Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jakub Bednaruk: Chciałem udowodnić, że dam sobie ze wszystkim radę

Jakub Bednaruk: Chciałem udowodnić, że dam sobie ze wszystkim radę

fot. Sylwia Lis

– Zagalopowałem się i chciałem udowodnić, że dam sobie ze wszystkim radę. Pewnie przegiąłem, ale teraz wyluzowałem. Przez te dwa lata zmieniłem się jako człowiek – mówił Jakub Bednaruk, który w sezonach 2017/2018 i 2018/2019 prowadził zespół z Bydgoszczy, zajmując kolejno 14 i 12 miejsce w PlusLidze i podsumował ten okres w rozmowie z prasowym serwisem klubowym. 

Jakbyś podsumował te dwa lata spędzone w Bydgoszczy? Jaki to był czas?



Jakub Bednaruk: Z jednej strony bardzo dobry, bo trafiłem na grupę fajnych ludzi. Na sprzyjające warunki zarówno ze strony kibiców, zarządu jak i miasta. To mi się podobało. Z drugiej strony przez te dwa lata było masę problemów, w pierwszym roku wcale nie były one mniejsze niż w drugim. Tyle, że w sezonie 2018/2019 było o tym głośno. Ale żyjemy, przecież mogliśmy już być w pierwszej lidze. Powoli klub wychodzi na prostą. Oczywiście mam pewien niedosyt. Z jednej strony mogło być dużo gorzej, ale z drugiej strony nie wiem czy mogłoby być dużo lepiej. Na pewno nie czuję się spełniony po tych dwóch latach, ale też nie czuję, żebym popsuł coś w tym klubie.

Który sezon był trudniejszy? Ten, w którym do końca walczyliśmy o utrzymanie czy ten ostatni?

– Ten pierwszy, tam była troszkę inna grupa. Myślę, że z mojej strony oczekiwania wobec drużyny były zbyt wysokie. Mieliśmy bardzo nerwową końcówkę sezonu, problemy z wystawieniem pierwszej szóstki ze względu na kontuzje. W pierwszym roku nie było wiadomo o problemach. Sami się z nimi mierzyliśmy. W drugim wyglądało to już inaczej, była też inna drużyna. Wydaje mi się również, że łatwiej dogadywałem się z zespołem w minionym sezonie. Ale w żadnym wypadku nie przerzucam odpowiedzialności na zawodników, po prostu łatwiej mi było zapanować nad charakterami osób w ostatnich rozgrywkach.

Z perspektywy czasu wiesz co mogło być źródłem tych problemów?

– Pewnie. Z jednej strony było za wiele presji i ciśnienia na tych chłopakach. Za dużo narzuciłem. Z drugiej strony pewnie nie trafiłem z dwoma transferami. Ale biorąc pod uwagę, że w ciągu dwóch lat wykonałem ich dwadzieścia, no być może z piętnaście, to dwa mi się nie udały. Z dziesięciu jestem bardzo zadowolony, z trzema mogło być lepiej. Ale generalnie wydaje mi się, że za wiele wymagałem od wszystkich dookoła, od siebie, zawodników. A nie byliśmy zespołem, który mógłby walczyć o coś więcej. To po prostu frustrowało, że gramy tylko o dół tabeli. Taka to była drużyna. Trzeba było spokojniej do wszystkiego podejść.

Czyli to ty decydowałeś o wszystkich transferach?

– Praktycznie był tylko jeden transfer, który przejąłem z poprzednich lat. Zarząd dał mi wolną rękę, oczywiście każdy miał swoją opinię, ale ostateczne zdanie miałem ja.

Jest taki zawodnik z którego jesteś najbardziej zadowolony?

– Jestem przeszczęśliwy widząc na boisku Michała Szalachę, który miał rozerwanego Achillesa i nikt nie wiedział czy  wróci do grania. Teraz zagra w zespole, który będzie się bił o medale, dodatkowo trafił do reprezentacji Polski. Lipińskiego nikt za bardzo nie chciał, lądował na zapleczu. a teraz może się tak stać, że będzie w kadrze na  Uniwersjadę. Marozau spadł z ligi z Kielcami, a u nas był czołowym środkowym. Vinhedo, który grał gdzieś na peryferiach siatkówki w Portugalii, nagle wrócił i teraz idzie do Jastrzębia.  Z kilku chłopaków jestem naprawdę zadowolony. Kovacević miał różne momenty, ale przypominam, że poprzedni sezon spędził w Rumunii. W pierwszym roku troszeczkę gorzej się to wszystko poukładało.

Właśnie patrząc na statystyki indywidualne to nasi zawodnicy zajmowali czołowe lokaty. Żal, że nie przełożyło się to na ogólny wynik drużyny.

– Myślę, że to co się działo na przełomie grudnia i stycznia miało na to wpływ. Gdyby nie dwa, trzy czynniki moglibyśmy skończyć wyżej. Rezultat zespołu to jest suma iluś czynników na przestrzeni czasu. To nie jest tak, że w ciągu jednego dnia nagle zespół gra lepiej. Nad tym pracuje się pewien okres. Jeżeli zadzieje się coś złego to efekty przychodzą po miesiącu i nie da się tego w mgnieniu oka naprawić. Pewnie, że mogło być lepiej, ale ten drugi rok był na pewno ciekawszy.

Często trzeba było motywować drużynę?

– W minionym sezonie nie. W pierwszym spędzałem nad tym mnóstwo czasu, poświęciłem dużo energii, aby wprowadzić na boisku ogień. W drugim roku nie trzeba było kompletnie tego robić.

Jest takie spotkanie, które zapamiętasz na długo?

– Mecz z Jastrzębskim Węglem u nas, 0:3. Ja nie wiem jak myśmy to przegrali. 17:10 w pierwszym secie, 15:10 w drugim. Gramy, wszystko jest pod kontrolą, nagle wszystko się sypie w ciągu dwóch minut. Chyba bardziej pamiętam jednak porażki. Przegrana z Lubinem, załamałem się, gdy dzień przed pojedynkiem wypadło nam dwóch zawodników. Ale to Jastrzębie… Teraz znowu myślę o tym spotkaniu. Oglądałem ten mecz z dziesięć razy i nadal nie wiem jak mogliśmy to przegrać.

A pozytywne zaskoczenie? Też Jastrzębie, ale u nich?

– Tak, 3:0 i to bardzo gładkie.

Czy można powiedzieć, że to były najtrudniejsze dwa lata w twojej dotychczasowej karierze?

– Czy ja wiem? Wydaję mi się, że sami sobie narzuciliśmy za duże oczekiwania. Tu nie chodzi o presję, bo ona jest wszędzie. Miałem czasem lepszy zespół w Warszawie, a nie było takich wielkich wymagań. Tutaj mieliśmy trochę słabszą drużynę i nagle celem miała być gra o 8-9 miejsce. Tu nie chodzi o jakieś ciśnienie tylko o to, aby dozować oczekiwania.

Czy było ciężko? Tak, zagalopowałem się i chciałem udowodnić, że dam sobie ze wszystkim radę. Pewnie przegiąłem, ale teraz wyluzowałem. Przez te dwa lata zmieniłem się jako człowiek.

Teraz stery przejął Przemysław Michalczyk. Jest to dobra decyzja?

– Bardzo się z tego cieszę. To jest jakaś kontynuacja pracy. Dobrze, że tak się dzieje. Generalnie wszystko zostaje bardzo zbliżone. Przemek był u mnie cztery lata asystentem. Wprowadzi swoje pomysły, ale jest ta ciągłość pracy. On ma inny charakter, może inaczej podejdzie do tego wszystkiego.

Były jakieś rady dla niego z twojej strony?

– Dzwonimy do siebie, pytał się mnie o dwa nazwiska. Nie wchodzimy sobie w drogę, bo szukamy innych zawodników. Rozmawiamy raz na jakiś czas. Jak zapadła decyzja, że się rozstajemy, to prosiłem, żeby Przemek to poprowadził. Cieszę się, że prezesi jemu powierzyli to stanowisko.

Od nowego sezonu poprowadzisz MKS Będzin. Dlaczego właśnie ta drużyna?

– Prawdę mówiąc czekałem na jedną ofertę, rozmawiałem z jednym silnym klubem. To się nie udało.  Mój kolega objął to stanowisko, to była taka uczciwa rywalizacja. W Będzinie jest dużo fajnych rzeczy do roboty, klub chce się rozwijać, lubię jak trzeba coś budować. W takich zadaniach się dobrze czuję. Pierwszej oferty z Będzina nie przyjąłem, ale potem jak usiadłem i popatrzyłem ile można jeszcze zrobić wokół tego klubu to się cieszę, że podjąłem taką decyzję.

Stawiasz sobie jakiś konkretny cel?

– Pewnie, że tak. Po poprzednim roku klub ma bardzo złą opinię i chciałbym to zmienić. Taki jest nasz cel. Trzeba wykonać dużo pracy. Przypominam, że Bydgoszcz przez wiele lat miała bardzo dobrą opinię, jeśli chodzi o zawodników i agentów. Wiadomo co się stało w ciągu dwóch lat. Łatwo traci się opinie, dobre zdanie u agentów, zawodników i kibiców. Trudno je potem odzyskać. Ale trzeba zrobić wszystko, aby to odbudować.

źródło: inf. prasowa

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-05-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved