Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Gheorghe Crețu: Estończycy mogą być z nich dumni

Gheorghe Crețu: Estończycy mogą być z nich dumni

Gheorghe Cretu
fot. archiwum

Reprezentacja Estonii zakończyła zmagania w mistrzostwach Europy na fazie play-off. Chociaż podopieczni trenera Gheorghe Crețu odnieśli tylko jedno zwycięstwo, z turniejem pożegnali się godnie, przegrywając dopiero po tie-breaku z Serbami. Dla drużyny z tego niewielkiego nadbałtyckiego kraju już awans do tej fazy był ogromnym sukcesem. – Staramy się, żeby zawodnicy opuszczali Estonię i trafiali do profesjonalnych klubów, żeby mogli w pełni poświęcić się siatkówce – powiedział Crețu. Trener opowiedział także o innych zmianach, jakie wprowadził do reprezentacji Estonii.

W tym turnieju reprezentacja Estonii grała bardzo dobrze, jednak ostatni mecz był zupełnie inny, lepszy. W grze było widać inną jakość i co najważniejsze, udało się wam przeciwstawić znacznie silniejszemu rywalowi. Skąd ta zmiana po przyjeździe z Turynu do Busto Arsizio?

Gheorghe Crețu: – To jest właśnie siatkówka. Czasem jeden zawodnik może się przebudzić, zagrać mecz życia i pobudzić do lepszej gry cały zespół. Nasz ostatni mecz graliśmy jednak przeciwko Serbii. Chyba wszyscy zawodnicy z ławki rezerwowych weszli na boisko i każdy z nich coś wniósł. Trudno się jednak dziwić, jeśli mając słabą ligę krajową, niemal wszyscy oni, plus kilkudziesięciu innych gra za granicami kraju i zdobywa doświadczenie. Wyobraź sobie, że w zeszłym roku, kiedy przejmowałem reprezentację Estonii, więcej niż połowa moich zawodników występowała w rodzimej, niewielkiej lidze. Po 1,5 miesiącu zeszłego sezonu i 4,5 tego jesteśmy w stanie stworzyć nową grupę, z wieloma młodymi zawodnikami urodzonym w latach 90. Był moment, kiedy miałem na boisku chyba 4 młodych zawodników, którzy jeszcze niedawno grali tylko w Estonii. A teraz? Walczyli z Serbią podczas fazy play-off mistrzostw Europy, a wcześniej grali z Francją, Włochami i Chorwacją. Myślę, że wszyscy Estończycy mogą być z nich dumni, z tego jak się rozwinęli.



W meczu z Serbią widać było, że te spotkania dały twoim podopiecznym bardzo dużo. Porównując z pierwszymi spotkaniami w tym turnieju, prezentowali się znacznie lepiej.

– Zgadza się. W pierwszych dwóch partiach meczu z Serbią znakomicie realizowaliśmy taktykę w ataku. Później Serbowie zaczęli rotować składem, pojawił się drugi atakujący, więc zaczęliśmy mieć problemy z powstrzymywaniem ich ataków. Dla zespołu takiego jak Estonia, czyli z niewielkim doświadczeniem na tym poziomie, to była nowa i trudna sytuacja, by pomimo zmian na boisku utrzymać ten sam poziom gry i skuteczności. To trochę wyglądało tak, że Serbowie zaczęli mecz jednym zespołem, a kontynuował go drugi. A nam nie do końca udało się dostosować naszą taktykę. To specyfika silnych drużyn. Tak samo jest w PlusLidze, kiedy grasz przeciwko Resovii i nie wychodzi im, trener posyła na boisko pięciu nowych zawodników, którzy odmieniają grę. Nie inaczej jest w drużynach z Bełchatowa czy Kędzierzyna-Koźla. Moi zawodnicy z tym doświadczeniem, które posiadają, są w stanie skupić się w danej chwili na jednej drużynie. Adaptacja do nowych warunków zajmuje więcej czasu. W meczu z Serbami udało nam się to, ale było już za późno, żeby odwrócić losy meczu. Dodatkowo popełniliśmy trochę indywidualnych błędów, co na tym poziomie, w meczu przeciwko takiemu przeciwnikowi nie może zostać wybaczone i szybko odbiło się na wyniku.

Od kiedy przejął pan reprezentację w zeszłym roku, wiele zmieniło się na plus. Czy tę drużynę stać na jeszcze więcej niż tylko postraszenie silniejszych rywali?

– Cieszę się, że zmiana dostrzegalna jest także na zewnątrz. Rzeczywiście rozpoczęliśmy realizację planu, to wiele równoległych działań, które podejmujemy. Po pierwsze i najważniejsze chcemy tych chłopaków wypchnąć do zagranicznych lig, żeby tam zbierali doświadczenie. Wyobraź sobie, że mój libero rano normalnie pracuje, 5-6 godzin codziennie, a po pracy idzie trenować 1,5-2 godziny. I tak to wygląda w jego przypadku przez ostatnie 10 lat. Porównując to do zawodników innych reprezentacji na tej pozycji, patrząc na jego grę – myślę, że warto o tym powiedzieć głośno. I to nie jest jedyny zawodnik w takiej sytuacji. Inny z kolei rano pracuje jako urzędnik państwowy, a po pracy biegnie na trening i gra w siatkówkę. Patrząc na zawodników z Serbii czy jakiejkolwiek innej reprezentacji, siatkówka to ich zawód, treningom poświęcają całe dnie i są cały czas do dyspozycji trenera. Dlatego też staramy się, żeby zawodnicy opuszczali Estonię i trafiali do profesjonalnych klubów, żeby mogli w pełni poświęcić się siatkówce. Nie bez znaczenia jest także to, że będą zbierać cenne doświadczenie. Dla nich każdy mecz w dobrym zespole, przeciwko innej dobrej drużynie to ogromna korzyść. A to, jak widać, już zaczyna się przekładać na poziom reprezentacji i wierzę, że z czasem będzie jeszcze lepiej.

To dlatego dwóch pana podopiecznych będzie grało w przyszłym sezonie w Lubinie, którego jest pan trenerem?

– Myślę, że dla obydwu stron to będzie dobre rozwiązanie, które przyniesie sporo korzyści. Dla tych chłopaków – bo zbiorą doświadczenie i rozwiną swoje umiejętności, które później mogą wykorzystać w reprezentacji, natomiast dla klubu – to są bardzo wartościowi zawodnicy, którzy pomogą w ligowych zmaganiach. Robert (Täht – przyp. red) pomimo młodego wieku to olbrzymi talent. Nie należy do najwyższych zawodników, ale to „lotnik”, ma dynamit w nogach. Drzwi do siatkarskiego nieba stoją przed nim otworem. Teraz wszystko w jego rękach i od niego zależy, czy to wykorzysta. Drugi z nich, Keith Pupart, to zawodnik, który nie gra tak widowiskowo jak Robert i nie jest tak widoczny jak on, ale jego obecność na boisku jest bardzo ważna. To facet od „brudnej roboty“: bloku, obrony, przyjęcia. Często pozostaje w cieniu, ale zawsze robi to, co do niego należy, a kiedy jest potrzebny, znajduje się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. To siatkarz, który zawsze jest gotowy do pracy, nigdy nie usłyszysz od niego „nie”. W zeszłym roku zbudowaliśmy w Lubinie bardzo ciekawą grupę i jestem przekonany, że nie tylko się w niej odnajdą, ale także będą jej wzmocnieniem.

Tam, gdzie gra reprezentacja Estonii, tam jest sporo kibiców. Czy to oznacza, że siatkówka w Estonii jest popularna?

– O tak i to bardzo. Jedynie koszykówka, nieznacznie, jest sportem popularniejszym w tej chwili. Mam też wrażenie, że ta popularność rośnie i coraz więcej ludzi śledzi nasze poczynania. Chciałbym w przyszłości, żeby ci kibice przyjechali do Polski na mecz z pierwszą reprezentacją i uczestniczyli w tym wydarzeniu, podobnie jak 8 czy 10 tysięcy polskich fanów zebranych w tym czasie w hali.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved