Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jacek Nawrocki: Chcę się dogadać z zawodniczkami

Jacek Nawrocki: Chcę się dogadać z zawodniczkami

fot. volleymasters.ch

– Chcę się dogadać z zawodniczkami. Zamierzam rozmawiać z każdą kadrowiczką – deklaruje Jacek Nawrocki, szkoleniowiec reprezentacji Polski w siatkówce kobiet. – W tej sprawie padło już dużo niepotrzebnych słów i wiele rzeczy zaszło za daleko. Dopóki w grę wchodzą emocje, będzie źle. Postaram się dojść do porozumienia – dodaje zaznaczając, że nie zamierza rezygnować z pracy w kadrze.

Zawodniczki wytykają panu „błędy w prowadzeniu meczów, brak konstruktywnych wskazówek, napady furii, które źle wpływały na zespół oraz obraźliwe wypowiedzi świadczące o braku szacunku”. Mocne. 



Jacek Nawrocki: Podczas meczów zdarzają się nerwowe momenty. Nie jestem dumny ze wszystkich swoich zachowań, ale żaden trener nie będzie się tłumaczył z takich rzeczy. Czasami szkoleniowcy muszą trochę „aktorzyć”, grać, w różny sposób mobilizować zespół. Generalnie sport ma to do siebie, że czasami trzeba użyć mocnych słów, oczywiście bez obrażania kogokolwiek. Zawodniczki też mają prawo do ekspresji i emocji. Na boisku oczekuje się od nich agresji, bo to jest miarą zaangażowania w mecz. Trudno mi się odnieść do zarzutu, że źle prowadziłem zespół podczas spotkań, bo nie wiem, o jakie sytuacje chodzi. Jeżeli jednak było tak źle, to ponownie zapytam – czemu wyniki były tak dobre?

Kolejny zarzut to brak profesjonalnego sztabu szkoleniowego i prowadzenie zajęć przez niekompetentnych trenerów.

– W sztabie pracują trenerzy, którzy zdobywali medale Ligi Mistrzów, klubowych mistrzostw świata, PlusLigi, Ligi Siatkówki Kobiet i Puchary Polski. Inny z członków zespołu odnosi sukcesy z drużynami młodzieżowymi. Jeżeli to są ludzie niekompetentni, to ja przepraszam. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, mówimy o człowieku, który pracował w Skrze Bełchatów, a teraz jest członkiem sztabu czołowego klubu świata Eczacibasi Stambuł. Sztab medyczny? Najwyższa półka – pracuje u nas jeden z najlepszych fizjoterapeutów w kraju, a także profesor Marcin Domżalski, który jest znakomitym fachowcem. Mamy też świetnych statystyków, pracujących na pełnych obrotach, niejednokrotnie zarywających noce. Nie pozwolę, żeby obrażano tych ludzi. Chcę przypomnieć, że zawodniczki wielokrotnie korzystały z indywidualnych treningów, pracowaliśmy z nimi nad techniką, taktyką, nad wieloma ważnymi szczegółami. Ci ludzie przyczynili się do ich rozwoju.

Któryś z zarzutów jest zgodny z prawdą?

– Każdy popełnia błędy, ja także. Konstruktywną krytykę przyjmuję do siebie i analizuję. To nie jest tak, że puszczam uwagi innych ludzi mimo uszu. Dziewczyny czasami mówiły mi o problemach, kryzysach, bolączkach. Starałem się respektować ich zdanie i wprowadzać zmiany w swoim zachowaniu. Przyjmuję konstruktywną krytykę, nie przyjmuję jednak tego oświadczenia, bo mija się ono z prawdą. Jeśli chodzi o analizę mojej pracy, to po czasie wiem, że pewne rzeczy można było zrobić inaczej, poprawić. Ale nie zamierzam bić się w piersi za to, co znalazło się w tym oświadczeniu.

Za co by się pan uderzył w piersi? Zawiodła komunikacja? Za późno zaczął pan rozwiązywać problemy, które musiały nabrzmiewać, skoro eksplodowały w taki sposób?

– Bardzo dobre pytanie. Obawiam się, że nawet gdybym inaczej prowadził treningi i mecze, inaczej rozmawiał z zawodniczkami, zupełnie inaczej postępował, to nie miałoby to wpływu na zaistniałą sytuację. Może przyszłość pokaże, o co chodziło.

Naprawdę planuje pan indywidualne rozmowy ze zbuntowanymi siatkarkami?

– To oczywiste. Nie myślę o nich w kategorii zbuntowanych. Jestem zdecydowany dotrzeć bezpośrednio do każdej zawodniczki. Potem podejmę decyzje i wyselekcjonuję skład na kwalifikacje do igrzysk olimpijskich. 

Czyli nie zamierza pan rezygnować z posady selekcjonera? Może byłoby to jedyne wyjście dla dobra zespołu i pańskiego zdrowia?

– Po ukazaniu się artykułu w „Gazecie Wyborczej” w tej sprawie miałem takie myśli. Ale gdy zobaczyłem zarzuty w przytaczanym oświadczeniu, zmieniłem zdanie. Uważam, że ja, moi współpracownicy i zawodniczki włożyliśmy bardzo dużo pracy i serca w ten zespół nie po to, żeby teraz zniszczyć dobry wizerunek i obraz reprezentacji. Ta drużyna zdobyła zaufanie kibiców, na jej mecze przychodziło po 10 tysięcy ludzi, cały czas szliśmy do góry, czyniliśmy postępy. Włożyłem w ten zespół dużo serca, chcę tę pracę dokończyć. Jest to dla mnie najważniejsze sportowe wyzwanie w życiu.

Cały wywiad Kamila Drąga w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-11-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved