Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Helene Rousseaux: Walczymy tak mocno, na ile mamy siłę

Helene Rousseaux: Walczymy tak mocno, na ile mamy siłę

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Siatkarki Developresu SkyRes Rzeszów w rozgrywkach LSK „depczą po piętach” czołowej dwójce – zespołom ŁKS-u i Chemika Police. Podopieczne Lorenzo Micellego jednak nieco gorzej radzą sobie w Lidze Mistrzyń, gdzie rzeszowianki dość niespodziewanie po jednostronnym meczu uległy ekipie z Zurychu. Brązowe medalistki LSK wróciły jednak na zwycięską ścieżkę i w wymagającym 1/8 Pucharu Polski pokonały zespół Wisły Warszawa. – Jesteśmy bardzo zmęczone, bo gramy mecz za meczem. W niedzielę podejmowałyśmy Legionovię, w zeszły czwartek Volero. Teraz już w piątek jedziemy do Bielska-Białej na kolejny „gorący” teren. Walczymy tak mocno, na ile mamy siłę – mówi Helene Rousseaux, przyjmująca rzeszowianek.

Mecz z Wisłą Warszawa mógł być dla was bardzo trudnym pojedynkiem. Tydzień temu przytrafiła wam się bolesna porażka w Zurychu, a trzy dni temu grałyście z Legionovią. Uniknęłyście jednak potknięcia, pomimo tak intensywnego terminarza…



Helene Rousseaux:Jesteśmy bardzo zmęczone, bo gramy mecz za meczem. W niedzielę podejmowałyśmy Legionovię, w zeszły czwartek Volero. Teraz już w piątek jedziemy do Bielska-Białej, na kolejny „gorący” teren. Walczymy tak mocno, na ile mamy siłę. To jedyne, co możemy w tym momencie zrobić. Staramy się koncentrować tylko na meczu, a nie na tym, co nam doskwiera. Dlatego myślę, że biorąc to wszystko pod uwagę, w meczu z Wisłą najważniejsze jest to, że schodzimy z parkietu jako zwycięzcy, a nie w jakim stylu tego dokonałyśmy. Zdaję sobie sprawę, że potrafimy zagrać znacznie lepiej niż w tym meczu pucharowym, ale naprawdę, nie ma to już teraz większego znaczenia.

Wydaje się, że taktyka nie była w tym meczu najważniejsza. Niemal przez cały mecz byłaś liderką drużyny, ale skuteczność ataku wszystkich zawodniczek Developresu nie była imponująca. Dlaczego tak trudno było dobić się do „pomarańczowego”?

– Prawdę mówiąc, dla mnie zdobywanie punktów było bardzo trudnym zadaniem. Jednak przy takiej drużynie jak Wisła jest to normalne. Zrozumiałym jest, że rywalki są bardzo zmotywowane, chcą wypaść jak najlepiej i sprawić niespodziankę, pokonując zespół grający w wyższej lidze. Widać też było, że były od nas zwyczajnie „świeższe”. Warszawianki broniły, podbijały wiele piłek w obronie. Zagrały dobre zawody, ale tego też się spodziewałyśmy. Cieszę się, że nawet pomimo gry poniżej swoich możliwości pokazałyśmy, że nadal jesteśmy lepszą drużyną.

Dodatkowo gra na parkiecie w prawdziwym tego słowa znaczeniu jest chyba bardziej wymagająca dla organizmu niż spotkanie rozgrywane na terafleksie. Też to odczułaś?

– Tak, zdecydowanie. Moje kolana są w opłakanym stanie, a przed meczem już też nie były w najlepszej kondycji. Myślę, że jutro cały dzień spędzę na tym, by doprowadzić je do porządku.

Biorąc pod uwagę plany i terminarz, trener Lorenzo Micelli mógł zdecydować się nawet na grę drugą szóstką. Mimo wszystko jednak tego nie zrobił. Kiedy nadejdzie taki czas, że podstawowe zawodniczki będą mogły odpocząć i obejrzeć mecz z nieco większym dystansem?

– Nie, myślę, że byłoby to zbyt duże ryzyko. To, że rywalki rozgrywają swoje mecze w I lidze, nie oznacza, że nie jest to bardzo dobra drużyna. To jest tylko jeden mecz, a nam zależy na tym, by osiągnąć sukces w Pucharze Polski. Czy będzie więcej czasu na odpoczynek? O to trzeba już zapytać trenera. (uśmiech)

Po meczu z Volero Zurych wiele osób zwracało uwagę nie na wynik, ale na to, w jakich okolicznościach poniosłyście porażkę 0:3. Skąd tak duży dystans dzielący was od Szwajcarek?

– Po prostu zagrałyśmy słabo, nie był to nasz dzień. Byłyśmy też po dość długiej podróży, a Volero zaskoczyło nas swoją wyjściową szóstką. Okazało się, że te zawodniczki, które znalazły się na parkiecie, wiele potrafią i rozegrały bardzo dobre spotkanie. Na razie nie myślimy jednak o kolejnych meczach w LM, bo priorytet stanowi dla nas mecz w Bielsku-Białej.

Pomimo to jak na razie w rozgrywkach LSK radzicie sobie bardzo dobrze, tracąc cztery punkty do liderek. Bezpieczne trzecie miejsce to twoim zdaniem dobry wynik?

– Przegrałyśmy dwa mecze, uważam, że tak świetny wynik. Jednak przez to, że kilka ze spotkań zakończyłyśmy też zwycięstwem w tie-breaku jesteśmy na trzecim miejscu w tabeli. Muszę przyznać, że jest to rezultat, z którego jestem zadowolona, ale naszym celem jest zwycięstwo w całej lidze i do tego będziemy dążyć. Receptą na nasze sukcesy jest ciężka praca, utrzymywanie dobrej dyspozycji mentalnej i pomaganie sobie w trudnych sytuacjach.

W ostatnich latach występowałaś w najlepszych ligach świata. Co przekonało cię do powrotu do Polski?

– Wróciłam do Polski, ponieważ trener Micelli zaproponował mi bardzo atrakcyjną ofertę zarówno pod kątem sportowym, jak i finansowym. Wiedziałam, że zespół z Rzeszowa będzie występował w Lidze Mistrzyń, do tego jest to jedna z czołowych drużyn w Polsce, która z pewnością będzie liczyła na same zwycięstwa. Grając w Turcji czy we Włoszech, kończyłam sezon w okolicach 4-5 miejsca, ale zupełnie inaczej czuję się, występując w drużynie, która mierzy w złoty medal. To sprawia, że atmosfera i motywacja są zupełnie inne.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-02-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved