Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Polski > Jacek Pasiński: Nie mamy żadnej presji

Jacek Pasiński: Nie mamy żadnej presji

fot. Katarzyna Antczak

– Nie mamy żadnej presji, że musimy, ale po to się przyjeżdża, żeby grać o zwycięstwo. Każdy będzie się starał wyciągnąć największe armaty, by ten mecz wygrać i zagrać w niedzielę w finale – mówi przed sobotnim półfinałem Pucharu Polski trener PTPS-u Piła, Jacek Pasiński. – Jak znacie mnie i charakterystykę mojego zespołu, to wiecie, że nigdy nie staniemy i nie poddamy się – dodaje szkoleniowiec pilanek.

Na konferencji prasowej przyznałeś, że dla was najważniejsza jest radość z gry, a nie wyniki. Chyba jednak myślicie o tym, żeby sprawić tu niespodziankę i zabrać Puchar Polski do Piły?

Jacek Pasiński: Jak znacie mnie i charakterystykę mojego zespołu, to wiecie, że nigdy nie staniemy i nie poddamy się. Jasne, że cieszymy się z tego, że już jesteśmy tutaj, ale to nie przeszkadza, żeby w każdym meczu walczyć i stawiać się po to, żeby go wygrać. Nie mamy żadnej presji, że musimy, ale po to się przyjeżdża, żeby grać o zwycięstwo. Nie zawsze jest ta nagroda w formie zwycięstwa za dobrą grę, ale po to się uprawia sport, po to się gra, żeby wygrywać.



Wygrana 3:1 w Pile z ŁKS-em daje wam jakąś przewagę psychologiczną przed meczem półfinałowym?

– Nie, nie galopujmy tak daleko… Jestem świadomy i wiem, jakim mocnym zespołem jest ŁKS. Chwała dziewczynom za ten wygrany mecz w Pile, za to, że podjęły rękawice, postawiły się, może wykorzystały trochę słabszą dyspozycję przeciwnika – nie mnie to oceniać. Cieszymy się z tamtej wygranej, ale ten mecz nie będzie miał żadnego znaczenia, kiedy staniemy naprzeciwko siebie w półfinale Pucharu Polski. Każdy będzie się starał wyciągnąć największe armaty, by ten mecz wygrać i zagrać w niedzielę w finale.

Piąte miejsce w lidze, udział w turnieju finałowym Pucharu Polski. Na czym polega fenomen PTPS-u, na który nikt przed sezonem nie stawiał?

– Po prostu pracujemy, nie zważając na to, co się wokół dzieje, cieszymy się grą. Bawimy się tym, co robimy i to jest chyba nasza siła. Nie mamy gwiazd, oczywiście można mówić o Dorocie Wilk, Agacie Babicz czy Dajanie Bosković i Karolinie Różyckiej – one wszystkie długo już grają w siatkówkę i potrafią to robić. Nie są jednak gwiazdami światowego formatu, to są dziewczyny, które umieją się bawić grą w siatkówkę. Nie robią tego dla pieniędzy, tylko dlatego, że to lubią, kochają ten sport i starają się to pokazywać w każdym meczu.

Macie pięć punktów straty w tabeli LSK do Budowlanych Łódź, ale macie już za sobą mecze z ŁKS-em i Chemikiem. Jak widzisz szanse na dogonienie Budowlanych i zajęcie 4. miejsca na koniec rundy zasadniczej?

– Nie patrzymy w tabelę, co mówiłem już wielokrotnie. Nie patrzymy, na którym jesteśmy miejscu po danej kolejce, patrzymy na to, jak gramy, jak rozegraliśmy ostatni mecz i jak się przygotować do następnego. Za każdym razem w ten sposób przygotowujemy się do następnego meczu. Nikt nie wie, w jakiej dyspozycji będzie rywal, mamy wpływ tylko na naszą dyspozycję i nie staramy się budować dodatkowej presji i ciśnienia, że my tutaj o coś walczymy. Oczywiście że walczymy, jak sama nazwa wskazuje, każdy mecz jest meczem o mistrzostw Polski. W związku z tym przystępując do rozgrywek, gramy o mistrzostwo Polski lub też najlepszą lokatę, jaka jest możliwa dla naszego zespołu. To jest nasz cel – najwyższa lokata, na jaką nas stać.

W 2010 roku jako drugi trener zdobyłeś Puchar Polski z Budowlanymi Łódź. Czyli wiesz, jak to jest zdobyć to trofeum z drużyną, na którą nikt nie stawia…

– No tak, wtedy wygraliśmy dwa razy po 3:2 w Poznaniu. Wielka euforia, wielka frajda z tego, co zrobiliśmy jako beniaminek ekstraklasy. Dlatego też przyjechaliśmy tu po to, by walczyć.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-03-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved