Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Gardini: W drużynie proporcje trzeba dobrać jak w dobrym drinku

Gardini: W drużynie proporcje trzeba dobrać jak w dobrym drinku

fot. Katarzyna Antczak

– Zbudowałem drużynę z zawodników, których z różnych względów inne kluby nie chciały – mówi Andrea Gardini, trener Indykpolu AZS Olsztyn. Od 2014 roku prowadzi Indykpol AZS Olsztyn, który w tym sezonie stał się rewelacją PlusLigi. Andrea Gardini, jeden z najbardziej utytułowanych siatkarzy w historii, za kilka miesięcy ma objąć posadę trenera ZAKSY prowadzonej przez jego kolegę ze złotej drużyny Italii.

To prawda, że jest blisko, by zastąpił pan w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Ferdinando de Giorgiego?



Andrea Gardini: – Rozmawiam z wieloma różnymi klubami, także z zagranicy, jak również z moim obecnym. Jednak rzeczywiście najbliżej spośród tych ofert jest mi do ZAKSY. Od dłuższego czasu rozmawiamy z Sebastianem Świderskim. Dopóki kontrakt nie jest podpisany, nie powiem, że na pewno w przyszłym sezonie będę trenerem w ZAKSIE czy w innym miejscu. Jeden z moich kolegów trenerów zaczął sezon w Turcji, potem wrócił do Włoch, a teraz pracuje w Rosji. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Porozmawiajmy o panu i sukcesach Indykpolu AZS. Obecna olsztyńska ekipa to realizacja pana pomysłu od A do Z?

– Zbudowaliśmy drużynę z zawodników, których z różnych względów nie chciały inne kluby. Ci, którzy tworzą tę ekipę, są w niej dlatego, bo ja chciałem mieć ich w swoich szeregach. Mam pełne wsparcie klubu w tym, co robię. To jest drużyna dopasowana umiejętnościami i charakterem. Nawet jeśli mieliśmy serię jedenastu zwycięstw z rzędu, to nie znaczy, że zaraz będziemy mistrzami.

Jaka jest pana drużyna?

–  Waleczna, nawet jeśli przegrywa. Mamy ekipę, w której nie akceptuje się pracy na pół gwizdka i to wielu z nich pozwoliło się rozwinąć. Podczas treningu nie będę stał nad każdym i wrzeszczał: „Ty masz robić tak, a ty popraw się w tamtym”. Nie. Oni sami muszą zrozumieć, jak ważna jest ciężka praca i oddziaływać na siebie. Ta wzajemna motywacja ma sprawić, że każdego dnia będą o ten jeden procent lepsi niż wczoraj. Sam byłem zawodnikiem. Moich nie kontroluję 24 godziny na dobę, nie sprawdzam, co robią w domu. W stu procentach gotowi mają być, kiedy trenujemy. Nie pracujemy w biurze, gdy wybija siedemnasta, wyłączamy komputery i nic więcej nas nie obchodzi. To jest sport. Dzisiaj wygrywasz, pokonujesz PGE Skrę Bełchatów, a jutro możesz przegrać z AZS-em Częstochowa.

Kiedy patrzyło się na skład waszej drużyny przed sezonem, wydawało się, że to Paweł Woicki i Daniel Pliński, jako ci najbardziej doświadczeni, będą „rządzić” młodszymi kolegami. Jak jest teraz?

– Plina nadal trenuje z takim zaangażowaniem, jakby miał 18 lat. Należał do najlepszych środkowych na świecie i ma autorytet wśród młodszych kolegów. Cały czas pomaga, zależy mu na dobrych relacjach w zespole. Na Pawła nikt nie powie nic złego, bo wie, że rozgrywającego szanować trzeba. (śmiech) Są maszyny, jak Michał Żurek, który czasami chce dobrze aż za bardzo. Olek Śliwka jest pełen energii. Bywa, że muszę go sprowadzać na ziemię, studzić głowę, by wrócił znów na boisko. Kuba Kochanowski to pracuś. Skupiony, zaangażowany i mnóstwo uwagi poświęca każdemu detalowi. Mentalnie ma więcej niż 19 lat. Miłosz Zniszczoł to obserwator, potrafi uspokoić kolegów. Wojtek Włodarczyk zawsze jest online i pełno go w mediach społecznościowych, ale na trening jest zawsze gotowy. Hidde Boswinkel to bardzo inteligentny zawodnik, jest zawsze uśmiechnięty. Mamy taki miks osobowości, który pozwolił nam stworzyć świetną drużynę. Proporcje trzeba wyważyć jak w dobrym drinku. (śmiech)

Wspomniał pan, że stworzył drużynę z zawodników, których inni nie chcieli. Takich jak np. Aleksander Śliwka musiał pan „odkopać”.

– Młody zawodnik przede wszystkim musi zrozumieć, jak radzić sobie z samym sobą. Pamiętacie, jaki był Michał Kubiak jeszcze pięć-sześć lat temu? Jak wulkan, który nie wiadomo, kiedy eksploduje. Olek ma umiejętności i świetny charakter jest bardzo waleczny. Bardzo się rozwinął, ale teraz najważniejsze, by zamiast sinusoidy w jego dyspozycji była linia rosnąca, ciągły progres. Mam nadzieję zobaczyć Olka za kilka lat jako filar reprezentacji Polski.

Zanim przyszedł pan do Olsztyna, był asystentem Andrei Anastasiego w reprezentacji Polski. Teraz czuje się pan trenerem pełną gębą?

– Wtedy to Andrea był selekcjonerem, ale wszystko ustalaliśmy wspólnie – co do realizacji treningów, podejmowania decyzji. Zresztą rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło spojrzenie i wiedzieliśmy, o co chodzi. Teraz też mógłbym być asystentem, ale trudno byłoby znaleźć drugą taką nić porozumienia jak z Andreą. Moja filozofia trenerska też się zmieniała w zależności od tego, jaką miałem drużynę. Nie da się przekładać tych samych pomysłów jeden do jednego. Każda ekipa to żywy organizm.

Cały wywiad przeczytasz w Przeglądzie Sportowym

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved