Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Grzegorz Ryś o pracy w Izraelu

Grzegorz Ryś o pracy w Izraelu

fot. CEV

– Po dwóch latach pracy w Izraelu mam przygotowaną szeroką grupę 24-26 zawodników, którym brakuje ogrania w dużych imprezach. Natomiast umiejętnościami powoli dorównują zespołom, z którymi do niedawna regularnie przegrywali. Daleko nam do klasy takich ekip jak Polska, Rosja, Francja czy Włochy, jednakże udział w mistrzostwach Europy dałby nam sporo cennego doświadczenia i postęp byłby na pewno widoczny – powiedział Grzegorz Ryś, szkoleniowiec męskiej reprezentacji Izraela. 

Rozpoczęły się kwalifikacje do mistrzostw Europy 2019. Izrael na razie ma na swoim koncie dwie porażki i jedno zwycięstwo. Takich wyników się pan spodziewał, czy jednak są one poniżej oczekiwań?



Grzegorz Ryś: Z Łotwą wygraliśmy w zeszłym roku podczas eliminacji do MŚ 3:2. W tym roku w pierwszym meczu naszych eliminacji do ME zagraliśmy skutecznie, mądrze taktycznie i zwycięstwo 3:0 podbudowało zespół. Z Estonią niestety przegraliśmy oba spotkania, 0:3 oraz 1:3. Mimo jednego zwycięstwa mamy jeszcze szanse na awans z drugiego miejsca. Po trzech rozegranych meczach trudno o optymizm, jednakże zdaję sobie sprawę, że zespół Izraela nie ma na tyle doświadczenia i umiejętności, aby skutecznie walczyć z Estonią i wygrać mecze, w których potrzebne jest opanowanie i chłodna głowa. Jest to raczej odzwierciedlenie naszych aktualnych możliwości.

Estończycy okazali się być poza zasięgiem, czy jednak jeden wygrany set pokazał, że stać było pana podopiecznych na sprawienie niespodzianki?

– W „naszej” grupie Estonia i Łotwa są wyżej notowane w rankingu CEV niż Izrael. Faworytem grupy była Estonia i praktycznie na boisku potwierdziła swoją siłę. Musimy pamiętać, że Estonia w ostatnich latach występowała w mistrzostwach Europy, a także w rozgrywkach Euroligi walcząc w tym roku o awans do Siatkarskiej Ligi Narodów. Wielu zawodników z tego zespołu występuje w mocnych ligach, w PlusLidze mogliśmy obserwować w ostatnich latach Tahta, Kreeka, Toobala i innych. Jeśli porównamy Estonię do zespołu Izraela, to niestety niewiele atutów pozostanie po stronie moich zawodników. W drugim spotkaniu udało się nam wyłączyć z gry Tahta (w ataku miał zaledwie 33% skuteczności), natomiast w pierwszym meczu był on najskuteczniejszym zawodnikiem Estonii. My musielibyśmy zagrać całe spotkanie na 100% możliwości, aby wygrać. Niestety mimo olbrzymiej woli walki o każdą piłkę i determinacji w grze wystarczyło to na wygranie jednego seta. W moim zespole zabrakło ogrania w trudnych meczach. W tym roku rozegraliśmy zaledwie 5 meczów kontrolnych, natomiast Estonia grała w Golden League, w turnieju kwalifikacyjnym do Siatkarskiej Ligi Narodów, a Łotwa w Silver League. Bez gry w takich rozgrywkach trudno o postęp. Niestety budżet federacji Izraela nie pozwala na zbyt wiele. Natomiast z drobną satysfakcją muszę przyznać, że Estonia musiała włożyć sporo wysiłku, aby z nami wygrać.

W jakich aspektach siatkarskiego rzemiosła pana podopieczni na przestrzeni ostatnich miesięcy zrobili największy postęp, a co jeszcze najbardziej wymaga pracy?

– Największy postęp widoczny jest w organizacji oraz skuteczności bloku. Dużo czasu poświęciłem na doskonalenie techniki indywidualnej. Lepiej prezentujemy się w przyjęciu i obronie. Poprawy wymaga skuteczność gry w ataku oraz  umiejętność radzenia sobie w decydujących momentach meczów. To można osiągnąć poprzez granie spotkań o stawkę, pod presją, na przykład w Golden czy Silver League.  Duży postęp widoczny jest w realizacji taktycznych założeń gry. Poświęciliśmy bardzo dużo czasu na analizę gry własnej oraz zespołów przeciwnika. Zawodnicy otrzymywali szczegółowe informacje o przeciwniku przed każdym meczem oraz w trakcie gry. Bardzo wiele informacji opracowywał i przekazywał nasz statystyk – Adam Malik. I to zaprocentowało w meczu z Łotwą, natomiast z Estonią nie wystarczyło na wygranie spotkania. Estonia jest jeszcze zbyt mocna dla nas, aby skutecznie walczyć i wygrywać. Efekty przynosi również systematyczna praca na siłowni. Już trzeci sezon za przygotowanie fizyczne odpowiada Wojciech Bańbuła. Udało się zmniejszyć ilość drobnych urazów u zawodników, obecnie pracujemy na większych obciążeniach niż dwa lata temu i trening trzygodzinny nie stanowi większego problemu dla zespołu. Na początku mojej pracy w Izraelu trudno było wyegzekwować pełne zaangażowanie w każdym treningu. Zawodnicy przyzwyczajeni byli do treningów dwugodzinnych i nie rozumieli, dlaczego muszą pracować dłużej. Fizycznie nie byli przygotowani do takiej pracy. Chciałbym podkreślić, że aktualnie wspólnie z Wojtkiem Bańbułą i Adamem Malikiem jesteśmy jedynym polskim sztabem szkoleniowym za granicą. Moimi asystentami w sztabie są  dwaj trenerzy z Izraela, jednakże taki jest wymóg federacji, aby miejscowi szkoleniowcy zdobywali wiedzę i doświadczenie, pracując z trenerem zagranicznym. 

Czy wygrana z Łotwą może wam dać jeszcze historyczny awans na mistrzostwa Europy? Czy jednak wszystko będzie zależało od tego, jakie wyniki padną w innych grupach?

– W ostatecznym rankingu zespołów z drugiego miejsca będzie się brało pod uwagę tylko wyniki trzech pierwszych reprezentacji w każdej z grup. Aktualnie w  siedmiu grupach aż sześć zespołów z drugiego miejsca ma tylko po jednym zwycięstwie. O ostatecznym układzie tabeli zadecydują ostatnie mecze w styczniu 2019 roku. W naszym przypadku o awansie zadecydują styczniowe mecze pomiędzy Austrią i Albanią oraz Ukrainą i Macedonią. Jeśli w tych spotkaniach walka rozstrzygać będzie się w pięciu setach, to dla mojego zespołu potrzebne będzie zwycięstwo z Łotwą 3:0 lub 3:1. Sytuacja jest dosyć trudna i niestety nie wszystko zależy od nas. My skupiamy się na naszym przeciwniku i będziemy walczyć o jak najlepszy wynik.

A czy według pana zmieniona formuła mistrzostw Europy ma sens? Z jednej strony w finałach zagrają zespoły, które wcześniej nie miały na to szans, ale z drugiej – chyba obniży się poziom zawodów?

– Trudno oceniać nową formułę mistrzostw przed rozpoczęciem turnieju. Poczekajmy na pierwsze mecze. Na pewno ilość spotkań do rozegrania będzie zdecydowanie większa i możemy przypuszczać, że niektóre mecze nie zachwycą nas swoim poziomem. Jeśli jednak popatrzymy na nową formułę z punktu widzenia tych najsłabszych, to może ona przynieść określone korzyści. Najważniejsza jest promocja siatkówki oraz pozyskanie sponsorów, którzy finansowo mogą wspierać nowe projekty. Dobrym przykładem jest Izrael. Odbyliśmy wiele spotkań w federacji oraz w Ministerstwie Sportu, a także z potencjalnymi sponsorami. Otrzymaliśmy jasną deklarację: awansujcie na mistrzostwa Europy, a my zapewnimy wam optymalne warunki przygotowań oraz podpiszemy umowy na sponsorowanie do roku 2024.  I to jest nasza szansa. Przy szesnastu zespołach nie mielibyśmy możliwości, aby awansować, natomiast przy dwudziestu czterech jest to możliwe. Po dwóch latach pracy w Izraelu mam przygotowaną szeroką grupę 24-26 zawodników, którym brakuje ogrania w dużych imprezach. Natomiast umiejętnościami powoli dorównują zespołom, z którymi do niedawna regularnie przegrywali. Przykładem jest zespół Łotwy, a także Rumunia czy Dania, z którymi do niedawna nie mogliśmy wygrać. Daleko nam do klasy takich ekip jak Polska, Rosja, Francja czy Włochy, jednakże udział w mistrzostwach Europy dałby nam sporo cennego doświadczenia i postęp byłby na pewno widoczny.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Mistrzostwa Europy, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-09-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved