Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Iwo Wagner: Świetnie się czuję w ZAKSIE

Iwo Wagner: Świetnie się czuję w ZAKSIE

Dziadkowie grali w siatkówkę, rodzice również, a on postanowił analizować siatkówkę. Iwo Wagner, bo o nim mowa, specjalnie dla Strefy Siatkówki opowiada, jak wszystko się zaczęło i jak to jest być częścią drużyny z Kędzierzyna-Koźla.

Nazwisko Wagner w świecie siatkarskim jest bardzo dobrze znane, czujesz presję nazwiska?



Iwo Wagner: – Kiedy byłem młody i zacząłem trenować siatkówkę, to koledzy czasami patrzyli na mnie przez pryzmat moich rodziców. Czasami dochodziły do mnie głosy: „to jest syn Grzegorza czy wnuk Huberta Wagnera”, więc zdarzało się, że odczuwałem swoje nazwisko. Rodzice jednak nigdy nie oczekiwali ode mnie, że mam zostać siatkarzem.

Kiedy rozpocząłeś swoją przygodę z siatkówką?

– Razem z bratem zaczęliśmy chodzić na zajęcia z siatkówki od roku 2001 czy 2002. To był czas, kiedy tato jako 36-letni zawodnik pojechał na mistrzostwa świata w Argentynie. To wydarzenie chyba nas w jakimś stopniu zmobilizowało do rozpoczęcia przygody z tym sportem.

Rodzice was wspierali?

– Nigdy nie czuliśmy przymusu grania w siatkówkę, ale zawsze mogliśmy liczyć na ich pomoc. Rodzice często nas zawozili na dodatkowe zajęcia czy to sportowe, czy na naukę języka obcego.

Grzegorz Wagner to człowiek, którego zna każdy, kto się interesuje siatkówką, grałeś z tatą, a może on sam pokazywał ci swoje zagrania?

– Zdarzało się, że graliśmy z rodzicami. W ogrodzie zawsze mieliśmy rozwieszoną siatkę, więc się odbijało piłkę latem, kiedy była fajna pogoda. Czasami graliśmy w plażówkę. Tata zawsze nas przewyższał umiejętnościami. W pamięci mi utkwiło jedno wydarzenie, jak kiedyś byliśmy nad morzem, to chyba było, jak jeszcze grałem w Spale. Graliśmy z tatą single na piasku i to był jeden jedyny raz, kiedy udało mi się pokonać tatę.

Był okres w twoim życiu, kiedy chciałeś zostać siatkarzem, ale jednak się nie udało, dlaczego?

– Tak, był taki czas, spędziłem rok w Spale i niestety większość czasu leczyłem kontuzje. Zaraz przed rozpoczęciem sezonu skręciłem kostkę, gdy udało mi się wyleczyć kontuzję, skręciłem drugą kostkę, pojawiły się też problem z plecami. Miałem sporo problemów zdrowotnych. Po roku zrezygnowałem ze szkoły w Spale i przeniosłem się do liceum w Bielsku-Białej, gdzie trenowanie nie było już na najwyższym poziomie. W tym czasie zacząłem się bawić statystyką. Rozwiązana została sekcja siatkówki w mieście. Podsumowując, brakło zdrowia, szczęścia, a później to już chyba mocniejszego zacięcia.

Wróćmy do tematu statystyki, opowiedz dokładniej, jak to wszystko się zaczęło.

– Kiedy wróciłem ze Spały do domu, tato był wtedy trenerem w BBTS-ie w I lidze. Klub zakupił program Data Volley, ale nie było osoby, która by mogła go używać. Tata wcześniej współpracował z Oskarem Kaczmarczykiem. Oskar był na zgrupowaniu. Między pierwszą a drugą klasą pojechałem do Oskara na zgrupowanie, żeby mi pokazał, jak się obsługuje program. Na początku szło mi bardzo opornie, ale im częściej to robiłem, tym szło mi lepiej. Na początku starałem się robić trzy mecze w tygodniu. Korzyść była z tego taka, że tato w I lidze mógł mieć podstawową analizę statystyczną. Rok później taty już nie było w klubie, a ja zostałem, współpracowałem wtedy z Przemkiem Michalczykiem.

Kochasz to, co robisz?

– Początki były bardzo trudne. Seta robiłem ponad godzinę, a i tak większość kodów wychodziła na czerwono, co oznaczało błąd. Chyba jednak coś musiało mnie do tej statystyki ciągnąć, bo skoro się nie zniechęciłem i ciągnę to kolejny rok, to musiałem złapać tzw. bakcyla.

Na czym polega twoja praca?

– To jest praca całodniowa. Zawsze jestem na treningach, a między treningami siedzę w biurze i analizuję mecze. Jestem pierwszą osobą, która zbiera wszystkie materiały, obrabiam je na swój sposób, bo każdy ze statystyków ma na to swój sposób. Obrabiam tak, żeby nam wszystkim w ZAKSIE to pasowało. Przygotowuję materiał z paru meczów i moją analizę przekazuję do sztabu trenerskiego. Następnie wspólnie, najczęściej przez dwa dni, analizujemy grę przeciwnika i przygotowujemy tzw. gameplan dla zawodników.

Byłeś statystykiem w Orlen Lidze, teraz pracujesz w PlusLidze. Jest duża różnica w pracy między obiema ligami?

– Praca statystyka w obu ligach jest dosyć podobna. Różnica jest, jeżeli chodzi o pewne procenty. Wiadomo, że w siatkówce żeńskiej jest więcej ataków, co wiąże się z mniejszą skutecznością. Wydaje mi się, że w żeńskiej siatkówce jest łatwiej, jeżeli chodzi o pewne analizy, np. niektóre rzeczy były widoczne już na poziomie podstawowych analiz. U chłopaków często trzeba się zagłębić dość mocno, żeby znaleźć coś ciekawego i chyba to jest podstawowa różnica. W żeńskiej siatkówce dochodzi jeszcze atak z jednej nogi, czyli coś, czego nie ma zupełnie w męskiej siatkówce. Kiedyś tak atakował Marcin Nowak, ale on już skończył karierę i nikt już tego nie robi.

Co cię skłoniło do pracy w Kędzierzynie-Koźlu?

– Już w trakcie poprzedniego sezonu rozmawiałem z ZAKSĄ, bo niepewne było, czy Kamil Sołoducha zostanie w klubie. Gdy wiedziałem, że stoję na pewnym gruncie w ZAKSIE, to nie szukałem już niczego innego, bo w Polsce to tutaj jest najwyższy poziom. Drużyna z Kędzierzyna-Koźla to aktualny mistrz Polski, zawodnicy na topowym poziomie, z takimi ludźmi świetnie się współpracuje.

Dobrze ci się żyje w Kędzierzynie-Koźlu?

– Zdecydowanie wolę większe miasta, gdzie coś się dzieje. Tutaj nie ma tylu ludzi co w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie czy Katowicach. Nie ma zbyt dużo knajpek czy restauracji, żeby móc chodzić w różne miejsca. Na pewno fajne jest to, że do hali, która jest na uboczu, jedzie się tylko 10 minut z każdego miejsca w mieście. Nie trzeba stać w półgodzinnym korku jak w wielkich miastach. Także są plusy.

ZAKSA utrzymała swój zespół w prawie niezmienionym składzie, trudno było się zasymilować z resztą drużyny?

– Jestem tutaj od niedawna, a większość chłopaków jest tutaj już od dłuższego czasu. Wszyscy znają się między sobą bardzo dobrze. Rozmawiałem o tym wcześniej z Kamilem Sołoduchą, on mnie przekonywał, że jest tu bardzo dobry team spirit w szatni i nie tylko. Mowa tu o zawodnikach, ale również o całym sztabie szkoleniowym. Z każdym z drużyny się dobrze dogaduję, wszystkich lubię, więc świetnie się czuję w ZAKSIE mimo tego, że jestem jedną z nielicznych nowych twarzy w zespole.

Jesteśmy już po półmetku fazy zasadniczej w PlusLidze, mógłbyś na podstawie swoich obserwacji wskazać drużyny, które będą walczyć o medale?

– Myślę, że ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Asseco Resovia Rzeszów, Jastrzębski Węgiel oraz PGE Skra Bełchatów, to są moje typy na pary półfinałowe.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved