Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jacek Nawrocki: Trudno mi dyskutować z takimi zarzutami

Jacek Nawrocki: Trudno mi dyskutować z takimi zarzutami

fot. Łukasz Krzywański

– Gdyby wszystko, co czytam w oświadczeniu było prawdą, mielibyśmy w kadrze łagr. Te zarzuty to kłamstwa – mówi trener Jacek Nawrocki, trener siatkarek w reprezentacji Polski. – Nie potrafię stać biernie, gdy z różnych stron padają oszczerstwa, a ludzie nawzajem się obrażają. Najgorsze jest to, że błotem obrzucane są zawodniczki i członkowie sztabu – dodaje w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Przejdźmy zatem do zarzutów, które pojawiły się w oświadczeniu. Może się pan do nich odnieść? 



Jacek Nawrocki:Sposób, w jaki zostały sformułowane, utrudnia odniesienie się do nich. Łatwiej byłoby odpowiadać na konkretne zarzuty, zdecydowanie trudniej odnosić się do kłamstw i określeń wprowadzających czytającego w błąd. W tych wszystkich punktach jest dużo ogólników i sprzeczności. Zdecydowanie za dużo. Z tego, co widzę, w oświadczeniu nie chodzi o to, żeby wskazać konkretny problem, tylko wywołać wrażenie totalnej katastrofy w drużynie i polskiej siatkówce. Jakim cudem zespół, w którym trener „bagatelizuje każdy problem”, „nie pojawia się na żadnym meczu ligowym”, „nie przeprowadza żadnej rozmowy”, a o wszystkim łącznie z powołaniami zawodniczki dowiadują się z mediów, systematycznie poprawia swoje wyniki, a w najgorszym momencie kryzysu gra w półfinale mistrzostw Europy? Dlatego trudno mi dyskutować z takimi zarzutami. Z tego oświadczenia wyłania się obraz zupełnie innej osoby niż ta, jaką jestem. Czytałem to i nie wierzyłem. Naprawdę jestem tak złym człowiekiem? Gdyby wszystko to, co zostało napisane było prawdą, mielibyśmy do czynienia z łagrem.

Proszę mimo to spróbować odpowiedzieć na zarzuty. Zawodniczki podpisane pod pismem twierdzą na przykład, że próbował pan nastawiać Magdalenę Stysiak przeciwko zespołowi. 

– Jedno uściślenie. Pod tym oświadczeniem nie widziałem żadnego podpisu (trzynaście podpisów figuruje tylko pod pismem siatkarek do PZPS, w którym stwierdzono, że „stanowisko przedstawione przez Joannę Wołosz i Malwinę Smarzek-Godek jest świadomą opinią całego zespołu”. Oświadczenie podpisano „zawodniczki reprezentacji Polski” – przyp. red.). A co do zarzutów. Magda weszła do reprezentacji mocnym uderzeniem. Rzeczywiście rozmawiałem z nią o zazdrości. Eksperci i media przyjęli jej debiut bardzo dobrze, nieustannie ją chwalono. Kto nie zazdrości w takiej sytuacji? Sam jej zazdrościłem. Bardzo skomplikowałbym sobie jednak życie, manipulując zawodniczkami. Nie miałbym w tym żadnego interesu. Przed Magdą dopiero teraz trudny moment, bo zaczną się wobec niej oczekiwania. Wierzę jednak, że sobie poradzi, a zespół jej pomoże. 

W rozmowie z „Przeglądem Sportowym” Joanna Wołosz stwierdziła, że manipulował pan zawodniczkami. Co innego mówił pan jednej, co innego drugiej. 

– Nie jestem manipulantem, nigdy nie traktowałem żadnej zawodniczki przedmiotowo. Zarzut jest bezpodstawny. Każdemu trenerowi zdarza się w rozmowach z jedną zawodniczką mówić o drugiej. Dziewczyny w tych rozmowach są dla siebie punktem odniesienia. Nie da się rozmawiać z rozgrywającą bez poruszania tematu środkowej czy atakującej. Jeżeli są jakieś rzeczy do poprawienia, to nie zatajamy tego, ale rozmawiamy i potem wszyscy nad tym pracujemy. To normalne przy zarządzaniu grupą. Nikogo jednak w tych rozmowach nie oczerniałem. Komu miałoby służyć wywoływanie wewnętrznych konfliktów? Na pewno nie mnie. Pamiętajmy, że szczerość, której zawodniczki się domagają, jest obosieczna, może pomóc, ale i może zranić. 

Ponoć bagatelizował pan zły stan zdrowia siatkarek. Co więcej, „okazywał pan niezadowolenie w przypadku kontuzji i przedkładał wynik ponad zdrowie zawodniczek”.

– Odpowiem stanowczo i jednoznacznie – żaden wynik nie jest ważniejszy od zdrowia. Nie było takiej sytuacji, w której lekarz czy fizjoterapeuta zgłaszał niedyspozycję siatkarki, a ja zmuszałem ją do gry. Przy tym, co sam przeszedłem w życiu – usuwanie nowotworu, zator płucny, a w zeszłym roku operacja biodra, nie wiem kim musiałbym być, żeby nie mieć współczucia dla cierpiących siatkarek. Pytam jeszcze raz, czy ktoś po takich przejściach byłby niewrażliwy na kłopoty zdrowotne innych? Poza tym wcześniej Marcin Kąkol, a teraz Łukasz Witczak prowadzili monitoring w klubach, przedstawiali raporty. Nikt nie może nam zarzucić, że w sytuacji, gdy pojawił się problem zdrowotny nie załatwialiśmy szybko specjalistów i fachowej opieki medycznej. Przypominam sobie pewną sytuację, dotyczącą jednej z zawodniczek. Zależało jej na operacji od razu po sezonie. Wraz z profesorem Domżalskim zrobiliśmy wszystko, żeby do tego zabiegu doszło. 

Kolejny zarzut, czyli „obniżanie poczucia wartości zespołu, zaniżanie aspiracji i potencjału drużyny, brak psychologicznego i mentalnego prowadzenia zespołu”. 

– Mam swój styl pracy. Nie znoszę pompowania balonika. Do każdego meczu podchodzę bez pychy. Nauczką była dla mnie sytuacja przed kwalifikacjami do mistrzostw świata w Warszawie w 2017 roku, gdy wypowiadaliśmy się, że awans mamy właściwie w kieszeni. Przy motywowaniu zespołu kieruję się dewizą, że nigdy przeciwnik nie jest tak słaby, ani my nie jesteśmy tak silni, żeby do meczu podejść z lekceważeniem. Jeśli ktoś uważa, że zwracanie uwagi na mocne strony rywala jest zabijaniem pewności siebie, to przepraszam, ale nie mogę się z tym zgodzić. 

Rozmawiał Kamil Drąg – cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-11-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved