Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Ilona Gierak: W życiu zawsze trzeba mieć jakiś „plan B”

Ilona Gierak: W życiu zawsze trzeba mieć jakiś „plan B”

fot. Łukasz Krzywański

Nie mam już osiemnastu lat i niestety jestem już chyba bliżej końca kariery zawodniczej. Wiadomo, że coraz częściej o tym myślę. Chyba każdy rozsądny człowiek zawsze ma jakiś plan awaryjny. Zresztą też wydaje mi się, że w życiu zawsze trzeba mieć jakiś „plan B”, dlatego że sport bywa przewrotny i zdradliwy. Wystarczy jedna kontuzja – mówi kapitan Impelu Wrocław, Ilona Gierak. – Ukończyłam studia i mam jakieś pomysły w głowie na przyszłość, ale na chwilę obecną jeszcze się na tym nie koncentruję. Dopóki mogę i zdrowie mi pozwala, to gram – dodaje.

Od zawsze interesowałaś się siatkówką, czy pasja przyszła z czasem?



Ilona Gierak: – Na zajęcia z piłki siatkowej chodziłam już od podstawówki, więc zaczęłam dość wcześnie. Na początku traktowałam to jedynie jako zabawę i nawet nie przyszłoby mi do głowy, że w przyszłości stanie się to dla mnie sposobem na życie. Także dopóki nie podpisałam swojego pierwszego profesjonalnego kontraktu, a było to chyba w wieku 18 lat, to zupełnie nie sądziłam, że moje życie potoczy się w ten sposób. 

Ten pierwszy kontrakt był z Białegostoku, który w tamtym czasie jeszcze znajdował się w najwyższej klasie rozgrywkowej.

– Tak, dokładnie. Po maturze otrzymałam propozycję gry w AZS-ie Białystok. Miałam też ofertę od Gwardii Wrocław, a w tamtym czasie jej trenerem był Rafał Błaszczyk, natomiast drugim – Robert Kupisz, który kiedyś trenował mnie w Węgrowie. Nie zdecydowałam się jednak na grę w dolnośląskim zespole, bo Gwardia była wówczas w pierwszej lidze. A skoro miałam propozycję gry w ekstraklasie, to stwierdziłam, że takiej szansy się po prostu nie odrzuca.

Historia zatacza koła jak widać, bo w końcu trafiłaś do Wrocławia. I zostałaś tu od samego początku wrzucona na głęboką wodę, bo zostałaś kapitanem. Wasz zespół był złożony w dużej mierze z bardzo młodych zawodniczek. Czy to duża odpowiedzialność dla ciebie? Jak wam się grało?

– Ten sezon to na pewno nowy bagaż doświadczeń dla mnie. Po raz pierwszy w drużynie jestem najstarszą zawodniczką, na początku dziwnie się z tym czułam. Dotychczas w klubach byłam raczej jedną z młodszych dziewczyn, a tu taka zmiana. Dodatkowo funkcja kapitana. Oczywiście miałam obawy, czy aby na pewno jestem odpowiednią osobą na to stanowisko, czy sobie poradzę. Ciężko jest mi ocenić siebie samą, czy spisuję się jako kapitan. Tu pasowałoby zapytać moje koleżanki z zespołu albo trenera. Natomiast jeśli chodzi o ekipę, to rzeczywiście – mamy dość dużo młodych dziewczyn. Jednak są to zawodniczki, które wiedzą, czego chcą od życia i myślę, że zmierzają w dobrym kierunku. Są ambitne i pracowite. Każda z nas wie, jaka jest jej rola i dobrze się dogadujemy. 

Masz za sobą grę w wielu zespołach. Co zazwyczaj decydowało o zmianie klubu?

– Wybierając klub, zawsze na pierwszym miejscu kierowałam się tym, czy będę w nim grać. W tych, w których dobrze się czułam, a także inni byli zadowoleni z mojej postawy, to po prostu zostawałam na dłużej. Trzy lata spędziłam w Białymstoku, po dwa w Legionowie i Toruniu. W Muszynie miałam mało szans gry, dlatego też zostałam tam tylko rok. Oczywiście, jeden sezon w tak dobrym klubie i z tak doświadczonymi zawodniczkami, od których można się wiele nauczyć i podpatrzeć, jest w porządku. Natomiast na dłuższą metę siedzenie na ławce to na pewno nie jest dobre wyjście dla zawodnika, zwłaszcza w młodym wieku. Z drugiej strony jednak myślę, że 2-3 lata w jednym klubie to wystarczający czas. Zmiana miejsca i otoczenia zawsze daje nowy impuls do działania. Nowe cele i wyzwania są potrzebne, by nie popaść w rutynę.

Jest jakiś klub, w którym czujesz się całkowicie „u siebie”? Czy raczej zmieniasz miejsca i szybko się aklimatyzujesz?

– Myślę, że nigdy nie miałam problemów z aklimatyzacją i z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, ale oczywiście są takie kluby, do których wracam myślami z dużym sentymentem. I jest to na pewno wspomniany wcześniej Białystok. Mimo że z organizacją tam różnie bywało, to jednak zostałam 3 sezony, bo po prostu dobrze się tam czułam. Zawsze z sentymentem będę wspominać tamto miejsce. Tak samo Toruń. Byłam tam dwa lata, ale na pewno pozostanie w mojej pamięci, ma swoje stałe miejsce gdzieś w moim sercu. Poza tym jest też wiele innych miejsc, które będę wspominać bardzo dobrze. 

A sezon spędzony we Francji?

– Teraz, patrząc z perspektywy czasu, to żałuję, że zostałam tam tylko rok. Bo naprawdę wspaniale wspominam tamten okres! Mieszkałam na obrzeżach Cannes, przy samej plaży, to było wręcz wymarzone miejsce do życia! Sportowo również byłam bardzo zadowolona, dobra drużyna, wymagający trener. Klub robił co mógł, byśmy miały wszystko, czego potrzebujemy, by dobrze przygotować się do meczu. Teraz się pojawia pytanie: to czemu wyjechałaś, skoro było tak super? Dostałam propozycję gry z Muszyny. W tamtym czasie był to klub, który bił się o medale. Zawsze chciałam zagrać w klubie, który stawia przed sobą wysokie cele. Poza tym tęskniłam już i za rodziną, i za krajem, więc powiedziałam sobie: „No dobra, fajnie było, jeden sezon za mną, dużo rzeczy zobaczyłam, wspaniałych ludzi poznałam, ale pora wracać”. Jednak jestem taką osobą, która jest ogromnie związana z rodziną, a jej strasznie mi brakowało.

Dlaczego akurat Francja?

– Dostałam taką propozycję. Nie miałam też wtedy zbyt dużo czasu do namysłu, a gdy dowiedziałam się, że ten klub leży na Lazurowym Wybrzeżu, to naprawdę długo się nie zastanawiałam. Od razu widziałam oczami wyobraźni mieszkanie przy plaży, ciepełko, przepiękne widoki i inne tego typu przyjemności. Również sportowo uważam, że to był dla mnie dobry rok. Po pierwsze cały sezon grałam, a to było dla mnie bardzo ważne. Po drugie nasza drużyna była złożona z zawodniczek praktycznie z całego świata, bo jeśli chodzi o Francuzki, to miałam w zespole tylko dwie. Cała reszta to Kolumbijka, Włoszka, Brazylijka, Serbka. To była szansa, żeby poznać ciekawych ludzi, ich kultury i po prostu zobaczyć, jak to jest za granicą.

Zatrzymam się jeszcze przy tej Francji na chwilę. Czy jest duża różnica w mentalności, sposobie organizacji między polską a francuską siatkówką?

– Ja osobiście tego nie zauważyłam. Ale to może dlatego, że w moim klubie miałyśmy naprawdę dobre warunki i organizację. Na mecze latałyśmy samolotem, ale było to spowodowane głównie tym, że odległości między miastami były naprawdę ogromne – 1000 km i więcej. Tak samo jak w Polsce, jechało się dzień przed meczem, spało w hotelu. Naprawdę było tam profesjonalnie. Poza tym sportowo też wszystko było w porządku. W  naszej drużynie występowały dwie dziewczyny grające wcześniej we włoskiej Serie A. Trenerem był Włoch, dosyć surowy i bardzo wymagający, ale jego system pracy się sprawdził, bo zdobyłyśmy Federal Cup. Liga francuska jest na dobrym poziomie, na ligowych parkietach można spotkać zawodniczki z całego świata, które prezentują naprawdę wysoki poziom. Polskim siatkarkom też polecałabym się tam wybrać.

Potrzeba odwagi?

– Tak, zdecydowanie potrzeba odwagi! Jednak naprawdę każdemu bym polecała wyjazd za granicę. Jak sobie prywatnie rozmawiam z koleżankami, to wszystkim mówię, że jeśli tylko mają szansę, żeby wyjechać, to niech się nawet nie zastanawiają. To jest ogromna szansa, by zobaczyć coś innego, spróbować czegoś nowego i poznać jak to jest tak naprawdę na obczyźnie. Każdemu polecam taką przygodę!

W wywiadzie z 2015 r. mówiłaś, że zaczynasz myśleć nad „planem B”. Jak jest teraz?

– Nie mam już osiemnastu lat i niestety jestem już chyba bliżej końca kariery zawodniczej. Wiadomo, że coraz częściej o tym myślę. Chyba każdy rozsądny człowiek zawsze ma jakiś plan awaryjny. Zresztą też wydaje mi się, że w życiu zawsze trzeba mieć jakiś „plan B”, dlatego że sport bywa przewrotny i zdradliwy. Wystarczy jedna kontuzja. W zeszłym sezonie miałam operację kolana i też przychodziły mi do głowy różne myśli. Może już nie będę wracać do sportu, może to jakiś znak, że trzeba skończyć, może trzeba sobie znaleźć inny cel w życiu. Myślę, że od zawsze gdzieś tam z tyłu głowy miałam taką myśl, że siatkówka nie będzie mi towarzyszyć przez całe życie. Ukończyłam studia i mam jakieś pomysły w głowie na przyszłość, ale na chwilę obecną jeszcze się na tym nie koncentruję. Dopóki mogę i zdrowie mi pozwala, to gram. 

Więcej na stronie impelwroclaw.pl

źródło: impelwroclaw.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved