Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Grzegorz Pająk: W głowach mamy jeden cel

Grzegorz Pająk: W głowach mamy jeden cel

fot. Klaudia Piwowarczyk

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w swoim stylu zakończyła mecz przeciwko kolejnemu ligowemu rywalowi, czyli ekipie BBTS-u Bielsko-Biała. Podopieczni Ferdinando de Giorgiego pokonali swojego przeciwnika bez straty punktów, umacniając się tym samym na pozycji niekwestionowanego lidera tabeli. – Bardzo fajnie się to wszystko u nas zazębiło. Należy też docenić pracę sztabu szkoleniowego, który tym wszystkim niezwykle sprawnie steruje. Na treningach wykonujemy naprawdę kawał niesamowitej pracy – przyznał rozgrywający kędzierzynian, Grzegorz Pająk.

Po zwycięskim meczu w Bielsku-Białej na koncie ZAKSY został zapisany kolejny komplet punktów. Liderujecie tabeli ze sporą przewagą nad kolejnymi rywalami. Trudno wam utrzymać ten dystans punktowy do przeciwników?



Grzegorz Pająk:Z każdym rozegranym meczem umacniamy się na tej pozycji. Tym samym dajemy pole do popisu naszym rywalom, którzy muszą nas gonić. Między drugim, trzecim a czwartym miejscem wywiązuje się ciekawa walka. Tam jeszcze nic nie jest jasne, ponieważ różnice punktowe są minimalne. My, dzięki naszej grze, przede wszystkim staramy się nie tracić punktów w miejscu, w którym nasi rywale je stracili. Za sprawą takiej taktyki uzyskaliśmy aktualne, wysokie prowadzenie. Nie chcemy naszym przeciwnikom uprościć zmniejszenia tej różnicy punktowej, dlatego nadal chcemy robić swoje. Jak to się mówi w piłce nożnej: „ligę wygrywa się meczami z drużynami z dolnej tabeli, a nie w bezpośredniej rywalizacji”.

Rewanżowe spotkanie między ekipą z Bielska-Białej i Kędzierzyna-Koźla miało analogiczny przebieg, jak poprzedni mecz waszych ekip, w pierwszej rundzie fazy zasadniczej.

Pamiętam ten mecz u nas z Bielskiem. Wtedy nasi rywale w pierwszym secie byli trochę zdenerwowani, nie wiedzieli, co się dzieje na parkiecie. Później w miarę upływu czasu grali coraz lepiej, w drugiej partii pojawiła się już gra na przewagi. Teraz, w meczu rozgrywanym w Bielsku-Białej, to się zmieniło, ta trzecia partia była bardzo wyrównana. Chwała chłopakom, że potrafili utrzymać jakość naszej gry i ten mecz również zakończyliśmy zwycięstwem 3:0.

W tym wygranym przez was spotkaniu zdarzały się momenty słabszej gry, jednak potrafiliście szybko zniwelować swoje błędy i powrócić do optymalnej dyspozycji. To jest właśnie siłą Kędzierzyna w tym sezonie?

Na treningach wiele czasu poświęcamy na pracę nad tym, żeby nie popełniać błędów. W obecnej siatkówce dużo punktów zdobywa się po pomyłkach przeciwników. Czasami można oddać piłkę za darmo rywalowi, zagrać dobrze blokiem czy obroną, a potem w kontrataku mieć lepszą okazję do zdobycia punktu. Jeżeli mamy czystą, klarowną sytuację, wtedy mamy pełną swobodę, żeby dodać kolejne „oczko”, ale kiedy pojawia się jakaś trudniejsza piłka, chłopaki wiedzą, co mają z nią zrobić – oprzeć o blok, próbować obić, przebić na drugą stronę czy w jakikolwiek inny sposób utrudnić przeciwnikowi zdobycie punktu. To w naszym przypadku naprawdę fajnie funkcjonuje. Tak gramy na treningach, tych wymian jest czasami aż po osiem, co potem skutkuje tym, że potrafimy grać piłką i ją szanować, kiedy jest po naszej stronie.

Teraz piłki często są bronione za linią dziewiątego metra, tak aby można było pozwolić rywalowi na popełnienie błędu.

– Dużo zespołów pilnuje piłek na końcowej linii boiska, ponieważ właśnie tam często spadają te obite przez blok. Zawsze jedna osoba biega do linii, aby piłki wróciły w pole gry. W naszym przypadku bardzo fajnie to wychodzi – dogrywamy bardzo dokładnie, co jest pomocne w przypadku akcji z kontry.

W tym sezonie w Kędzierzynie-Koźlu spotkało się kilka siatkarskich kultur. Włoski trener, zawodnicy z Francji, Belgii, sumienności dodają także reprezentanci Polski. Taki miks sprawdza się w przypadku waszej ekipy?

Bardzo fajnie się to wszystko u nas zazębiło. Należy też docenić pracę sztabu szkoleniowego, który tym wszystkim niezwykle sprawnie steruje. Na treningach wykonujemy naprawdę kawał niesamowitej pracy. Widać w każdym spotkaniu, że ta machina, ten system gry, który sobie wypracowujemy, sprawdza się w sytuacjach meczowych. W trakcie rozgrywanych przez nas starć zawsze wychodzą jakieś minimalne rzeczy, które musimy poprawić i potem na tym właśnie się skupiamy. Do tego wszystkiego dokładamy rozpracowywanie naszego kolejnego rywala w lidze. Ponadto rzeczywiście w tym sezonie tworzymy ciekawą ekipę – dysponujemy bardzo dobrymi Polakami i interesującą mieszanką zagranicznych zawodników. Cieszy nas to niezwykle, że tak ten system funkcjonuje. Przede wszystkim mamy wszyscy razem, jako ekipa ZAKSY, w głowach jeden cel. Dla nas kolejne pojedynki są tylko i wyłącznie drogą uzyskania gry perfekcyjnej.

Po wymagającym turnieju, jakim był dla was Puchar Polski, byliście w stanie odnowić się fizycznie oraz psychicznie?

Może i przegraliśmy puchar, ale i tak pokazaliśmy tam maksimum naszych możliwości. Chwała dla drużyny z Bełchatowa, że zagrała lepiej to spotkanie i wygrała finał. Mieliśmy swoje okazje, które mogliśmy wykorzystać. Brakło nam jednego czy dwóch „oczek”, nie wykorzystaliśmy piłek meczowych. Trener zaraz po meczu nam powiedział, że jest z nas bardzo dumny i zadowolony. Dodał też, że chciałby widzieć nas tak grających, że nasi przeciwnicy muszą się wzbić na wyżyny swoich możliwości, żeby nas pokonać. Cały czas dokładamy starań, aby w Kędzierzynie-Koźlu stworzyć drużynę, z którą ciężko się gra. Chcemy być zespołem, który broni dużo piłek, gra kombinacyjnie w ataku i trudno go odczytać. Nasza gra ma spowodować, aby nasz przeciwnik musiał się sporo namęczyć, żeby zdobyć swój kolejny punkt.

W waszej grze nie ma odpuszczania, każdy kolejny rywal jest dla was wyzwaniem. Trener konsekwentnie wystawia tę samą szóstkę. Zmiany na pozycjach wprowadzane są, jeśli istnieje taka potrzeba. W taki sposób buduje się zwycięską ekipę?

W naszym przypadku nie ma pobłażania wobec rywala, zwłaszcza przy takiej przewadze, jaką wypracowaliśmy sobie w tabeli. Gdybyśmy za bardzo zaczęli zwracać na nią uwagę, wtedy zaczęlibyśmy liczyć punkty i mówić sobie, że np. tutaj możemy zagrać słabiej i przegrać, tu stracimy, tam wygramy. Jeżeli zaczniemy wybierać, w którym meczu wygramy, a gdzie przegramy, możemy się gorzko rozczarować. Albo zawsze gra się na maksa, albo się odpuszcza. My zawsze wybieramy to pierwsze rozwiązanie, które jest sprawiedliwe dla wszystkich. Pamiętam, jak w poprzednim sezonie grałem w Kielcach i tam zdarzało nam się liczyć punkty w bezpośrednich konfrontacjach z naszymi rywalami w tabeli. Potem ta sama drużyna wygrywała z mocnym przeciwnikiem z czołówki tabeli, bo dany zespół wyszedł rezerwowym składem. Teraz czegoś takiego nie ma, zawsze staramy się wyjść pierwszą szóstką i podejść do rywala z maksymalną koncentracją i motywacją, żeby mecz wygrać za trzy punkty. To daje nam efekty w postaci 14 spotkań, które wygrywamy 3:0.

Jak ty indywidualnie możesz podsumować ostatnie miesiące spędzone w Kędzierzynie-Koźlu?

Przede wszystkim każdy trening jest jak mecz. Mamy tak wyrównany poziom, że kiedy wyjściowa szóstka choć na chwilę sobie odpuści, dopadamy ją i potrafimy stawić jej opór. Przez długi czas w trakcie sezonu przygotowawczego byłem sam jako rozgrywający i naprawdę bardzo dużo nauczyłem się od trenera de Giorgiego. Dużo mi powiedział, sporo z tych rzeczy nadal wdrażam w życie, aby poprawić swoją grę w każdym elemencie. Trener tego bardzo sumiennie pilnuje, na każdym treningu. Ten sezon jest dla mnie na plus, pomimo tego, że gry jest niewiele, choć miałem szansę zagrać w meczu z Będzinem i Kielcami. Do tej pory gdy trener nas sprawdzał, czy mnie, czy kogoś innego, te zmiany były z korzyścią dla zespołu. Mam świadomość tego, że nie pojawiam się na boisku z powodu mojej słabej dyspozycji, tylko dlatego, że cały czas musimy tworzyć naszą pierwszą szóstkę i zgrywać ją do maksimum, ponieważ najważniejsze mecze ciągle są przed nami.

Jeśli trenuje się z najlepszymi, to trudno mówić o tym, że ktoś jest słaby. Głównym celem jest wtedy, aby ten organizm, jakim jest zespół, funkcjonował jak najlepiej, pomimo zmian dokonywanych w składzie.

Jak widać Benjamin Toniutti do tej pory nie potrzebuje zmiany, bo gra rewelacyjnie. Zresztą śmiejemy się już, że powoli robi się to nudne – otrzymał właśnie kolejne, dziewiąte MVP. Tak czy inaczej na treningach szkoleniowiec rotuje składem – abym mógł być przygotowany na maksa, muszę pograć ze wszystkimi i wtedy bardzo dobrze to wygląda. Czekam więc, aż nadejdzie taka chwila, że Benjamin na chwilę się rozstroi i będzie mu potrzebna jakaś zmiana. Nawet na sekundę nie mogę pomyśleć o tym, że stracę koncentrację. Z doświadczenia wiem, że jeśli choć na chwilkę się ją utraci, potem nagle nadchodzi ten moment, że trener potrzebuje zmiany, a w przysłowiowe „pięć minut” nie da się nastawić i przygotować w pełni do gry.

Czasami koncentracja utracona na jedną piłkę może mieć znaczenie w kontekście całego meczu.

– W wyrównanych meczach, jak we wcześniej wspominanym już Pucharze Polski, mieliśmy już piłki meczowe po swojej stronie. Ciężko stwierdzić, że ktoś stracił koncentrację, ale akcji nie skończyliśmy i przegraliśmy cały mecz, który mógł zakończyć się dla nas wynikiem 3:1, a przegraliśmy go 2:3. Czasami tę koncentrację trzeba wznieść do poziomu 110%, dlatego cały czas powtarzamy sobie, że my – jako jednostka – musimy na treningu poprawiać po jednej rzeczy. Każdy z nas powinien obronić, zaatakować czy zagrać lepiej choć jedną piłkę. Skupiamy się na sobie, a potem przekłada się to na drużynę, która stanowi kolektyw.

Teraz czeka was ważne starcie z Asseco Resovią Rzeszów. Jakie jest nastawienie w zespole przed tym meczem?

Dla nas jest to kolejna okazja do zdobycia trzech punktów i tym samym odskoczenia od rywali. Dużo osób ostrzy sobie pazury na to spotkanie. Cała nasza drużyna nie może doczekać się tego meczu. Teraz będziemy bardzo mocno pracować nad tym, żeby przygotować się do tego starcia najlepiej, jak to tylko możliwe. Mam nadzieję, że to będzie kawał widowiska, tym bardziej że gramy na swoim parkiecie. Na pewno Rzeszów będzie chciał się odgryźć, bo wygraliśmy u niego za trzy punkty. Tym bardziej nasi przeciwnicy nie mogą sobie już pozwolić na straty punktowe czy na błędy. Zobaczymy, w jakim stopniu to na nich wpłynie i czy będzie to motywujące czy demotywujące, a przede wszystkim, czy udźwigną ciężar tego spotkania.

Kibice będą waszym siódmym zawodnikiem w tym meczu?

Na pewno hala będzie pełna kibiców. O ile zostaną spełnione warunki bezpieczeństwa w hali, będą jeszcze dostępne miejsca stojące przy barierkach, więc zapowiada się mnóstwo osób na tym meczu.

*Rozmawiała Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)

źródło: przegladligowy.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-02-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved