Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > „Giba. W punkt”. Autobiografia legendy siatkówki już wkrótce w Polsce!

„Giba. W punkt”. Autobiografia legendy siatkówki już wkrótce w Polsce!

fot. SQN

Był liderem reprezentacji Brazylii, która przez długie lata dominowała na parkietach całego świata. Z Canarinhos zdobył olimpijskie złoto i dwa srebrne medale igrzysk, trzy razy wygrał mistrzostwo świata, dwa razy Puchar Świata i aż osiem razy triumfował w Lidze Światowej. Karierę zakończył w 2014 roku, w ubiegłym wydał w ojczyźnie autobiografię. 6 lipca książka „Giba. W punkt” trafi do księgarni w całej Polsce pod naszym patronatem! Właśnie rusza jej przedsprzedaż.

We współpracy z Wydawnictwem SQN przygotowaliśmy specjalny kod rabatowy na książkę w przedsprzedaży do wykorzystania na www.labotiga.pl/giba:



– z kodem STREFAGIBA rabat 25%
– cena po obniżce: 27,68 zł
– wysyłka od 27 czerwca – książka najwcześniej w twoich rękach!
– rabat nie obowiązuje na pakiety (cena książki w pakiecie jest już obniżona)

Fragment książki o mistrzostwach świata w Japonii w 2006 roku:

W Japonii było ciężko. Przez ponad miesiąc przebywaliśmy poza domem. Czuliśmy presję. Ale sami ją na siebie nałożyliśmy. Wśród kibiców panowało przekonanie, że będzie trudno, chociaż w głębi duszy wszyscy oczekiwali naszego zwycięstwa. Dlatego też byliśmy piekielnie zestresowani. Już na początku imprezy, w trzecim meczu, przegraliśmy z Francją, co mogło nam pokrzyżować szyki, ponieważ na tym turnieju wyniki z pierwszej rundy liczyły się też w drugiej fazie. Zapaliła się nam czerwona lampka. W tym meczu Bernardinho zrobił ze mnie kozła ofiarnego. Krzyczał na mnie przez cały czas. Co ciekawe, to właśnie ja zawsze go uspokajałem. Ale tamtego dnia się nie udało. Zawołałem Ricardinha, objąłem go i poprosiłem, aby ostrzegł Bernarda, że jeśli będzie na mnie krzyczał podczas przerwy technicznej, to go uderzę. Straciłem cierpliwość. Dosłownie tak powiedziałem. Ale zachowałem spokój (…).

Porażka z Francją sprawiła, że do drużyny wkradł się niepokój, ale szybko się pozbieraliśmy. Od tamtej pory wygraliśmy wszystkie mecze: z Australią, Niemcami, Stanami Zjednoczonymi, Czechami, Włochami i Bułgarią. Kolejny raz awansowaliśmy do półfinału.

2 grudnia 2006 roku, a więc dwa dni po naszym ostatnim meczu drugiej fazy, graliśmy z Serbią i Czarnogórą. Wszystko pięknie, tyle że obudziłem się w dniu meczu i nie byłem w stanie podnieść się z łóżka. Okropnie bolały mnie mięśnie brzucha. Wezwałem sztab medyczny. Álvaro Chamecki zrobił mi masaż i wyczuł naciągnięcie. „Zrób, co masz zrobić, ale nie myśl nawet o tym, by zakazać mi gry. Nie mogę stracić tego meczu za nic w świecie!”. Powiedziałem jasno, czego chcę, i cały dzień spędziłem na zajęciach z fizjoterapeutą, dostawałem leki przeciwzapalne, smarowano mnie maścią, masowano, krótko mówiąc: robiono wszystko, żebym mógł pojawić się na parkiecie. I kolejny raz się udało. Rozegrałem wszystkie cztery sety, nie czując żadnego bólu. Boisko opuszczałem z największą liczbą zdobytych punktów, a drużyna z awansem do finału. Chamecki nie mógł w to uwierzyć. Jeszcze kilka godzin wcześniej nie byłem w stanie zwlec się z łóżka.

O drugi tytuł mistrza świata walczyliśmy z Polską. Dla nich sam awans do finału był już jak złoty medal. Wszak od 1974 roku nie zdobyli żadnego trofeum na mistrzostwach świata. My nie przyjęlibyśmy niczego poza złotem. Zanim weszliśmy na parkiet, wywołaliśmy niemałe zamieszanie. Wcześniej chcieliśmy obejrzeć mecz o trzecie miejsce między Serbią i Czarnogórą a Bułgarią, ale japońscy ochroniarze nam na to nie pozwalali, ponieważ nasze identyfikatory leżały już na stole. Nie przekonywało ich nawet to, że byliśmy jednakowo ubrani. Zapanował chaos i mało brakowało, żebyśmy na nich ruszyli. W końcu udało się to załatwić. Potem wpadliśmy na parkiet jak błyskawica i zniszczyliśmy przeciwników. W ciągu półtorej godziny wygraliśmy z Polską 3:0 (25:12, 25:22 i 25:17).

Ukoronowaniem tego znakomitego turnieju była dla mnie nagroda dla najbardziej wartościowego zawodnika. Byliśmy dwukrotnymi mistrzami świata. Mistrzami olimpijskimi. Wszyscy znajdowaliśmy się w najlepszym momencie kariery, byliśmy zadowoleni i szczęśliwi. Do czasu wejścia do autokaru. Tam przekazano nam, że musimy wrócić do Brazylii, żeby przejechać ulicami odkrytym autobusem i świętować razem z kibicami. Tymczasem wielu z nas kupiło już bilety dla swoich rodzin do Włoch, gdzie większość występowała na co dzień, i nie uśmiechało nam się wracać do Brazylii i zostawiać bliskich samych w Europie. W autobusie zapanował harmider. Krzyki i ogromne zamieszanie. Nagle rozegrała się zabawna scena: my, mistrzowie, awanturujemy się, a w autobusie obok Polacy, wicemistrzowie, otwierają szampana. Dostrzegli, co się u nas działo. Otworzyli okna i podali nam trzy butelki. „Przestańcie się kłócić i świętujcie!”. Nic lepszego nie mogliśmy zrobić. Jedni wrócili do Brazylii, drudzy polecieli bezpośrednio do Europy. Zakończyliśmy rok jako mistrzowie, ale być może już przewidywaliśmy, co nas czeka – spięcie.

O książce:

Był jednym z najlepszych przyjmujących w historii siatkówki. Ale niewiele brakowało, by świat w ogóle o nim nie usłyszał. Zanim trzy razy zdobył mistrzostwo świata i został mistrzem olimpijskim, pokonał wiele przeszkód. Kiedy zachorował na białaczkę, lekarze przygotowywali się na najgorsze, a niespodziewane wyzdrowienie zgodnie nazwali cudem. Podobnie jak przeżycie upadku z drzewa, po którym na lewą rękę założyli mu 150 szwów…

Podczas gdy jego rówieśnicy ganiali za piłką, on wolał w samotności odbijać ją rękami. Mimo że trenerzy próbowali wmówić mu, że jest za niski na siatkarza, ani myślał się poddać. Dopiął swego, zostając sportowcem, którego pokochała cała Brazylia.

W autobiografii Giba po raz pierwszy opowiada o sekretach swojej kariery: dopingowej wpadce, nietypowej kontuzji, której nabawił się w łóżku, i ofercie z ligi polskiej. Odkrywa też kulisy wielkiej reprezentacji Brazylii, zdradzając, za co z drużyny wyrzucony został Ricardo, jak Canarinhos ustawili mecz z Bułgarią i ile butelek szampana dostali od Polaków po wygranej w finale mistrzostw świata.

Szczera, barwna, pełna anegdot i nieznanych historii książka. „Giba. W punkt” to pozycja, obok której żaden fan siatkówki nie może przejść obojętnie!

Autor: Giba, Luiz Paulo Montes
Tytuł oryginału: Giba neles!
Tłumaczenie: Barbara Bardadyn
Data wydania: 6 lipca 2016
Cena okładkowa: 36,90
Format: 140 x 205 mm
Liczba stron: 256 tekst i 8 zdjęcia
ISBN: 978-83-7924-668-7

źródło: Strefa Siatkówki

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved