Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Gheorghe Cretu: Nie chcę zostawać tam, gdzie nie wierzą w moją pracę

Gheorghe Cretu: Nie chcę zostawać tam, gdzie nie wierzą w moją pracę

fot. Klaudia Piwowarczyk

W swoim ostatnim pojedynku w tym sezonie gracze Asseco Resovii Rzeszów zmierzyli się z GKS-em Katowice. Zawodnicy z Podkarpacia wygrali 3:0 i zakończyli sezon na 7. miejscu w PlusLidze. To był także ostatni mecz Ghoerghe Cretu w roli szkoleniowca rzeszowian. – Jeśli za coś płacę głową to potrzebuje władzy w swoich rękach. Nie może być takiej sytuacji, że odpowiadam za coś, a ktoś inny buduje drużynę – przyznał otwarcie Gheorghe Cretu.

Zgodziłby się pan, że to spotkanie to był mecz zagrywki?



Ghoerghe Cretu: – Tak, ale także obrony, bloku i wielu pozytywnych emocji z naszej strony. Właściwie to było spotkanie, które powinniśmy zagrać tu w styczniu, ale z jakichś powodów do tamtego pojedynku podeszliśmy bez wystarczającej determinacji, w przeciwieństwie do sobotniego meczu.

Ten pojedynek miał bardzo nierówny przebieg. Zwłaszcza w ostatnim secie, w którym sytuacja gwałtownie się zmieniała…

– To normalne, ponieważ GKS Katowice nie miało nic do stracenia. Przegrywali 0:2, więc musieli serwować z pełnym ryzykiem. To nic nowego, że drużyna przeciwna serwuje w meczu z nami ryzykując. Chcą wywrzeć presję. Z kolei jeśli my jesteśmy w stanie prezentować się dobrze w polu serwisowym, nawet jeśli nie zdobywamy tym elementem puntów, to bardzo ciężko wtedy ominąć nasz blok. Pokazaliśmy to w pojedynkach przeciwko ZAKSIE, Skrze, Czarnym i Treflowi, że ciężko ominąć ręce blokujących. Z tego powodu próbowali ryzykować.

Właściwie to Asseco Resovia falowała przez cały sezon. Nawet w drugiej połowie rozgrywek pokonaliście ZAKSĘ, PGE Skrę, a przegraliście z teoretycznie słabszymi przeciwnikami…

– Moim zdaniem były momenty, w których emocjonalnie, mentalnie nie byliśmy przygotowani tak jak w Olsztynie, w Katowicach w styczniu, jak przeciwko zawiercianom u siebie, gdzie straciliśmy dużą szansę. To szkoda, ponieważ mówiłem graczom w trakcie sezonu, że w niektórych momentach prezentujemy niesamowitą siatkówkę poczynając od Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie graliśmy bardzo dobrze. Nawet jeśli mieliśmy wiele problemów zdrowotnych i niektórzy gracze byli kompletnie nie w formie, to byliśmy w stanie walczyć. Niektórzy zawodnicy mają wiele jakości w sobie i mogli przykryć te problemy, które nam się przydarzyły.

Więc to strona mentalna była kluczem?

– Na pewno, nie zawsze byliśmy w stanie produkować te niesamowite emocje jak np. w ostatnim meczu z GKS-em Katowice. Z tego powodu w niektórych momentach graliśmy złą, a w niektórych niesamowitą siatkówkę i nikt nie mógł nas zatrzymać. Nawet przeciwko Sadzie czy Lube oraz Fakiełowi byliśmy w stanie prezentować dużo jakości. Były także sytuacje, w których cierpieliśmy nie tylko z powodu urazów, ale także z powodu limitu zagranicznych graczy na boisku. W wypadku jednej, dwóch kontuzji od razu mieliśmy problem z obcokrajowcami i to było ciężkie dla grupy.

Wróćmy na chwilę do pierwszego pańskiego meczu w roli trenera Asseco Resovii przeciwko MKS-owi Będzin. Jak dużo mógł pan zrobić po kilku dniach treningów i czy to spotkanie mogło zakończyć się inaczej?

– Moim zdaniem w tamtym momencie mieliśmy ciężką sytuację zwłaszcza w głowach zawodników i wciąż były dyskusje. Nie wiem czy pamiętasz, ale prowadziliśmy 20:16, a przegraliśmy seta 33:35. Mieliśmy wiele piłek na skończenie tego seta i to mogła być zupełnie inna historia. 3 dni później pojechaliśmy do Bełchatowa i mieliśmy szansę wygrać. Przegraliśmy 1:3, ale zagraliśmy poprawną siatkówkę, wywieraliśmy presję. To było wyrównane spotkanie, a my mieliśmy wiele szans na przywiezienie jednego, dwóch punktów. Później walczyliśmy przeciwko Gdańskowi, gra wychodziła coraz lepiej jeśli chodzi o emocję i mentalną stronę. Następny pojedynek rozegraliśmy u siebie przeciwko olsztynianom źle, bez tych emocji i zdobyliśmy tylko punkt. Po pierwszych dwóch setach nie wykorzystaliśmy swoich szans. Jednak kiedy nikt tego nie oczekiwał, kilka dni później, na Klubowych Mistrzostwach Świata nasza drużyna zaczęła rosnąć.

Po internecie krąży informacja, że powiedział trener, że nie jest w pełni odpowiedzialny za ten zespół, ponieważ pan go nie budował. Czy to prawda?

– Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem. Wziąłem odpowiedzialność za wszystkie rezultaty od chwili, w której przyjechałem do Rzeszowa. Brak awansu do fazy play-off nie ma nic wspólnego z poprzednim szkoleniowcem. Również unikam rozmawiania z ludźmi o tym, ponieważ to niewłaściwe. Od momentu, w którym zostałem trenerem, wciąż do rozegrania było wiele gier i ta sytuacja nie ma nic wspólnego z tym, jak budowany był zespół. Wszystko rozbijało się o kontuzje oraz liczbę obcokrajowców, ponieważ nie mogliśmy wystawić na boisko zawodników w najlepszej formie.

Zostanie pan w Asseco Resovii na następny sezon?

– Nie, ale to już każdy wie. To nic nowego, od dłuższego czasu wiedziałem, że Resovia nie przedłuży ze mną kontraktu. Powiedziałem chłopakom, że to nic nie zmienia dla mnie, jestem profesjonalistą. Pracuję w tym zawodzie od ponad 18 lat i wiem co robić. Każdego dnia przychodziłem i dawałem z siebie wszystko bez pretensji, że nie będę dalej prowadził tego klubu. W swoim domu każdy robi to, co chce, a ja nie chcę zostawać tam, gdzie nie wierzą w moją pracę. To wie już każdy w Polsce.

Kiedy dowiedział się pan, że nie będzie trenował już więcej rzeszowskiego zespołu?

– Po meczu ze Skrą. Właściwie to klub zakomunikował mi to wtedy, ale już wcześniej o tym wiedziałem.

Więc ktoś spoza klubu wcześniej przekazał trenerowi te plotki?

– Plotki w Polsce były jasne, a 70% z nich to prawda. Szanuję decyzję klubu, traktowali mnie dobrze. Przykro mi, że nie byłem w stanie wywalczyć miejsca w fazie play-off i nie walczyliśmy o medale. Przykro mi zwłaszcza z powodu byłego prezesa Resovii, Bartosza Górskiego, ponieważ on ściągnął mnie do Rzeszowa, popierał ideę podpisania kontraktu ze mną i chciałbym mu bardzo podziękować za możliwość prowadzenia klubu i spędzenia czasu w tym zespole. Jest mi przykro, że nie mogłem dać mu tej satysfakcji.

Istnieje jakaś różnica pomiędzy współpracą z Bartoszem Górskim, a pracą z Krzysztofem Ignaczakiem?

– Nie ma różnic. To początki Krzysztofa Ignaczaka na stanowisku prezesa klubu i potrzebował trochę czasu, żeby przygotować się do nowej pracy, do kontaktu z siatkarzami, ponieważ sam już nie jest graczem. Próbował pomóc tak wiele, jak tylko mógł w momencie, w którym objął posadę w Resovii.  To był ciężki czas dla wszystkich. Mieliśmy dobrą relację.

Czy to prawda, że chciał trener mieć pełną kontrolę nad tym, jak Asseco Resovia będzie zbudowana w przyszłym sezonie, a to nie spodobało się niektórym, którzy są w zarządzie klubu?

– Oczywiście, jeśli za coś płacę głową to potrzebuje władzy w swoich rękach. Nie może być takiej sytuacji, że odpowiadam za coś, a ktoś inny buduje drużynę. To normalne. Dlaczego trener musi brać odpowiedzialność za coś, czego nie buduje? Jaki w tym sens? Z tego powodu mówię, że każdy ma swój własny styl pracy, ja mam swój sposób na prowadzenie drużyny i będę trenerem w miejscu, w którym mi zaufają i dadzą mi odpowiedzialność.

A zostanie pan w Polsce na przyszły sezon?

– Tego jeszcze nie wiem.

Przed panem trochę czasu wolnego, ale nie ma go za dużo, ponieważ pod koniec maja kadra Estonii zacznie zmagania w Lidze Europejskiej. Turniej finałowy odbędzie się w Tallinie. To komfortowa sytuacja dla pana?

– To nie takie komfortowe, ponieważ ciąży na nas większa odpowiedzialność. Chcemy zaprezentować wysoki poziom przed naszymi niesamowitymi fanami i mamy nadzieję, że hala na 7000 ludzi w całości się zapełni. To najważniejszy turniej, który odbędzie się w Estonii, więc chcemy dać z siebie wszystko. W pierwszej części daje mi to możliwość wypróbowania młodszych siatkarzy.

Jeśli wygracie swój półfinał to zagracie w FIVB Challenger Cup o awans do Ligi Narodów. Czy ten awans to realny cel?

– Na pewno. Mamy tą dojrzałość. Po prostu musimy być zdrowi i robić wszystko krok po kroku. Po pierwsze dostać się do finału Ligi Europejskiej, a później mamy wszystko, żeby zagrać o tytuł i awans do Ligi Narodów.

Na mistrzostwach Europy zagracie w grupie z Polską, Czarnogórą, Ukrainą, Czechami i Holandią. Jesteście wymieniani w gronie faworytów do awansu do 16, ale co dalej? Jaki jest wasz realny cel?

– Od 6 lat marzymy i próbujemy się zbudować drużynę gotową na awans do najlepszej ósemki drużyn w Europie. Mieliśmy szanse, które można było wykorzystać, ale teraz drużyna jest bardziej dojrzała i zdolna do grania pod presją. Pierwszym celem jest wyjście z grupy, a później krok po kroku będziemy się starać awansować do ćwierćfinału.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-04-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved