Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Ireneusz Mazur o Lidze Narodów i reprezentacji Polski

Ireneusz Mazur o Lidze Narodów i reprezentacji Polski

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Podziwiam odwagę trenera Heynena oraz przyjęcie przez niego takiej strategii przygotowań do mistrzostw świata, ale po turnieju finałowym Ligi Narodów oraz po dokonanym wyborze personalnym przez szkoleniowca mam sporo wątpliwości. Mam do nich prawo, bo jestem zbyt daleko od jądra reprezentacji. Niemniej jednak nadal wierzę, że odniesie ona sukces w mistrzostwach świata – powiedział Ireneusz Mazur, były selekcjoner biało-czerwonych, a obecnie ekspert i komentator Polsatu Sport.

Za nami turniej finałowy Ligi Narodów. Polacy przegrali w nim z Rosjanami i Amerykanami, ugrywając tylko jednego seta. Czy rywale pokazali nam w ten sposób miejsce w szeregu, czy jednak nie ma co przykładać wagi do wyniku, bo różne drużyny szły innymi torami przygotowań?



Ireneusz Mazur:  – Tak na dobrą sprawę w turnieju finałowym nie brała udziału cała nasza reprezentacja, w związku z czym nie widzieliśmy całej siły naszej kadry. Generalnie brakowało kilku doświadczonych zawodników. Wynikało to ze wcześniejszych ustaleń oraz z kalendarza, który sobie wcześniej opracował trener. Dlatego trudno stwierdzić, czy Rosjanie i Amerykanie pokazali nam miejsce w szeregu. Inną kwestią jest to, że nasi rywale podążali zupełnie inną drogą. W początkowej fazie Ligi Narodów nie byli jeszcze zgrani. Na tym etapie potrafiliśmy pokonać chociażby Rosjan czy Francuzów. Nasi przeciwnicy szli tradycyjną drogą przygotowawczą, czyli im bliżej turnieju finałowego, tym skład się coraz bardziej stabilizował, a forma sportowa zbliżała się do optymalnej. Natomiast nasza reprezentacja grała zupełnie inaczej. Trener Heynen miał na celu wprowadzanie poszczególnych graczy do drużyny w różnych turniejach. Szczególnie na początku Ligi Narodów prezentowaliśmy się dobrze, ale już w turnieju finałowym było znacznie gorzej. Jestem w stanie zrozumieć intencje trenera, który konsekwentnie do ostatniego meczu realizował swoją taktykę. Ten rodzaj strategii nie promował jednak odpowiedniego przygotowania do meczów finałowych.

Czyli na co mogliśmy liczyć w Lille?

– Nie mogliśmy marzyć o tym, że w Lille forma zespołu będzie najwyższa, że będzie on zgrany ze sobą. Nasza reprezentacja grała na tyle, na ile była przygotowana. Nie była w stanie wznieść się na taki poziom, żeby pokonać rywali. Samym entuzjazmem, świeżością, energią wytwarzaną przez trenera nie da się wygrywać. Trener zrealizował swoją koncepcję, ale jednak spotkania w turnieju finałowym w wykonaniu Polaków wypadły bardzo blado. Można się zastanawiać nad tym, czy taki turniej był odpowiednim momentem, żeby aż do bólu realizować wcześniej zaplanowaną strategię, ale to już temat na dłuższe rozważania.

Wspomniał pan o tym, że mecze finałowe wypadły bardzo blado. A jakby miał pan szukać jakichś plusów, to czy takim mogłaby być postawa Bartosza Kurka?

– Naturalnie. W jednym meczu Bartek pokazał swoje możliwości, za które podziwialiśmy go jeszcze kilka lat temu. Wartość jego postawy w spotkaniu z Rosjanami wzrasta, jeśli popatrzy się na ich kolejne mecze, w których demolowali swoich rywali, przegrywając w całym turnieju tylko jednego seta w pojedynku z nami. Jestem pod dużym wrażeniem występu Bartka, ale nie wiemy, jakby zagrał w kolejnym meczu. Nie zostało sprawdzone to, czy jego wzrost dyspozycji był chwilowy, czy stanie się zawodnikiem, na którym będzie można opierać grę reprezentacji Polski. Poza tym nie wszystkie elementy w grze Kurka jeszcze odpowiednio funkcjonowały. Chociażby jego zagrywka nie była tak regularna jak oczekuje się od zawodnika na tej pozycji.

Czyli strategia zaproponowana przez VItala Heynena sprawiła, że po 17 meczach jest więcej odpowiedzi na pytania czy więcej znaków zapytania w kontekście składu reprezentacji?

– Wszystkie informacje, które do mnie docierają, to jest zbyt mało, abym mógł cokolwiek wyrokować. Nie jestem tak blisko reprezentacji, by jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Mam sporo wątpliwości czy jesteśmy w stanie odpowiednio przygotować się do mistrzostw świata, rozgrywając pięć meczów w optymalnym składzie. Podziwiam odwagę trenera Heynena oraz przyjęcie przez niego właśnie takiej strategii przygotowań do mistrzostw świata, ale po turnieju finałowym oraz po dokonanym wyborze personalnym przez szkoleniowca mam sporo wątpliwości. Mam do nich prawo, bo jestem zbyt daleko od jądra reprezentacji. Niemniej jednak nadal wierzę, że odniesie ona sukces w mistrzostwach świata.

A te wątpliwości związane są chociażby ze skreśleniem Łukasza Kaczmarka?

– To jest decyzja trenera. Dla nas Kaczmarek wydawał się być zawodnikiem, który będzie łączył cechy brakujące na pozycji atakującego. Łukasz wypalił najpierw w lidze, a później w reprezentacji. Wydawało się, że ma on takie możliwości, które będą spełniały oczekiwania trenera, ale został jednak skreślony z dalszej części przygotowań do mistrzostw świata. Dla mnie brak tego zawodnika jest dużą niespodzianką. Nie dyskredytuję takiej decyzji trenera, ale patrzę na nią z pewnym niedowierzaniem. Uważam jednak, że jeśli trener miał tyle czasu na obserwację siatkarzy na treningach i w trakcie meczów, to czymś musiał się kierować, podejmując taką decyzję. Posiada dużo większą wiedzę niż my, dlatego musimy cierpliwie czekać na rezultaty pracy Vitala Heynena.

To na koniec chciałbym jeszcze zapytać o formułę Ligi Narodów. Czy pana zdaniem ona się sprawdziła, czy jest to krok w dobrym kierunku?

– System nowych rozgrywek jest bardzo ciekawy. Warto go obserwować, aby zobaczyć, czy się sprawdzi, bo jedna edycja to zbyt mało, aby wyciągać daleko idące wnioski. Na pewno ogromnym minusem takiego systemu są podróże. Przykładowo nasza reprezentacja w tym roku przekraczała trzy strefy czasowe, była w Japonii, USA i Australii. Wygrały te zespoły, które nie przemieszczały się zbyt dużo, które grały głównie w Europie. Jest to pewien argument, choć na pewno nie podstawowy. Drużyny, które były rzucane po poszczególnych kontynentach, miały problemy z regeneracją, z treningami, z odpowiednim przygotowaniem się do meczów. Obciążenie organizmów było ogromne, ale póki co trudno jest złączyć kontynenty tak, aby nie było zmieniania stref czasowych.

A sam turniej finałowy na stadionie piłkarskim podobał się panu?

– Pojawiają się głosy, że odpowiednia organizacja turnieju finałowego stała pod dużym znakiem zapytania. Być może wynikało to z faktu, że taki turniej odbywał się na stadionie piłkarskim. Ale oprawa została zorganizowana z dużym rozmachem. Jestem pod ogromnym wrażeniem dynamiki całego przedsięwzięcia. Jest to też dla nas informacja, że nie możemy się zatrzymywać w miejscu, tylko wciąż szukać nowych pomysłów na oprawę meczów, na zabawianie kibiców. Turniej we Francji pokazał, że siatkówka w innych krajach też może być popularna, a mecze mogą być organizowane w ciekawy sposób.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski mężczyzn, Siatkarska Liga Narodów

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-07-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved