przebraliśmy, prawie od razu przystąpiliśmy do rozgrzewki ataku, a chwilę później nasi rywale się na nas „rzucili”. Trudno było odmienić losy tego spotkania. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że niewiele mogliśmy zrobić. Byliśmy w amoku i przegraliśmy.

Z Vitalem Heynenem pracowaliście w Transferze Bydgoszcz. Jakie były pierwsze wrażenia?

– Vital jest bardzo specyficzny. Nasza pierwsza rozmowa była trochę dziwna. Powiedział, że nie chciał mnie brać do zespołu, ale jak przyjechałem i wystąpiłem przeciwko jego drużynie, to zechciał. Zapytał, czy i ja chciałbym zagrać w jego teamie. To było bardzo miłe i profesjonalne. Jeśli kiedykolwiek zostanę trenerem, to też chciałbym tak postępować. Skontaktował się ze mną dwa lata temu, kiedy powoływał kadrę. Powiedział, że dzwoni do mnie, bo się znamy i lubimy, ale to chyba oczywiste, że nie zagram w jego zespole, bo jest wielu lepszych ode mnie. Powiedziałem, że rozumiem i doceniłem szczerość. Ma wobec mnie mały dług, gdyż miałem malutki wkład w jego zatrudnienie w reprezentacji. Zanim pojawiła się ta kandydatura, rozmawiałem z Jackiem Kasprzykiem i powiedziałem, że mogę polecić właśnie Belga.

 El Jaish to zawodowe ryzyko?

– Wyjeżdżając tam bałem się, że później nie dostanę ofert w Polsce. Pierwotnym planem był transfer do Japonii. Sprawa była niemalże domknięta, ale ja i menedżer przeholowaliśmy nieco z negocjacjami pod koniec. Pojechałem więc na testy do Korei, ale wiedziałem, że nie będę mógł tam zostać, ponieważ żona była w ciąży. Nie chcieliśmy się rozdzielać. Przenosiny w pełnym składzie rodzinnym nie wchodziły w grę. Oferta z Kataru przyszła nagle. Była korzystna finansowo. Dowiedziałem się, że można wyjechać tam z rodziną. Bałem się tylko tego, że żaden z polskich klubów nie obserwuje tamtejszego rynku, i że nigdy nie znajdę już pracy w Polsce, ale uznałem, że będę się o to martwić dopiero po sezonie. Obawy były bezzasadne, ponieważ oferty pojawiały się tak, jak wcześniej.

Co dolega Asseco Resovii Rzeszów?

– Trudne pytanie. Wydaje mi się, że ostatnie kilka lat pokazało, że przeszkadza szeroki i dobry skład. To problem drużyn, w których role i odpowiedzialność za wynik nie są dokładnie rozpisane. Jeśli będąc siatkarzem spojrzę na ławkę rezerwowych, na której siedzi sześciu równie dobrych albo nieco lepszych ode mnie, to wiem, że jak źle zagram, ktoś mnie zastąpi. Nie „szukam” lepszej dyspozycji na tyle mocno, by stać się liderem. Nie mówię, że ktokolwiek robi to celowo – czasami dzieje się to podświadomie. Nie uczy się, jak przełamać słabą grę podczas meczu, a to jest niezwykle trudne.

Jest pan zadowolony z lat spędzonych w Rzeszowie?

– Ogólnie tak, choć sportowo nie. Oczekiwania były dużo większe. Jestem jednak bardzo wdzięczny, że dano mi szansę. Ci, którzy są w klubie są niezwykle kulturalni i życzliwi. Spotykałem się z sytuacją, że jeśli drużynie nie szło, to zarządzający zmieniali się nie do poznania. W Rzeszowie jest olbrzymi wzajemny szacunek.

Co jeszcze ma pan do powiedzenia w siatkówce?

– Na razie bardzo dobrze czuję się w roli kapitana GKS-u Katowice. Jest mi dobrze w tym środowisku. Cieszę się, że gram i nie mogę się doczekać kolejnych spotkań. Chcę robić to, co robiłem do tej pory. Nie wiem, co będzie dalej. Możliwe, że po zakończeniu kariery zawodniczej zostanę przy dyscyplinie jako trener.

Cały wywiad Sary Kalisz w serwisie sport.tvp.pl

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-01-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved