Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jacek Nawrocki: Powołania te nie są żadną wendetą

Jacek Nawrocki: Powołania te nie są żadną wendetą

fot. Michał Szymański

– To dla mnie bardzo trudny okres, zwłaszcza po najlepszym od 10 lat sezonie dla reprezentacji Polski. To zamieszanie zaszkodziło nam wszystkim. Głównie siatkarkom, sztabowi i mnie osobiście. Jednak zawsze trudna sytuacja daje okazję do tego, żeby z niej wyjść i być jeszcze lepszym i mocniejszym. To, co się stało, zupełnie wymazuję z pamięci – wyznał trener reprezentacji Polski siatkarek, Jacek Nawrocki. Pod jego wodzą na początku stycznia biało-czerwone powalczą o awans na igrzyska w Tokio.

 



 

Ostatni miesiąc nie był łatwy. Jak to się odbiło na panu i kadrze?
Jacek Nawrocki:- To dla mnie bardzo trudny okres, zwłaszcza po najlepszym od 10 lat sezonie dla reprezentacji Polski. To zamieszanie zaszkodziło nam wszystkim. Głównie siatkarkom, sztabowi i mnie. Jednak zawsze trudna sytuacja daje okazję do tego, żeby z niej wyjść i być jeszcze lepszym i mocniejszym. To, co się stało, zupełnie wymazuję z pamięci i tak, jak powiedziałem nie chcę się już do tego odnosić. Spotkania i rozmowy, które przeprowadziliśmy z zawodniczkami były otwarte, szczere i faktycznie budujące. Między nami będziemy omawiać i rozstrzygać tematy, które są wewnętrznymi sprawami kadry. Przypomnę, że nawet wielu ekspertów, dziennikarzy uznało, że te kwestie należało rozstrzygać w szatni. Najważniejsza jest wysoka świadomość, czym jest reprezentowanie barw narodowych i wyciągnięcie wniosków z rozmów.

Z boku ta sytuacja wyglądała źle, wiele osób (w tym ja) myślało, że ciężko będzie to posklejać. A jak sytuacja przedstawiała się od wewnątrz?
– Powtarzam, to , co wewnątrz, zostaje wewnątrz. Szereg niedomówień, które przy tak trudnym i wyczerpującym sezonie narosły wskutek medialnej aktywności, stały się kłopotem. Jednak seria spotkań, rozmów z dziewczynami, często trudnych, daje zupełnie inny obraz niż ten, który trafił do mediów. Roztrząsanie tego, co było, nie ma sensu. Jestem przekonany, że wiele sobie z dziewczynami wyjaśniliśmy, a jeśli będą chciały jeszcze porozmawiać na ten temat, to naturalnie jestem gotów do takich rozmów.

Jak udało się scalić zespół?
– Niczego nie zamierzałem i nie zamierzam scalać. Ten zespół jest skonsolidowany, chociażby przez cele, jakie przed nim stoją. W zespole znalazły się zawodniczki o wysokim poziomie odpowiedzialności i profesjonalizmu. Inaczej to wyglądało w mediach, podczas szumu medialnego, gdzie górowały emocje, a zupełnie inaczej wygląda to teraz. Wnioski zostały wyciągnięte i teraz wiemy, że musimy zachować pełną solidarność, dojrzałość w realizacji ważnego i trudnego wyzwania, jakim są kwalifikacje olimpijskie. Ja wierzę w ten zespół.

Czy spotkał się pan z odmową gry w reprezentacji przez niektóre siatkarki?
– Reprezentowanie barw narodowych dla dziewcząt jest wartością nadrzędną, dlatego bardzo cenię sobie deklaracje dziewczyn, ich świadomość i dojrzałość. Zawodniczki chcą grać w reprezentacji.

Skąd więc brak Grajber, Zaroślińskiej-Król i Maj-Erwardt?
– Na każdy zespół, szczególnie na reprezentacje narodowe, nie można patrzeć przez pryzmat indywidualny. Wraz ze sztabem tworzymy tę drużynę i to jest nasz plan i świadomy wybór. W konstruowaniu drużyny biorę pod uwagę predyspozycje, dopasowanie wszystkich zawodniczek do zespołu, akceptowanie powierzonej roli i wykonywanie boiskowych zadań indywidualnych. Nie traktowałem i nie traktuję list powołań jako rankingów. Tak budujemy tę drużynę, by każda z powołanych, w takim właśnie konkretnym zestawieniu, miała możliwość dać z siebie wszystko. Powtarzam, powołania te nie są żadną wendetą, tylko moim świadomym wyborem. Wymienione zawodniczki to siatkarki, bez wątpienia, wyróżniające się na swoich pozycjach w Polsce. Analizując kryteria, o których wspomniałem, możliwości wyboru i grę poszczególnych zawodniczek, miałem duży kłopot z selekcją, bo na przykład obserwuję, jak świetnie w tym sezonie ligowym spisuję się Joanna Pacak, Iga Wasilewska czy Małgorzata Śmieszek. Cały czas widać dobrą pracę u Natalii Murek. Niestety, zawsze kogoś zabraknie. Linia tej drużyny, którą powołujemy, zostaje utrzymana. Natomiast dyskusje, kto powinien być, a kto nie, zawsze będą trwały, szczególnie w kontekście 24-osobowego składu. Dla wszystkich zawodniczek, w przyszłości kadra pozostaje otwarta.

Kadra jest jeszcze bardziej odmłodzona. Ile od tego nowego zaciągu będzie zależało?
– To żaden nowy zaciąg. Trzon kadry oparty będzie o zawodniczki ograne. Nowe twarze też nie są anonimowe. Zawodniczki te, albo już z nami trenowały, albo na ten moment świetnie spisują się w lidze. Powtarzam, kryteriami są dyspozycja, forma, ale też sportowe relacje z pozostałymi zawodniczkami. Ta reprezentacja wciąż się rozwija. Musimy sięgać po kapitał, jakim jest młodzieżowa siatkówka. Przypominam, że 5. miejsce na świecie i 3. miejsce w Europie juniorek (rocznik 2000) i wcześniej 6. miejsce na świecie juniorek (rocznik 1998), nie wzięły się z przypadku. Jest to projekt długofalowy.

W przypadku awansu do finału zagramy 4 mecze w 4 dni. Potrzebny może być szeroki skład.
– Zawsze staramy się zabezpieczać wszystkie pozycje. Na turniejach mogą zdarzyć się trudne sytuacje kadrowe, ale na to nie mamy wpływu. Na początku skoncentrujemy się na pierwszym meczu.

Czy to, że zawodniczki wrócą do kadry prosto z klubów będzie waszym problem czy atutem?
– Trudno to wyrokować. Przydałoby się więcej czasu na pracę z całym zespołem. Problem ten dotyczy jednak wszystkich reprezentacji. Na przykład Magdę Stysiak traktujemy jako zawodniczkę przyjmującą i alternatywę dla atakujących. Mało będzie czasu na adaptację do przyjęcia, ale przypominam też, że Malwina Smarzek-Godek w niektórych ustawieniach była podporą dla przyjmujących, a Martynę Łukasik prowadziliśmy dwutorowo. Wszystkie te aspekty musimy zamienić w nasze atuty.

Gramy w grupie z Bułgarkami, Holenderkami i Azerkami. Jak ocenia pan rywalki?
– To mocne zespoły. Wiele zależy od składów, w jakich przyjadą i od obecnej dyspozycji. Generalnie faworytkami będą Holenderki i Turczynki, ale każdy z pozostałych zespołów przyjeżdża tam walczyć o swoje.

Jak duże mamy szanse na awans?
– Mamy swoje cele, marzenia. Mamy też coraz mocniejszy zespół. Czy to wystarczy, zobaczymy. Nie jedziemy po to, by zagrać turniej, lecz by walczyć o awans.

Czy upatruje pan dodatkowej szansy w ewentualnym wykluczeniu Rosji z igrzysk?
– W ogóle o tym nie myślę.

Jak będą więc wyglądały przygotowania do turnieju?
– Przygotowujemy się od 19 grudnia w Spale, z przerwą na święta i Nowy Rok. Skupimy się na taktyce zespołowej. Po 26 grudnia dojadą do nas dziewczyny z Włoch. Czasu jest więc mało. 5 stycznia lecimy na turniej w Apeldoorn.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved