Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Grzegorz Ryś: Medal potwierdzeniem przynależności do europejskiej czołówki

Grzegorz Ryś: Medal potwierdzeniem przynależności do europejskiej czołówki

fot. archiwum

– Trzeba umieć podnieść się po niespodziewanej porażce. Niewiele zespołów to potrafi. Znamy przypadki, że drużyny, które miały aspiracje do złota, najpierw przegrały w półfinale, a później nie istniały na boisku w meczu o brązowy medal. Ciesze się, że Polacy się dźwignęli – powiedział w rozmowie ze Strefą Siatkówki Grzegorz Ryś, były szkoleniowiec polskich reprezentacji młodzieżowych.

Brązowy medal mistrzostw Europy to według pana sukces czy porażka?



Grzegorz Ryś: Występ naszych siatkarzy w mistrzostwach Europy oceniam bardzo pozytywnie. W tym sezonie braliśmy udział w kilku turniejach, w których zagraliśmy na dobrym poziomie. W Lidze Narodów graliśmy w różnych zestawieniach, a i tak zajęliśmy trzecie miejsce. W kwalifikacjach olimpijskich bez żadnego problemu wywalczyliśmy awans na igrzyska w Tokio, natomiast w mistrzostwach Europy przytrafił nam się jeden słabszy mecz, przez co w konsekwencji walczyliśmy o trzecie miejsce, które ostatecznie zajęliśmy. Wiele osób może odczuwać niedosyt, ale warto zauważyć, że podstawowy cel na ten sezon został zrealizowany, a zdobycie kolejnego medalu jest tylko kolejnym potwierdzeniem tego, że należymy do ścisłej światowej oraz europejskiej czołówki.

Chyba trochę niektórzy nie doceniają tego medalu? A przecież jest to pierwszy krążek w mistrzostwach Europy od 2011 roku…

Faktycznie, od ostatniego medalu, zresztą też brązowego, minęło osiem lat. Przez wiele lat nie mogliśmy stanąć na podium, ale w tym sezonie udowodniliśmy, że po zdobyciu mistrzostwa świata potrafiliśmy zachować dobrą dyspozycję. Ten medal należy traktować jako coś pozytywnego. Zresztą w kwalifikacjach olimpijskich znalazły się zespoły Francji, Polski oraz Słowenii, które dotarły do czwórki mistrzostw Europy. W sierpniu kolejność była inna, tym razem doszło do przetasowań, ale w dalszym ciągu jesteśmy w czołówce. Wiele zespołów europejskich dałoby wiele, aby w każdym turnieju meldować się w czwórce. Jeśli z każdej imprezy przywozimy medal, oznacza to, że utrzymujemy równy poziom. Trochę brakuje nam jeszcze medalu olimpijskiego, bo on byłby potwierdzeniem naszej siły w hierarchii światowej. Ostatnie turnieje dają nam nadzieję na to, że na najbliższych igrzyskach możemy o ten medal powalczyć.

A jak pan oceni to, co stało się w półfinale mistrzostw Europy? To był wypadek przy pracy? A może Słowenia nam nie leży, bo po raz trzeci z rzędu zamknęła nam drogę do lepszego wyniku w mistrzostwach Europy.

Atutem Słoweńców było to, że wszystkie mecze grali u siebie. Własne boisko bardzo im pomogło. Natomiast my zagraliśmy trochę słabszy mecz. Każdemu zespołowi na turnieju może przytrafić się słabsza dyspozycja. Uważam, że o wyniku tego meczu zadecydował pierwszy set. Prowadząc 20:17, nie potrafiliśmy skończyć kilku akcji, co przełożyło się na przegraną. Jedna błędna decyzja sędziego nie powinna wytrącić rasowego zespołu z uderzenia, a nam się taka sytuacja przytrafiła. Trzeba z niej wyciągnąć wnioski.

Słoweńców nakręcała publiczność, a Polacy grali jakby z podciętymi skrzydłami.

Przegraliśmy ten mecz atakiem. W pozostałych elementach zagraliśmy na podobnym poziomie. Błędów w ataku w całym meczu popełniliśmy 12, a rywale tylko 4. To był kluczowy element, który zadecydował o porażce. Szwankowała w tym pojedynku również taktyka. Nie wykorzystaliśmy naszych atutów na środku, a Piotrek Nowakowski nie dostał ani jednej piłki. Ważne jest, aby ten mecz bardzo dokładnie przeanalizować i wyciągnąć z niego wnioski.

A paradoksalnie ta porażka może zostać przekuta w sukces w igrzyskach olimpijskich? Gdyby Polacy wygrali kolejny duży turniej, to może poczuliby się zbyt pewnie? A tak wiedzą, że zimny prysznic zawsze może się przytrafić.

Porażka uczy pokory. Nawet mistrz świata musi być czujny i zawsze grać od początku do końca. Nauka trochę nas kosztowała, bo nie zagraliśmy w finale. Musimy zadbać o to, aby takie sytuacje nie przytrafiły się na igrzyskach olimpijskich. W nich zagra tylko 12 zespołów, nie będzie tam takich słabych spotkań jak z Czarnogórą, Czechami czy Hiszpanią. Walka będzie toczyła się o to, aby jak najwyżej być po rundzie zasadniczej, by nie grać z mocnym przeciwnikiem w ćwierćfinale. Tam nie może przytrafić się moment słabości.

Ale Polacy pokazali charakter, podnosząc się po niespodziewanej porażce w półfinale i ogrywając w meczu o brąz Francuzów.

Trzeba umieć podnieść się po niespodziewanej porażce. Niewiele zespołów to potrafi. Znamy przypadki, że drużyny, które miały aspiracje do złota, najpierw przegrały w półfinale, a później nie istniały na boisku w meczu o brązowy medal. Są to Rosjanie, czasami Amerykanie, Francuzi boleśnie to ostatnio przerobili kilka razy. Cieszę się, że nasz zespół się dźwignął i odzyskał skuteczność. Ten mecz o trzecie miejsce był ciekawy. Francuzi walczyli, ale przegrana półfinałowa siedziała im w głowie. Wykorzystaliśmy ich słabość mentalną, zasłużenie stając na podium.

A jak pan oceni nową formułę mistrzostw Europy?

Nowa formuła chyba nie do końca się sprawdziła. Jeśli policzylibyśmy mecze, które stały na naprawdę wysokim poziomie, to nie wiem czy doliczylibyśmy do dziesięciu. Duża była rozpiętość we frekwencji na trybunach. Były mecze, które gromadziły w hali po kilkanaście tysięcy kibiców, ale były też takie, na których kibiców było 50. Nowa formuła sprzyjała słabszym zespołom, bo dzięki temu mogły one się rozwijać. Taka Czarnogóra miała po raz pierwszy w historii możliwość zagrania z mistrzem świata. patrząc z punktu widzenia właśnie takich ekip jak Czarnogóra, Macedonia czy Rumunia, to dla nich jest to cenne doświadczenie. Taka formuła nie jest dobra za to dla mocnych zespołów, bo one nic nie zyskują, rozgrywając mecze ze słabszymi przeciwnikami. Według mnie warto by zaczerpnąć z innych sportów i stworzyć mistrzostwa Europy dywizji A i dywizji B, w których grałoby po 12 zespołów. Dwa najsłabsze spadałyby z dywizji A, a dwa najlepsze awansowały z dywizji B. taki system podniósłby atrakcyjność rozgrywek. Problemem było też podróżowanie, bo Francuzi czy Słoweńcy rozgrywali praktycznie wszystkie mecze w jednym miejscu, a inne zespoły musiały latać po Europie. Chyba największym podróżnikiem byliśmy my, a to też miało znaczenie dla dyspozycji zawodników. może w kolejnym turnieju po fazie grupowej trzeba wszystkie zespoły zebrać w jednym miejscu i grać w nim już do końca turnieju.

Przed naszą reprezentacją jeszcze Puchar Świata. To trochę kula u nogi czy jednak turniej, z którego można wyciągnąć trochę pozytywów?

Puchar Świata stracił na znaczeniu, bo nie jest już szansą na zdobycie olimpijskiej kwalifikacji. Dla zawodników granie 11 meczów w 15 dni jest morderczym wyzwaniem. Dobrze, że w tym roku jest możliwość manewrowania składem. Do Japonii poleci 24 zawodników, dzięki czemu nie będą oni aż tak obciążeni. Ten turniej będzie swego rodzaju sprawdzianem przedolimpijskim. Dla naszego zespołu najważniejsze będzie ogrywanie młodszych zawodników. Kilku z nich będzie mogło potwierdzić swoją przydatność dla reprezentacji, kilku z nich będzie mogło rozegrać kilka meczów, bo w mistrzostwach Europy chociażby Kuba Kochanowski czy Olek Śliwka zbyt dużo sobie nie pograli. Liczę, że znowu powalczymy o miejsce na podium.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-10-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved