Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Gheorghe Cretu: W Rosji potrzeba kompletnie innego sposobu trenowania

Gheorghe Cretu: W Rosji potrzeba kompletnie innego sposobu trenowania

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Trzeba dać im czas i zrozumieć, że w Rosji potrzeba kompletnie innego sposobu trenowania. Zawsze zawodnicy przestrzegają wytycznych trenera. Każdy z członków drużyny jest w stanie określić czy jest z siebie dać coś więcej. Pozwalam graczom o tym zadecydować, ponieważ to świetni siatkarze. Jeśli ktoś jest w stanie dać z siebie więcej na treningach, to po prostu to zrobi – przyznał trener Kuzbassu Kemerowo, Gheorghe Cretu. Szkoleniowiec opowiedział także o specyfice ligi rosyjskiej, dwumeczu z ZAKSĄ, długich podróżach w tym sezonie, a także o tym, który z zawodników pomógł mu złapać kontakt z drużyną.

To pańska druga przygoda z ligą rosyjską, dwa lata wcześniej trenował pan Biełogorie Biełgorod. Dużo się te rozgrywki zmieniły przez ten czas?



Gheorghe Cretu:- Kiedy trenowałem Biełgorod rozgrywki były mniej więcej na tym samym poziomie. Bardzo ciężka, fizyczna siatkówka, dużo światowych gwiazd. Na pewno wciąż podróże odgrywają dużą rolę w lidze rosyjskiej. Praktycznie wszystkie drużyny przez cały czas są w drodze.

Jak na razie układa się pańskiej drużynie całkiem nieźle, jesteście jak dotąd jedynym klubem z Rosji, który awansował do półfinału Ligi Mistrzów. Mieliście na sobie dużą presję, jeśli chodzi o te rozgrywki?

– Nie było na nas żadnej presji jeśli chodzi o Ligę Mistrzów. To pierwszy sezon Kuzbassu w tych rozgrywkach w historii. Sama drużyna, poszczególni zawodnicy byli bardzo ciekawi europejskich pucharów, ponieważ większość z nich nie uczestniczyło w czymś takim. Tylko czterech siatkarzy brało udział wcześniej w Lidze Mistrzów m.in. Siwożelez, Poletajew, Kobzar w Kazaniu. Pozostali nie mają jednak takiego doświadczenia. Na pewno przydarzyło nam się trochę pecha, w pierwszym secie meczu z Fakiełem straciliśmy Poletajewa na więcej niż dwa miesiące.

Z drugiej strony zrobiliśmy dobry wynik w lidze rosyjskiej, a także w europejskich pucharach z naszym drugim atakującym. Myślę, że to dowód, że mamy zbilansowaną drużynę. Zespół Kuzbassu stanowi kolektyw. Mamy bardzo duży potencjał, zawodnicy starają się sobie pomagać. Awans do półfinału Ligi Mistrzów jest skutkiem współpracy i dobrych relacji między zawodnikami, sztabem i zarządzającymi klubem. Rośliśmy z meczu na mecz i pokazaliśmy naszą najlepszą siatkówkę.

Pierwszy mecz przegraliście u siebie z ZAKSĄ 2:3. Do Polski jechaliście ponad 20 godzin, ale to nie przeszkodziło wam w wygranej za trzy punkty i uzyskaniu awansu do najlepszej czwórki.

– Mieliśmy dobrą mentalność. Po pierwszym meczu zeszliśmy do szatni i każdy powiedział, że mogliśmy to wygrać 3:0. Nasi rywale okazali się jednak od nas mądrzejsi, zachowali więcej cierpliwości, zwłaszcza w czwartym secie. Chcieliśmy skończyć starcie w efektowny sposób. W piątej partii traciliśmy kilka punktów. Byliśmy w stanie to odrobić, ale kędzierzynianie i tak na koniec okazali się lepsi. Kiedy zeszliśmy do szatni to już wiedzieliśmy, że możemy pokonać ZAKSĘ w Polsce. Gracze od razu mieli świadomość, że jeśli zagramy sprytniej, z większą cierpliwością, to nie ma powodów, żeby nie wierzyć w awans.

Z takim nastawieniem ruszyliśmy do waszego kraju. Po meczu z ZAKSĄ w czwartek w nocy jechaliśmy pociągiem i autobusem do Krasnojarska, przyjechaliśmy tam o 8 rano. Później mieliśmy trening. W sobotę graliśmy mecz, a w niedzielę w Krasnojarsku regenerowaliśmy się i pracowaliśmy nad siłą. Tego dnia w nocy polecieliśmy do Moskwy, przespaliśmy się tam w hotelu i rano wylecieliśmy do Warszawy, a później do Katowic na rewanż z ZAKSĄ. Było ciężko, ale chłopaki naprawdę pokazują charakter. Nie żalą się, nie rozwodzą się nad tym. Nawet nie pisnęli słówka o tym, że tego jest za dużo. Przez większą część zachowują optymizm.

Czyli można powiedzieć, że są do tego po prostu przyzwyczajeni?

– Dokładnie. Kiedy przychodzi się do ligi rosyjskiej to trzeba wziąć to pod uwagę. Trzeba dać im czas i zrozumieć, że w Rosji potrzeba kompletnie innego sposobu trenowania. Zawsze zawodnicy przestrzegają wytycznych trenera. Każdy z członków drużyny jest w stanie określić czy jest z siebie dać coś więcej. Pozwalam graczom o tym zadecydować, ponieważ to świetni siatkarze. Jeśli ktoś jest w stanie dać z siebie więcej na treningach, to po prostu to zrobi.

W lidze rosyjskiej można mieć tylko dwóch obcokrajowców na boisku. Większość decyduje się na zagranicznych przyjmujących lub atakujących, czasem rozgrywających, a w pana drużynie to libero, Lauri Kerminen i środkowy Dmytro Paszycki. Waszych armat musicie szukać wśród lokalnych siatkarzy.

– To piąty rok Lauriego Kerminena w tej ekipie. Klub ściągnął do siebie tego niesamowitego zawodnika kilka lat temu. Z każdym sezonem się rozwijał i odpłacił się drużynie za to zaufanie, którym go obdarzyła. W tym momencie to bezdyskusyjnie najlepszy libero w lidze rosyjskiej. Miał też dużo zaufania od poprzednich trenerów, w klubie był nawet wcześniej niż Tuomas Sammelvuo.

Myślę, że Paszycki jest tutaj z tego samego powodu, co w Lubinie. Wtedy to ja go wyciągnąłem z ligi francuskiej do Polski, mało kto o nim wtedy wiedział. Po 3-4 miesiącach byłem pewny, że nie będę w stanie zatrzymać co w Cuprum, bo się niesamowicie rozwija. To jeden z najlepszych środkowych w lidze i także odpłacił się za zaufanie.

Czy ta wcześniejsza znajomość z Dmytro Paszyckim pomogła panu nawiązać kontakt z pozostałymi członkami drużyny?

– Pracowałem z Dimą przez rok w Polsce. Gdy miałem zostać trenerem Cuprum, to musiałem wypuścić jednego zawodnika, który miał już kontrakt z Lubinie. Musiałem znaleźć zastępstwo i tak trafiłem na Paszyckiego, który jeszcze w czerwcu był wolnym zawodnikiem. Jak tylko go zobaczyłem, to od razu chciałem go w drużynie. W tamtym roku mój zespół, z Grzegorzem Łomaczem na rozegraniu, zagrał znakomicie w PlusLidze.

Jeśli chodzi o takie sprawy pozaboiskowe to Dima był jednym z tych zawodników, którzy zawsze byli blisko mnie, blisko sztabu. Tyczy się to również trenera przygotowania fizycznego Mirko Fasiniego, który pracował ze mną w kadrze Estonii, w Lubinie, a teraz w Kemerowie. Miał już z nami do czynienia  i wie już jakimi jesteśmy ludźmi, a także trenerami. Pomógł nam w wielu sprawach, zwłaszcza przed naszym przybyciem do Rosji, bo wtedy każdy z członków zespołu się go pytał jacy jesteśmy. Poza boiskiem przez wiele lat byliśmy dobrymi znajomymi, utrzymaliśmy kontakt nawet jak grał w Gdańsku, w Rzeszowie czy w Rosji. W lato zawsze nas odwiedzał, ponieważ my pracowaliśmy w kadrze Estonii, a on tam mieszka wraz z dziewczyną. Jest między nami specjalna więź.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved