Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Gheorghe Cretu: Mamy marzenie o awansie do ćwierćfinału

Gheorghe Cretu: Mamy marzenie o awansie do ćwierćfinału

fot. Klaudia Piwowarczyk

W Final Four Ligi Europejskiej w Tallinnie gospodarze przegrali oba spotkania i ostatecznie znaleźli się poza podium rozgrywek. Dla Estończyków to nie koniec sezonu, czeka ich jeszcze gra w mistrzostwach Europy, w których zmierzą się m.in. z biało-czerwonymi. – Ten mecz z Polską pokaże nam gdzie jesteśmy i na co nas stać na tym turnieju – powiedział trener reprezentacji Estonii Gheorghe Cretu.

Czego zabrakło do zdobycia medalu w turniej Final Four Ligi Europejskiej, którego Estonia była gospodarzem?



Gheorghe Cretu:- Po pierwsze brakowało nam zgrania podczas pracy z zawodnikami, którzy przyjechali na kadrę później, po tej przerwie. Nie byliśmy w stanie znaleźć rytmu gry, a także nie mogliśmy sobie poradzić z drobnymi urazami niektórych graczy. Będąc szczerym ten półfinał przeciwko Turkom był wyrównany i każda z drużyn mogła wygrać. Rywale jednak awansowali zasłużenie. Także Holendrzy zasłużyli na zwycięstwo w meczu o 3. miejsce.

Czym te mecze różniły się od siebie. W spotkaniu przeciwko Turcji zaprezentowaliście się zdecydowanie lepiej niż w pojedynku z Holendrami…
– Na pewno emocje nie były takie same w tym meczu z Holendrami. Przeprowadziliśmy kilka zmian, żeby dać szansę innemu atakującemu i przyjmującemu. Próbowaliśmy też znaleźć inny styl gry. Przeciwnicy serwowali bardzo dobrze, byli konsekwentni i w zasadzie za sprawą zagrywki kontrolowali całą grę. Myślę, że to zrobiło różnicę.

Moim zdaniem w obu tych spotkaniach brakowało wam trochę przyjęcia. Przez pewien czas graliście punkt za punkt, ale później traciliście 4-5 ,,oczek” w jednym ustawieniu. Ciężko też było wam zgubić blok rywali…
– Dwóch graczy, których mieliśmy na boisku, nie trenowało regularnie od początku przygotowań, dołączyli oni do nas później. Ciężko im było później wrócić do rytmu reszty zespołu. Mieliśmy progres przez te dwa ostatnie tygodnie, widzieliśmy drobną poprawę. Jednak dojście do optymalnej formy zajmuje trochę czasu. Nie byliśmy jednak w stanie wytrzymać tej presji, którą nie tylko Holendrzy, ale także Turcy wywierali na nas swoją zagrywką.

Doskwiera wam brak Keitha Puparta w składzie?
– Keith Pupart nie jest już częścią reprezentacji. Nie możemy rozmawiać o tym, który już nie przyjeżdża więcej na zgrupowania. Kadra jest stworzona z graczy, którzy chcą w niej grać. Podjął tę decyzję z powodów rodzinnych i to szanujemy. Ten temat jest już zamknięty.

Po sezonie klubowym większość oczekiwała, że to Renee Teppan i Oliver Venno będą głównymi atakującymi, jednak przez większość część Ligi Europejskiej mogliśmy oglądać Hindreka Pulka w tej roli. Skąd ten pomysł?
– To zawodnik, który przez ostatnie 5 lat nie był częścią reprezentacji. Każdego roku miał jakieś kłopoty zdrowotne. Zadecydowaliśmy, że w tym roku dostanie szansę, ponieważ czuł się zdecydowanie lepiej. On też bardzo chciał przyjechać i pomóc kadrze. Teppan i Venno na samym początku nie brali udziału w zgrupowaniu. Hindrek przyjechał w świetnej formie i zasługiwał na grę. Renee miał kontuzję, musieliśmy ten problem rozwiązać. Chciał być z drużyną, ale wiedzieliśmy, że nie będzie w stanie pokazać swojego poziomu. Musieliśmy go chronić, ponieważ potrzebujemy, żeby grał na 110% swoich możliwości w mistrzostwach Europy. Venno też przyjechał po dłuższej przerwie, skończył grę w Turcji wcześnie. On też miał trochę wolnego, ponieważ na to zasługiwał. Przyjeżdżał na kadrę przez ostatnie 11-12 sezonów, miał 17-18 lat, kiedy zadebiutował w reprezentacji. Nigdy nie miał przerwy, a obiecałem, że dam trochę oddechu tym graczom, którzy nigdy nie odmawiali, kiedy powoływałem ich do kadry. Nie był w stanie osiągnąć wysokiej formy przed Final Four. Z tych powodów Pulk został pierwszym atakującym.

To koniec waszej złotej serii. W 2016 i 2018 roku wygraliście Ligę Europejską, a w 2017 zdobyliście złoto 3. dywizji Ligi Światowej…
– Mieliśmy szczęście, że w poprzednich latach nie dotykały nas kontuzje. Przez większą część czasu zawodnicy byli zdrowi, nie mieliśmy tylu kłopotów, co w tym roku. Muszę też przyznać, że gra w mocniejszych ligach jest troszkę ciężka dla zawodników, którzy dołączają do kadry po trudnym sezonie w lidze. Część siatkarzy miała pecha. Robimy wszystko, co w naszej mocy z lekarzami, z fizjoterapeutami, żeby zagrali w mistrzostwach Europy. To nasz cel.

Ta półfinałowa porażka pozbawiła was szansy na grę w FIVB Challenger Cup. Oznacza to, że nie awansujecie do Ligi Narodów. W przyszłym sezonie ponownie zagracie w Lidze Europejskiej…
– Ciężko myśleć o dobrym występie w FIVB Challenger Cup, jeśli dwaj podstawowi atakujący nie są w formie. W nim spotkalibyśmy się z innymi topowymi drużynami czyli Słowenią, Kubą, Egiptem. Myślę, że nie bylibyśmy w stanie czegoś tam ugrać bez naszych podstawowych graczy.

Jest pan zadowolony z tego, jak pokazali się młodzi zawodnicy tacy jak Markkus Keel i Silver Maar?
– Oglądanie, jak ci zawodnicy radzili sobie w wyjściowym składzie, było bardzo ciekawe. Musieli poradzić sobie na boisku i prowadzić resztę zespołu. To dla nich dobra szkoła i to przyniesie korzyści w przyszłości. Będą mieli doświadczenie. Pokazali się z bardzo dobrej strony. Markkus Keel, rozgrywający, w przyszłym sezonie zagra w lidze belgijskiej, w Lindemans Aalst. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ to dobra liga i może on tam pokazać swoje umiejętności. Mamy nadzieję, że również Silverowi, naszemu libero, nadarzy się podobna okazja. Ma tylko 20 lat, a to jeden z największych talentów, jakie mamy.

We wrześniu zagracie w mistrzostwach Europy. W grupie zmierzycie się z Polską, Holandią, Czechami, Ukrainą i Czarnogórą. Jakie są pańskie oczekiwania?
– Jesteśmy gotowi, żeby zagrać dobrze w pierwszej fazie i wyjść z grupy, co jest takim celem minimum. Mamy marzenie o awansie do ćwierćfinału, o to w poprzednich latach walczyliśmy. Każdy w Estonii nam kibicuje i wszyscy chcą, żebyśmy osiągnęli ten rezultat. Zawodnicy są gotowi na wszystko i mają umiejętności, żeby awansować do najlepszej ósemki.

Żeby awansować do ćwierćfinału przydałoby się zająć 2.-3. miejsce w grupie…
– Później łączymy się z grupą ,,belgijską”. Oprócz gospodarzy grają tam Serbowie, Niemcy, Słowacy, Austriacy oraz Hiszpanie. Wiemy jednak, że w fazie play-off decyduje tylko jedno spotkanie, więc wszystko jest możliwe. Wiemy także jak duża jest presja. W 2015 roku graliśmy w barażach przeciwko Serbom. To niewiarygodnie trudny przeciwnik ze świetnymi graczami w składzie. Jeśli jednak chce się dojść do ćwierćfinału czy nawet do półfinału to trzeba się rozprawić z mocnymi rywalami. Kiedy w mistrzostwach Europy dotrze się do fazy play-off nawet ciężej grać w niej z przeciwnikami na swoim poziomie, ponieważ są oni czasem bardziej niebezpieczni niż ,,tytani siatkówki”.

Zaczynacie turniej meczem z Polską i faworyt tego spotkania jest tylko jeden. Kiedy jednak sprawić niespodziankę jak nie w meczu otwarcia, który rządzi się swoimi prawami?
– Gra przeciwko najlepszej drużynie na świecie jest zawsze wyjątkowa. Tak jak pan powiedział pierwsze mecze na turnieju czyni mecz jeszcze bardziej wyjątkowym. Taką ,,wisienką na torcie” będzie dołączenie Leona do waszej reprezentacji. Polacy mają wszystko, żeby wejść w turniej dobrze i mogą tam dokonać wszystkiego. Ten pierwszy pojedynek pokaże nasz charakter i to jak jesteśmy przygotowani do mistrzostw Europy. Ten mecz z Polską pokaże nam gdzie jesteśmy i na co nas stać na tym turnieju.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Mistrzostwa Europy, siatkówka światowa, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-07-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved