Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Czy hit 17. kolejki namiesza w tabeli?

Czy hit 17. kolejki namiesza w tabeli?

Jeszcze na dobre nie ostygły emocje związane z 1/8 Pucharu Polski, a tu wielkimi krokami zbliża się 17. kolejka PlusLigi. Najciekawszym pojedynkiem tej serii gier będzie bez wątpienia starcie PGE Skry Bełchatów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. W Bełchatowie spotkają się nie tylko ubiegłoroczni medaliści, ale również lider i wicelider tabeli.

Kolejna seria spotkań siatkarskiej ekstraklasy rozpocznie się w piątek od meczu Łuczniczki Bydgoszcz z ONICO AZS-em Politechniką Warszawską. Podopieczni Piotra Makowskiego nie uczestniczyli w 1/8 Pucharu Polski, w ligowej tabeli aktualnie zajmują 14. miejsce z 11 „oczkami”. I choć na swoim koncie mają zaledwie dwie wygrane, to jednak obie po 3:0. Punkty zgromadzili również po porażkach po tie-breaku, a tych rozegrali pięć. Siatkarze ze stolicy w ostatnim czasie na pewno nie prezentują maksimum swoich umiejętności, czego najlepszym przykładem jest porażka w Pucharze Polski z Effectorem Kielce. Wcześniej inżynierowie wyraźnie przegrali starcie z Asseco Resovią Rzeszów. – Początek sezonu był dla nas udany, potem jednak zaliczyliśmy zbyt wiele wpadek. Przed meczem z Resovią postanowiliśmy, że pierwszą rundę odcinamy grubą kreską i zaczynamy walkę od nowa. Postawiliśmy przed sobą cel, żeby piąć się w górę tabeli na tyle, na ile pozwoli nam forma – zapowiedział Andrzej Wrona.



W sobotę emocje wszystkich kibiców powinno rozgrzać starcie PGE Skry Bełchatów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Drużyna Ferdinando de Giorgiego jest bezsprzecznym liderem ligi, ale po piętach depcze jej bełchatowska Skra. Obie ekipy dzielą tylko 3 „oczka”. Różnica byłaby mniejsza, gdyby brązowi medaliści poprzedniego sezonu nie stracili dość niespodziewanie punktów z MKS-em Będzin. – Każdy mecz ma swoją historię i dopiero po podsumowaniach spotkań można się zacząć cieszyć ze zwycięskiego wyniku. Przecież te dwa punkty mogliśmy przegrać! W czasie ostatniego starcia mieliśmy słabsze momenty, ale dobrą drużynę cechuje umiejętność wyjścia z nich i finalnej wygranej. W pojedynku z będzinianami to nam się udało i chwała chłopakom za to, że wypracowali pozytywne zakończenie – podkreślił Krzysztof Stelmach. Kędzierzynianie z pewnością będą chcieli zrewanżować się ekipie Philippe’a Blaina za porażkę w 2. kolejce. Wówczas we własnej hali ZAKSA nie zdobyła nawet punktu, a mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla przyjezdnych.

Wydaje się, że najłatwiejsze zadanie w tej kolejce czeka Jastrzębski Węgiel. Nie dość, że gra na swoim terenie, to na dodatek podejmować będzie AZS Częstochowa. Zawodnicy spod Jasnej Góry są „czerwoną latarnią” ligi, bowiem mają na swoim koncie zaledwie 9 „oczek”. W pierwszej rundzie gładko ulegli rywalowi, aspirującemu do walki o medale. Częstochowianie po meczu z Cerrad Czarnymi Radom, również zakończonym wynikiem 0:3, byli w bardzo kiepskich nastrojach. – To tak naprawdę drugi taki pojedynek w tym sezonie, że musimy siąść i przemyśleć sobie pewne rzeczy. Myślę, że zarówno to spotkanie, jak i ta inauguracja z Jastrzębskim Węglem nam kompletnie nie wyszły i musimy szybko wyciągnąć wnioski, porozmawiać też z chłopakami, pracować, być może jeszcze ciężej, aby grać na miarę swojego potencjału – zapowiedział Michał Bąkiewicz.

Cerrad Czarni Radom pojadą natomiast do Bielska-Białej i będzie to świetna okazja do rewanżu za dość niespodziewaną porażkę wojskowych we własnej hali. Wówczas bowiem zespół prowadzony jeszcze przez Miroslava Palguta nie tylko wygrał, ale zgarnął pełną pulę. Od tego czasu sporo się zmieniło, miejsce Słowaka na stanowisku szkoleniowca zajął jego rodak, Rastislav Chudik. Radomianie natomiast prezentują wysoką dyspozycję, czego wynikiem jest 7. miejsce w tabeli. – Początek sezonu mieliśmy słaby. Zaczęliśmy powoli, ale potem rozkręcaliśmy się. Nie spodziewaliśmy się aż tak słabych rezultatów, ponieważ mieliśmy wobec siebie duże oczekiwania, ale ten kiepski początek wziął się też z tego, że mamy młodą drużynę. Skończyliśmy pierwszą rundę w mocnym stylu i mamy nadzieję, że będziemy to kontynuować do samego końca – skomentował David Smith.

Zespół Cuprum Lubin, zajmujący obecnie 6. miejsce, powalczy o komplet punktów z Effectorem Kielce. Spotkanie w pierwszej rundzie rozegrane zostało dopiero 2 listopada, a to wszystko dlatego, że Estonia walczyła w kwalifikacjach do mistrzostw Europy. Ekipa prowadzona przez Gheorghe Cretu wygrała, ale dopiero po tie-breaku. Miedziowi dość niespodziewanie odpadli z 1/8 Pucharu Polski, choć prowadzili już 2:0. Ostatecznie Espadon Szczecin zachował więcej zimnej krwi, dlatego lubinianie na pewno będą chcieli udowodnić, że był to tylko wypadek przy pracy.

Asseco Resovia Rzeszów podejmować będzie we własnej hali właśnie szczecińską drużynę. Warto przypomnieć, że podopieczni Andrzeja Kowala również awansowali do 1/4 Pucharu Polski, pokonując Indykpol AZS Olsztyn. – Cieszymy się z tego, że udało się zwyciężyć w trzech setach i zagrać w kolejnej rundzie Pucharu Polski. Poszło nam całkiem dobrze, chociaż trochę rozluźnienia w trzecim secie dało się we znaki. Na szczęście udało się utrzymać przeciwnika na dystans – podkreślił Bartłomiej Lemański. Rzeszowianie robią, co mogą, by zniwelować straty do PGE Skry Bełchatów, do której tracą tylko „oczko”. – Na koniec rundy będzie się liczył każdy punkt. Nie pozostaje nam nic innego, jak wyjść na boisko i walczyć, by zgarnąć pełną pulę – dodał środkowy.

Ciekawie zapowiada się starcie w Katowicach, gdzie GKS zmierzy się z Indykpolem AZS-em Olsztyn. Wprawdzie obie ekipy dzieli 11 punktów, to jednak podopieczni Piotra Gruszki nie raz w tym sezonie udowodnili, że nie są chłopcami do bicia i potrafią sprawić niespodziankę. Wcześniejszy mecz takiej nie przyniósł, bowiem zawodnicy prowadzeni przez Andreę Gardiniego triumfowali 3:0. Katowiczanie w ostatnim czasie przeżywali słabszy moment, serię porażek przerwała dopiero wygrana po tie-breaku z Łuczniczką Bydgoszcz. – Był to trudny mecz, szczególnie z tego względu, że ostatnio notowaliśmy na swoim koncie same porażki. Chcieliśmy dobrze zakończyć rok, co nam się udało – zauważył Paweł Pietraszko, środkowy beniaminka.

Kolejkę zakończy pojedynek Lotosu Trefla Gdańsk z MKS-em Będzin. Stelio De Rocco może być zadowolony ze swoich podopiecznych, bowiem zmusili PGE Skrę Bełchatów do wysiłku i „urwali” jej punkt. Sami zawodnicy czuli, że mecz był do wygrania i to za pełną pulę, więc nie do końca byli usatysfakcjonowani końcowym rezultatem. – Na pewno przed meczem jeden punkt bralibyśmy w ciemno, ale podczas samego spotkania była realna szansa na to, aby wygrać za trzy „oczka”, więc boli fakt, że nie wykorzystaliśmy szansy. To dla nas kolejna lekcja, cieszy jednak fakt, że graliśmy naprawdę jako drużyna i to było czuć – skomentował Artur Ratajczak. Co ciekawe, w pierwszej rundzie siatkarze z Trójmiasta triumfowali po tie-breaku. Oba zespoły dzieli 7 „oczek”, ale mimo wszystko można spodziewać się wyrównanego starcia.

Zobacz również:
Wyniki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved